Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,5
Bardzo dobry
Ocen: 4018
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Czterej pancerni i pies": Sztuka zawróciła mu w głowie

Janusz Gajos bardzo poważnie myślał o studiowaniu architektury. Ale, nieoczekiwanie, nawet dla siebie samego, uległ magii teatru. I marzenia o aktorstwie już nie porzucił, mimo że do łódzkiej PWSFTviT dostał się dopiero za czwartym razem!

Filmowym debiutem Janusza Gajosa był obraz z 1964 roku "Panienka z okienka", w którym zagrał niewielką, choć istotną rólkę Pietrka. Fabułę reżyserowała Maria Kaniewska, opiekunka roku, na którym studiował aktor. - Pamiętam, że przed pierwszym dniem zdjęciowym poszedłem do pani Marii i zapytałem ją, jak to właściwie będzie wyglądało - wspominał w jednym z wywiadów artysta.

Reklama

- Bo choć moja szkoła miała w tytule "Filmowa i Teatralna", nie miałem zielonego pojęcia o profesjonalnej produkcji. Odpowiedziała: "Jednak boisz się, sk...wielu. To dobrze". A potem mi zrobiła krótki wykład - zakończył. Ten film przyniósł aktorowi powód do dumy, ale także... potworny stres.

- Po raz pierwszy zobaczyłem siebie na dużym ekranie i zrobiło mi się niedobrze - relacjonował Janusz Gajos.

- Nie podejrzewałem, że jest aż tak źle. Kamera obnaża nas bezlitośnie. Przyszedłem wieczorem do akademika i byłem pewien, że mam ciężką grypę. Temperatura skoczyła mi do 39 stopni. O dziwo, rano wszystko przeszło. Okazało się, iż pochorowałem się z przerażenia - dodał. Ale najwyraźniej pierwszy strach szybko minął, bo jak niedawno policzono, aktor ma w swoim dorobku ponad 350 ról i na szczęście nawet słowem nie wspomina o przejściu na artystyczną emeryturę. Wręcz przeciwnie, nadal z ogromnym zaangażowaniem przygotowuje się do kolejnych ról.

Konsekwencja w wyborze

Zanim jednak Janusz Gajos mógł stanąć po raz pierwszy na deskach teatru czy przed kamerą, musiał aż czterokrotnie przekonywać komisję egzaminacyjną łódzkiej PWSFTviT i krakowskiej PWST. Upór godny pozazdroszczenia!

- Tak do końca nie wiem, co mną kierowało - opowiadał w jednej z rozmów z dziennikarzami.

- Są w naszej psychice elementy, których nie można wyjaśnić. Najłatwiej byłoby powiedzieć: "Nie wyobrażałem sobie innego zawodu". Ale to przecież banał - skończył.

Czekając na przyjęcie na wymarzone studia, Janusz Gajos nie próżnował - pracował w Teatrze Dzieci Zagłębia pod kierownictwem Jana Dormana. - Dokonałem tam ważnego odkrycia. Zrozumiałem, że staję się animatorem i tworzę postać, która zaczyna funkcjonować w wyobrażonym świecie - wspominał aktor.

Uzbrojony w tę wiedzę i odziany w mundur (był w trakcie odbywania służby wojskowej) zjawił się na czwartym egzaminie wstępnym i recytując "Kwiaty polskie" Juliana Tuwima, zdołał wreszcie przekonać komisję, iż warto dać mu szansę. Od pierwszego roku był prymusem.

Za mundurem dzieci sznurem

Wprawdzie serialowy debiut Janusza Gajosa odbył się na planie "Kapitana Sowy na tropie", ale była to jedynie epizodyczna rola. Za to następna przyniosła aktorowi niewyobrażalną popularność i... problemy z uzyskaniem kolejnych, w pełni satysfakcjonujących ról. Janek Kos, w którego wcielił się Janusz Gajos w "Czterech pancernych i psie", to postać kultowa. Ale pod koniec lat sześćdziesiątych, gdy serial był po raz pierwszy emitowany, uwielbienie dla aktorów odtwarzających główne role było niewyobrażalne.

Początkowo na pewno było to bardzo miłe, ale wkrótce zaczęło męczyć. - Dość szybko zorientowałem się, że poza ogromną popularnością, nie mam nic - tak artysta podsumowywał tamten moment w swojej karierze. - Zresztą rodzaj tej popularności zaczął mi nieprzyjemnie uwierać, a nawet irytować. Udało mi się dość szybko zrozumieć, że to tylko łaskotanie mojej próżności - zakończył. I tak oto uwielbienie, które dla wielu aktorów jest ważną częścią ich zawodu, Januszowi Gajosowi zaczęło wyraźnie ciążyć. Tym bardziej że wszyscy chcieli mieć z nim zdjęcie, zdobyć autograf, dowiedzieć się, jaki naprawdę jest... Janek Kos.

Prominent, mafioso i...

Śledząc filmografię aktora, trudno odnieść wrażenie, że po "Czterech pancernych..." miał jakąś przerwę. Ale Janusz Gajos utrzymuje, że na kolejną ciekawą rolę musiał poczekać kilka lat. Jeśli natomiast chodzi o seriale, pojawił się m.in. w " Wakacjach z duchami" i "Czterdziestolatku". A potem stworzył genialną rolę prominentnego polityka w "Alternatywy 4", który swą pokrętną retoryką czaruje do dziś. Szesnaście lat później pojawił się w drugiej odsłonie serialu "Ekstradycja" jako zakonspirowany agent rosyjskich służb specjalnych, Jan Tuwara - człowiek bezwzględny, nie liczący się z nikim i niczym.

Ale to przecież nie koniec jego fantastycznych serialowych kreacji, w których udowodnił, iż jest w stanie wcielić się w niemal każdą postać. W "Ekipie", opowiadającej o kulisach polskiej polityki, doskonale oddał postać Henryka Nowasza, premiera zmuszonego do dymisji, ale nadal walczącego o zachowanie wpływów.

Niemal równocześnie z tym serialem powstawała opowieść Patryka Vegi, "Pitbull", w której Janusz Gajos bardzo przekonująco zagrał aspiranta Zbigniewa Chyba zwanego też "Benkiem". Nie ma co ukrywać: co rola, to prawdziwa perełka! Ale artysta, który w zeszłym roku został jako pierwszy aktor uhonorowany przez PWSFTviT tytułem doktora honoris causa, nie zamierza osiadać na laurach.

- Liczy się wytrwałość w pracy i ciągłość w samodoskonaleniu. Żeby to nie była bajka, która nikomu nic nie daje, a poważna rozmowa z widzem - stwierdził w swoim przemówieniu po otrzymaniu prestiżowego tytułu w PWSFTviT.

Świat Seriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje