Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,6
Bardzo dobry
Ocen: 2599
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Był bliski... bankructwa!

Andrzej Kopiczyński, czyli inżynier Stefan Karwowski z kultowego "Czterdziestolatka", często wspomina swoją pracę na planie filmu i serialu "Kopernik", w którym zagrał tytułową rolę i dzięki któremu zdobył ogromną popularność.


Reklama

Udział w "Koperniku" był dla Andrzeja Kopiczyńskiego, co aktor wspomina dziś z lekkim zakłopotaniem, największą finansową... klęską w życiu!

- 80 dni zdjęciowych w ciągu półtora roku, honorarium rozłożone na raty... Pod koniec realizacji filmu byłem praktycznie pozbawionym środków do życia bankrutem - żartuje aktor.

Kiedy zdjęcia do "Kopernika" dobiegały końca, Andrzej Kopiczyński stanął przez nie lada wyzwaniem - zgodnie z tradycją zorganizowanie pożegnalnego poczęstunku dla ekipy należało bowiem do aktora grającego główną rolę, a on był po prostu bez grosza!

Postanowił wtedy zarobić dodatkowe pieniądze jako... statysta. Do nakręcenia pozostała jeszcze scena batalistyczna, więc Andrzej Kopiczyński - choć nigdy wcześniej nie siedział w siodle - przekonał kierownika produkcji, że świetnie jeździ konno, by ten zaangażował go w charakterze masztalerza.

Odzianego w żelazną zbroję z przyłbicą aktora obsługa posadziła na koniu, a on - kurczowo trzymając się grzywy rumaka - przetrwał jakoś galop przez miasteczko, w którym kręcone były zdjęcia. Gorzej było w scenie bitwy, podczas której trzeba było dodatkowo wymachiwać mieczem... Na szczęście Andrzejowi Kopiczyńskiemu udało się oszukać wszystkich i nie wypaść z siodła.

- Całą masztalerską gażę wydałem na urządzenie pożegnalnego bankietu dla ekipy - wspomina aktor.

Choć udział w filmie i serialu "Kopernik" Ewy i Czesława Petelskich zrujnował finanse Andrzeja Kopiczyńskiego, przyniósł mu ogromną popularność i uznanie. Dwa lata po zakończeniu zdjęć do tej produkcji Jerzy Gruza zaproponował tytułowemu Kopernikowi rolę w swym nowym serialu "Czterdziestolatek".

- Kiedy Jerzy Gruza zaprosił mnie do zagrania inżyniera Karwowskiego, pomyślałem, że to wspaniała okazja, by uciec od zaszufladkowania, jakie groziło mi po zagraniu Kopernika. I wpadłem z deszczu pod rynnę - mówi Andrzej Kopiczyński.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje