Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,6
Bardzo dobry
Ocen: 2683
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Camera Cafe": Serial jakiego nie było

Przy ekspresie do kawy snute były korporacyjne intrygi, rozgrywały się dramaty. Rejestrowała je kamera zamontowana w automacie do kawy. Z boku wyglądało to śmiesznie...

Ten pomysł twórców sitcomu "Camera Cafe" okazał się strzałem w dziesiątkę. Telewidzom na całym świecie przypadł on do gustu... Jednak pamiętajmy, że pierwszą tego typu produkcją, która zyskała ogromną popularność w wielu krajach była "Love Bugs". Akcja tego sitcomu opierała się na dialogach i działaniach pary aktorów. W krótkich epizodach pojawiały się też inne postacie, a czasami było słychać tylko ich głos. Stacja TVN kupiła ten format i zrealizowała go pod polskim tytułem "Kasia i Tomek". Skoro okazało się, że Polacy z entuzjazmem przyjęli taką formę rozrywki, TVN postanowił pójść za ciosem i w 2004 roku zainwestowała w kolejny format. Tym razem z Francji. Sitcom "Camera Cafe" w większym niż "Kasia i Tomek" stopniu opierał się na realizacyjnej ascezie. Akcja rozgrywała się przed jedną, nieruchomą kamerą, umieszczoną zawsze w tym samym miejscu. Na reżyserskim krześle zasiadł Jerzy Bogajewicz, autor sukcesu "Kasi i Tomka" (to łączy obie produkcje ), twórca z doświadczeniem zdobywanym przy realizacji kilku filmów w USA.

Napis w toalecie

Reklama

Przed automatem do kawy spotykali się pracownicy firmy. Knuli, snuli imprezowe plany, zdawali relacje z imprez minionych, przeżywali psychiczne dołki, zazdrościli komuś wysokiej premii i plotkowali na temat kto jest z kim. W nudnej pracy wszystko może zyskać rangę wydarzenia: wulgarny napis w toalecie, mecz piłkarskiej ligi biznesu czy zapowiedź pojawienia się nowej stażystki. Pracownicy biurowi mieli swoich liderów. Byli nimi Jacek (Tomasz Kot) i Roman (Piotr Pręgowski). Dobrani na zasadzie kontrastu, jak pamiętni Flip i Flap.

Drzwi do kariery

Zagrali oni swoje role koncertowo, dowodząc, że warto wciąż szukać nowych twarzy i talentów. Tomasz Kot do czasu "Camera Cafe" był nieznany szerszej publiczności. Największe artystyczne sukcesy odnosił na deskach teatru w rodzinnej Legnicy. Popularność serialu sprawiła, że dziennikarze niemal dosłownie rzucili się na aktora o wzroście koszykarza. Tomasza Kota ta sytuacja nie zdeprymowała, przed mediami nadal odgrywał swoją rolę z "Camera Cafe". Opowiadał, że jest nieślubnym synem porucznika Borewicza oraz że w dzieciństwie uczył się gry na kontrabasie, bo tylko ten instrument pasował mu swoim rozmiarem.

Długi okres posuchy

Równie dobrze w żywiole nagłej popularności poczuł się Piotr Pręgowski, który po pamiętnych rolach w "Misiu" i "Zmiennikach" miał długi okres posuchy. W wywiadach przyznawał się nawet, że przed udziałem w "Camera Cafe" zastanawiał się nad zmianą zawodu. Zanim zagrał w sitcomie, bardziej znana wśród telewidzów była jego żona Ewa Kuryło, która grała w "Plebanii". Dlatego aktor żartobliwie przedstawiał się, że jest mężem Halinki. Przed automatem do kawy również dobrze zaprezentowały się panie, wśród nich rudowłosa, o intrygującym głosie Agnieszka Wielgosz oraz Tamara Arciuch. W sumie większość aktorów z kilkudziesięcioosobowej obsady "Camera Cafe" po dziesięciu latach od realizacji serialu może się poszczycić imponującym artystycznym dorobkiem. Pomyśleć, że wygrali na strojeniu min przed automatem do kawy w serialu, którego odcinki pierwszej serii trwały raptem siedem minut.

pkp

Dowiedz się więcej na temat: camera cafe serial

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje