Reklama

Gwiazda "Czterech pancernych..." była... damą do towarzystwa!

Barbara Krafftówna, czyli niezapomniana Honorata z kultowych "Czterech pancernych i psa", przez wiele lat mieszkała w Los Angeles i imała się różnych zajęć, by - po śmierci męża, który zostawił ją z niczym - jakoś przeżyć... Pracowała m.in. jako "madame de compagnie", czyli dama do towarzystwa!

Wybitna aktorka Barbara Krafftówna nie kryje, że podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdzie spędziła prawie 20 lat, nie była w stanie utrzymać się z aktorstwa. Nie mogła też dostawać renty po zmarłym na zawał serca mężu, Arnoldzie Seidnerze, bo... za krótko była jego żoną.

"Musiałoby minąć dziewięć miesięcy od ślubu, żebym miała jakieś prawa. Zostałam z niczym... Bez pieniędzy, bez mieszkania i bez znajomości angielskiego" - wspomina aktorka i dodaje, że po śmierci męża musiała zaczynać wszystko od zera, ale - na szczęście - mogła liczyć na pomoc przychylnych jej zamerykanizowanych Polaków, którzy pamiętali ją z serialu "Czterej pancerni i pies" oraz filmów "Jak być kochaną" i "Rękopis znaleziony w Saragossie".

Reklama

Czekając na oferty pracy w filmie czy teatrze, Barbara Krafftówna zatrudniła się w luksusowej willi bogatej wdowy po słynnym fizyku. Razem z nią pracowały tam jeszcze tylko dwie osoby - sprzątaczka i ogrodnik. Do jej obowiązków należało... dotrzymywanie towarzystwa swej pracodawczyni.

"Byłam jej "madame de compagnie". Miałam podać kawę, zjeść z nią śniadanie, pojechać do teatru albo na koncert. Mimo wieku wciąż była znakomitą pływaczką. Problemem było to, że nie umiałam pływać, a babcia mi się rwała do basenu, więc postanowiłam jednak poćwiczyć, skoro mnie Pan Bóg wysłał do Ameryki, do willi z ogromnym basenem" - opowiadała aktorka na łamach książki "Krafftówna w krainie czarów" w rozmowie z Remigiuszem Grzelą.

Barbara Krafftówna spędzała w rezydencji w Pacific Palisades pięć dni w tygodniu. Wolne miała tylko weekendy... Aby jednak w soboty i niedziele móc reżyserować "Kram z piosenkami", do udziału w którym zaprosiła kilka polskich aktorek mieszkających w Ameryce, musiała organizować zastępstwo, by jej podopieczna nie była sama.

"To naprawdę nie była uciążliwa praca, toczyłyśmy wspaniałe rozmowy o kulturze. Dwóch synów tej pani było prawnikami, jeden lekarzem. Prawdziwa amerykańska elita" - wspomina. Barbara Krafftówna pracowała jako dama do towarzystwa aż cztery lata! Potem zamieszkała w wybudowanym przez imigrantów z Ukrainy domu spokojnej starości.

"Okna mojego pokoju wychodziły na słynny napis HOLLYWOOD. Mieszkałam tam czternaście lat" - mówi aktorka.

Niezapomniana odtwórczyni roli Honoraty w "Czterech pancernych i psie" spędziła na emigracji prawie dwie dekady. Nigdy jednak nie pokochała Los Angeles, które wspomina jako okropne miasto, i nigdy nie planowała zostać w Ameryce na zawsze.

"Nie myślałam o sobie, że jestem emigrantką. Raczej, że cały czas jestem w podróży, w trasie, w drodze" - twierdzi dziś.

Barbara Krafftówna wróciła do Polski w 1998 roku. Obecnie mieszka w Warszawie i, choć w grudniu skończy 92 lata, wciąż ma ogromny apetyt na życie. "Wiele przeszłam, ale kocham życie i ciągle jestem go ciekawa. Żałuję tylko, że starość wyłącza mnie z wielu rzeczy" - mówi wielka gwiazda.

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje