Reklama

​Judith Barsi: Tragiczne morderstwo dziecięcej gwiazdy

"Judith była śliczną, młodą dziewczyną, która miała przed sobą całe życie. Była jedną z tych, które chcesz przytulić, gdy tylko je zobaczysz" - mówiła o młodej gwieździe Bonnie Gold, która pracowała w agencji reprezentującej aktorkę. Barsi była córką węgierskich emigrantów. Jej matka, Maria Benko, dbała o to, by córka poprawnie wysławiała się w języku angielskim. 

Sama ciężko pracowała jako kelnerka i chciała zapewnić córce lepszą przyszłość. Miała nadzieję, że wyrośnie z niej prawdziwa artystka. Jej marzenia się spełniły, gdy dziewczynka została wypatrzona przez ekipę filmową na lotnisku. Wkrótce po tym została zaproszona na casting. Mając pięć lat, wystąpiła w swojej pierwszej reklamie. 

Reklama

Urocza dziewczynka o wielkich, ciemnych oczach niemal od razu zauroczyła widzów. Szybko posypały się kolejne propozycje. W sumie mała Judith zagrała w ponad 70 reklamach telewizyjnych. Zaczęła zarabiać ponad 100 000 dolarów rocznie, co pozwoliło jej rodzinie na komfortowe życie. W 1985 roku przenieśli się do nowego domu. Przejście Barsi do świata filmu było tylko kwestią czasu. 

Pojawiła się w m.in. w "Strefie mroku", "Remington Steele", "Zdrówku", "Statku miłości" oraz "Dzieciaki, kłopoty i my". Judith Barsi rozkochiwała w sobie wszystkich - aktorów, producentów, reżyserów, a przede wszystkim - widzów. Jej agentka, Ruth Hansen, twierdziła, że Judith karierę zawdzięcza nie tylko talentowi, ale również niskiemu wzrostowi. Z powodu drobnej budowy ciała dziewczynka musiała przyjmować zastrzyki hormonalne. W wieku 10 lat miała 112 cm wzrostu.

Paradoksalnie z jej sukcesów nie cieszył się ojciec młodej aktorki. Jozsef Barsi był hydraulikiem. Od wielu lat miał problemy z alkoholem oraz prawem. Chociaż pierwsze lata małżeństwa z Marią Benko uważał za szczęśliwe, to dobre chwile szybko odeszły w zapomnienie. Z czasem mężczyzna stał się zazdrosny o karierę własnej córki. 

Gdy Judith przygotowywała się do roli w filmie "Szczęki 4: Zemsta", doszło do bardzo groźnej sytuacji. Przed wyjazdem na plan filmowy, Jozef wszedł do sypialni dziewczynki, zamknął drzwi i przystawił 9-latce nóż kuchenny do szyi mówiąc: "jeśli nie wrócisz po zakończeniu zdjęć, poderżnę ci gardło". 

Po powrocie z planu sytuacja się pogarszała. Coraz częściej dochodziło do awantur, Jozef nazywał Judith "rozpuszczonym bachorem". Matka dziewczynki w 1986 roku zgłosiła sprawę na policję. Jednak z powodu braku dowodów służby nie podjęły żadnych działań. Napady agresji ojca odbiły się na zdrowiu psychicznym córki. Nie była już wesołą dziewczynką, która radośnie witała się z sąsiadami. Judith ze stresu zaczęła sobie wyrywać brwi. 

"Boję się wracać do domu. Tata ma zły humor. Pije każdego dnia, wiem też, że chce zabić mamę" - miała powiedzieć jednemu z sąsiadów. Dziewczynka była w coraz gorszym stanie psychicznym - zaczęła mieć problemy z mówieniem oraz histerycznymi napadami płaczu. W maju 1988 roku zainterweniowała agentka małej gwiazdy. Ruth Hansen zasugerowała Marii zabranie córki do psychologa, który skierował ją do Children's Services. Niestety, i tutaj nie otrzymała odpowiedniej pomocy. 

Zdesperowana matka dziewczynki wynajęła mieszkanie, do którego chciała uciec z córką. Hansen zaoferowała swoją pomoc przy separacji oraz rozwodzie. Maria Benko nie chciała jednak stracić domu, który był symbolem jej zaangażowania w karierę córki. Łudziła się, że jeśli przestanie o siebie dbać, to mąż zostawi ją dla innej i w ten sposób się od niego uwolni.

Rankiem 27 lipca 1988 roku sąsiedzi rodziny Barsi usłyszeli wybuch. Przybyła na miejsce straż pożarna znalazła w domu trzy ciała. Śledztwo policyjne wykazało, że 25 lipca Jozef Barsi zabił swoją córkę w jej sypialni. Ciało Marii znaleziono w przedpokoju. Mężczyzna przez dwa dni przebywał w domu ze zwłokami swojej rodziny. 27 lipca oblał ciała córki oraz żony benzyną, podpalił dom, a następnie udał się do garażu, gdzie popełnił samobójstwo. 

Pogrzeb aktorki odbył się 9 sierpnia. Judith Barsi została pochowana razem z matką w nieoznakowanych grobach. Tablice nagrobne zostały zainstalowane po staraniach fanów w 2004 roku. Pamięci małej Barsi została zadedykowana piosenka Love Survives z filmu "Wszystkie psy idą do nieba". Było to ostatnie dzieło, w którym wzięła udział. "Była zdumiewająca. Rozumiała ustne instrukcje, nawet dla najbardziej wymyślnych sytuacji. Uwielbialiśmy z nią pracować" - mówił o Judith reżyser Don Bluth.  

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje