Reklama

Alicja Bachleda-Curuś i Colin Farrell: O ich romansie mówił cały świat! Dlaczego im nie wyszło?

Życie zawodowe oraz prywatne Alicji Bachledy-Curuś od lat interesuje fanów i polskie media. Jedną z przyczyn tej ciekawości jest z pewnością jej zakończony już związek z Collinem Farrellem. Dlaczego im nie wyszło?

Drogę do wielkiej kariery otworzył aktorce "Pan Tadeusz" Andrzeja Wajdy. Młoda aktorka podbiła serca kinomaniaków jako Zosia.

"Zagrałam wcześniej w filmie kinowym, który później stał się serialem telewizyjnym, w 'Syzyfowych pracach' na podstawie powieści Stefana Żeromskiego. Podczas nagrywania postsynchronów, wspomniano mi, że jest w tym samym czasie w Warszawie casting do roli Zosi w 'Panu Tadeuszu'. Słyszałam o tym - w prasie i w telewizji było o tym głośno - ale zupełnie nie utożsamiałam Zosi ze mną. Jakoś nie wyobrażałam sobie siebie na tym castingu. Tak więc te wszystkie wiadomości puszczałam mimo uszu, natomiast będąc w Warszawie, zachęcana przez innych, żeby przynajmniej spróbować 'pokazać się', pojechałam" - mówiła podczas rozmowy z Voigt.

Reklama

Później pojawiła się w pięciu pierwszych sezonach "Na dobre i na złe" jako Alicja Bochenek, zagrała w kilku niemieckich produkcjach oraz filmie "Handel". Dzięki znakomitemu występowi powoli zaczęło napływać coraz więcej ciekawych propozycji, w tym i tych z Hollywood.

W 2005 roku Alicja Bachleda-Curuś wyjechała do Nowego Jorku, aby rozpocząć prestiżowe studia aktorskie na Lee Strasberg Theatre and Film Institute.

"Pojechałam [do USA - przyp. red.] zupełnie sama, ale podejrzewałam, że taka jest moja droga, że sama muszę ją odnaleźć i wydeptać" - mówi aktorka.

Swoją decyzję oznajmiła rodzinie podczas świąt Bożego Narodzenia. Jak wspomina, rodzice nie mogli jej wtedy wystarczająco pomóc - ich możliwości "były ograniczone w stosunku do Nowego Jorku".


Na początku Alicja Bachleda-Curuś zamieszkała u znajomych. Miała klucze, więc od razu po wylądowaniu w Nowym Jorku skierowała się do mieszkania. Niestety, nad ranem w progu pojawiła się para Francuzów. Oni też mieli się zatrzymać w tym lokum.

Wtedy aktorka po raz pierwszy pomyślała, że to, co robi jest szalone.

Ryzyko jednak się opłaciło. Jednym z większych sukcesów aktorskich Alicji Bachledy-Curuś jest bowiem film "Ondine". Na planie produkcji spotkała Colina Farrella, co skończyło się romansem, o którym przez lata rozpisywały się media.

Amerykański gwiazdor miał opinię niegrzecznego chłopca Hollywood i był związany m.in. z Angeliną Jolie, Demi Moore, Rosario Dawson, Lindsay Lohan, Carmen Electrą. O skandalach z jego udziałem było głośno przez lata; to samo dotyczyło jego imprezowania oraz romansów.

Media szybko zainteresowała historia jednej z najgorętszych par show-biznesu. Farrell i Bachleda-Curuś pojawiali się razem na imprezach branżowych, wyglądało na to, że są szczęśliwi. Niedługo potem zostali rodzicami - 7 października 2009 roku urodził się ich syn Henry Tadeusz.

Niestety, związek nie przetrwał próby czasu. Mówiono, iż powodem zerwani był hulaszczy tryb życia aktora. Alicja Bachleda-Curuś i Colin Farrell zostają jednak w przyjaznych stosunkach.

Ostatnio dawny związek tej dwójki znowu trafił na łamy gazet i portale internetowe. Tym razem za sprawą byłej dziewczyny Farrella, Emmy Forrest, brytyjskiej aktorki oraz reżyserki. Wyjawiła ona kulisy jej nieudanej relacji z aktorem. O rozpad związku obwiniła Bachledę-Curuś.

W książce "Twój głos w mojej głowie" w gorzkich słowach opisała jak wyglądało pierwsze spotkanie Irlandczyka i Polki.

"Pojawiła się aktorka o smukłym ciele i oczami koloru dojrzałych trufli, żartując, że jest gotowa go przelecieć. Powiedział: 'Nareszcie!'. Bo niby co miał powiedzieć?".

Kiedy Alicja Bachleda-Curuś zorientowała się, że aktor nie jest na branżowej imprezie sam, szybko się poprawiła.

"Czuję się upokorzona tym, co powiedziałam. Jesteście parą. Puścił moją rękę, spojrzał jej w oczy i powiedział: 'Nie, kochanie. Nic nie ma. Absolutnie nic'" - pisała Forrest.

Dodatkowo nazwała Polkę "głupiutką i zagubioną". Aktorka na razie nie odniosła się do tych doniesień.

Wszystko dlatego, że Alicja Bachleda-Curuś dba o prywatność swojej rodziny. W kontrakcie aktorki widnieją zapisy o tym, że kiedy wchodzi na plan produkcji, musi mieć zapewnioną prywatną ochronę dla siebie i swojego synka Henry'ego Tadeusza.

Aktorka zabrania produkcji informowania mediów o miejscach, w których realizowane są zdjęcia, aby uchronić syna przed paparazzi.

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje