Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,3
Bardzo dobry
Ocen: 6985
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

​Brutalne morderstwo 21-letniej aktorki. Ta zbrodnia wstrząsnęła światem

18 lipca 1989 Rebecca Schaeffer przygotowywała się do castingu do filmu, który mógł być kamieniem milowym jej kariery. Właśnie szykowała się do wyjścia z domu, gdy zadzwonił dzwonek. Otworzyła drzwi, w których stał młody mężczyzna. Po krótkiej wymianie zdań 19-latek wyciągnął pistolet z papierowej torby i wystrzelił. Zanim upadła na podłogę, Schaeffer zdążyła tylko zapytać: "dlaczego?". Zmarła 30 minut po przyjeździe karetki. Jej śmierć zaszokowała wszystkich. Ostatecznie doprowadziła do zmiany prawa.

Rebecca Schaeffer wychowała się w żydowskiej rodzinie. Była bardzo ambitna i jako dziecko chciała zostać rabinem. Dość wcześnie zajęła się jednak modelingiem. Pojawiała się w reklamach, gazetach, asystowała w serialach i filmach telewizyjnych. Mając 16 lat postanowiła już na poważnie związać z aktorstwem. Za zgodą rodziców przeprowadziła się do Nowego Jorku. Powoli pięła się w górę. W 1984 roku nastoletnia Rebecca po raz pierwszy zagrała większą rolę. 

W serialu "Tylko jedno życie" występowała przez pół roku. Dwa lata później przeniosła się do Los Angeles i zagrała jedną z głównych ról w serialu "Moja siostra Sam", który od razu stał się hitem. 

Reklama

Publiczność uwielbiała uroczą Patti, którą Schaeffer grała z naturalnością i wdziękiem. Udział w produkcji przyniósł jej ogromną popularność. 

Niestety jej przełomowa rola doprowadziła do tragedii. Do ślicznej aktorki zaczęły spływać listy od zafascynowanych fanów. Początkowo nie mogła w to uwierzyć. Obcy ludzie dzielili się z nią swoim życiem, pytali o rady. Na większość listów odpisywali pracownicy wytwórni, wysyłając fanom zdjęcie aktorki z podpisem. Fryzjerka serialowa ostrzegała młodą gwiazdę przed nawiązywaniem bliższych relacji z fanami. 

"Rebecca, nie odpowiadaj. Po prostu nie odpowiadaj. Nie mam dobrego przeczucia, nie odpowiadaj. Ludzie czasami są szaleni i myślę, że powinnaś to zignorować" tłumaczyła. Aktorka nie chciała jednak rozczarować swoich fanów. Jedna z podpisanych przez nią fotografii trafiła do 19-letniego Roberta Johna Bardo, który kilka lat później śmiertelnie postrzeli wschodzącą gwiazdę Hollywood.

Wcześniej obiektem jego niezdrowej fascynacji była 10-letnia Samantha Smith, uczennica i aktywistka. Dziewczynka zginęła w katastrofie samolotu w 1985 roku. Po jej śmierci przerzucił swoje "uczucia" na Schaeffer, którą pierwszy raz zobaczył w reklamie serialu "Moja siostra Sam". Od pierwszej chwili poczuł nić porozumienia z młodocianą bohaterką. Utożsamiał Rebeccę z Patti, jej serialową postacią. Zaczął wysyłać do niej listy, a z każdym kolejnym czuł do niej coraz większe przywiązanie. Na jeden z nich Schaeffer miała odpisać: "Twój [list] był jednym z najmilszych, jakie kiedykolwiek dostałam". Ta odpowiedź była dla Bardo dowodem, że aktorka odwzajemnia jego uczucia. 


Latem 1987 roku postanowił ją odwiedzić w studiu filmowym Warner Brothers. Przyniósł ze sobą kwiaty oraz ogromnego pluszowego misia. Zapewniał strażnika, że kocha Schaeffer i chciałby ją tylko przez chwilę zobaczyć na żywo. Ochroniarz uznał go za jednego z zakochanych nastolatków, ale nie wpuścił go do studia. Zaproponował mu za to, że odwiezie go do hotelu. Próbował przekonać chłopaka, żeby wrócił do domu. Bardo obiecał, że tak zrobi. Miesiąc później wrócił. Tym razem zamiast kwiatów miał przy sobie nóż. Kolejny raz nie został wpuszczony do środka.

Kariera Schaeffer nabrała rozpędu, aktorka zaczęła dostawać coraz poważniejsze propozycje. Jedną z nich była rola w komedii "Klasowo-łóżkowe potyczki w Beverly Hills". W filmie Paula Bartela pokazała swoje bardziej dojrzałe oblicze. 

Robert Bardo wyszedł z kina zaszokowany. Gdy zobaczył swoją ukochaną w łóżku z innym mężczyzną, poczuł się zdradzony. 

Uczucie przywiązania do uroczej Patti zniknęło. Pojawiła się odraza i nienawiść. 19-latek był zawiedziony postawą aktorki. Czuł, że straciła swoją niewinność i zaczyna schodzić na złą drogę. Wiedział, że nie uda mu się dostać do studia. Wynajął więc prywatnego detektywa, który zdobył dla niego prywatny adres gwiazdy. Przekonał go, że zna aktorkę od dawna i chce jej po prostu wysłać prezent.

Zdobycie adresu okazało się banalnie proste. Detektyw skontaktował się z Kalifornijskim Departamentem Pojazdów Mechanicznych, podał dane z prawa jazdy aktorki (które były wtedy ogólnodostępne). Tyle wystarczyło, by otrzymać jej adres. W lipcu 1989 roku Bardo przyjechał z Arizony do Los Angeles. Na krótko przed wyjazdem napisał do siostry wiadomość: "Mam obsesję na punkcie tego, co nieosiągalne. Muszę wyeliminować to, czego nie mogę osiągnąć". W drodze do mieszkania Schaeffer kilkukrotnie upewniał się, że idzie pod odpowiedni adres. 

Rebecca Schaeffer oczekiwała przesyłki, która mogła odmienić całe jej przyszłe życie. Kurier miał przynieść jej scenariusz do trzeciej części "Ojca chrzestnego". Aktorka ubiegała się o rolę Mary Corleone. Popołudniu miała się spotkać z reżyserem filmu. Dlatego gdy pierwszy raz usłyszała dzwonek, z nadzieją otworzyła drzwi. Zamiast kuriera zobaczyła zdenerwowanego Roberta Bardo. Mężczyzna podał jej podpisane przez nią zdjęcie i zapewnił, że jest jej największym fanem. 

Rebecca podziękowała za komplementy i grzecznie powiedziała, że nie może dłużej rozmawiać. Musiała przygotować się do ważnej rozmowy. Podała mu rękę i na pożegnanie rzuciła: "Dbaj o siebie". 19-latek udał się do pobliskiej knajpy na śniadanie. Po godzinie wrócił pod dom aktorki. Tym razem rozmowa zakończyła się tragedią. Według Bardo aktorka zachowywała się niegrzecznie. Powiedziała mu, że marnuje jej czas. Odpowiedział, że zapomniał jej czegoś dać. Wyciągnął pistolet i wystrzelił. Po morderstwie wsiadł w autobus do Arizony. 

O 12:15 Danna Schaeffer, matka aktorki, otrzymała telefon z informacją o śmierci córki. Rodzina i przyjaciele nie mogli uwierzyć, że już nigdy jej nie zobaczą. Brad Silberling, reżyser i partner Schaeffer, kilka lat później nakręcił filmy "Miasto aniołów" i "Mila księżycowego światła". Dwa dzieła poruszające temat utraty ukochanej osoby. 

"Nie miała wrogów. Była jedną z najmilszych osób, jakie znałem - szczerą, uczciwą i miłą. Była młodą aktorką, która odnosiła kolejne sukcesy. Nie mogę uwierzyć, że to się stało" mówił kilka godzin po morderstwie agent aktorki. 

Policja aresztowała Bardo dzień później, gdy błąkał się bez celu. Zeznał, że po filmie "Klasowo-łóżkowe potyczki w Beverly Hills" coś w nim pękło. Nie mógł patrzeć jak Schaeffer staje się "kolejną Hollywoodzką dziwką". 

U mężczyzny zdiagnozowano schizofrenię. Trudne dzieciństwo mocno odbiło się na jego psychice. W jego rodzinie już wcześniej występowały choroby psychiczne. W ciągu 18 miesięcy przed zabójstwem Bardo został trzykrotnie aresztowany pod zarzutem przemocy domowej. Psychologowi sądowemu wyznał, że utożsamia się z mordercą Johna Lennona. Do odrażającego czynu miała go pchnąć piosenka "Exit" U2. Utwór opowiada o mordercy ogarniętym obsesją czegoś, co sam nazywa "hands of love". Został wykorzystany w sprawie jako dowód. 14 października 1989 roku muzycy po raz ostatni zagrali go na żywo.

Morderstwo dobrze zapowiadającej się aktorki i proces Bardo poruszyły opinią publiczną. Adwokaci zapewniali, ze mężczyzna nie był świadomych swoich czynów. Prokurator Marcia Clark argumentowała, że Bardo nie może być po prostu szalony, biorąc pod uwagę, że prześladował Schaeffera przez dwa lata, zanim ją zamordował. 29 października 1991 roku został skazany na dożywocie za zabójstwo z premedytacją. Jeszcze przed wyrokiem Kalifornia wprowadziła prawo przeciwdziałające prześladowaniom oraz uniemożliwiające udostępniania danych adresowych za pośrednictwem Departamentu Pojazdów Mechanicznych. Stalking oficjalnie został uznanym za przestępstwo. 

Rodzina aktorki przez wiele lat walczyła o zaostrzenie prawa do posiadania broni. Do ich apelu przyłączyła się ekipa serialu "Moja siostra Sam". 30 lat później nadal walczą. W maju ubiegłego roku matka Schaeffer zaprezentowała na scenie jednoosobowy spektakl, w którym opisała swój żal i żałobę po śmierci jedynej córki. "To wreszcie się kończy, gdy podejmujemy nieśmiałą próbę zaakceptowania, że jej tu nie ma. A my dalej jesteśmy". 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL