Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,5
Bardzo dobry
Ocen: 3688
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

35 lat od premiery "Niewolnicy Isaury"

W 1985 roku nikt nie przypuszczał, że serial z dalekiej Brazylii podbije serca Polaków. Od 20 lutego w każdy kolejny wtorek ulice pustoszały, a przed telewizorami zasiadała wielomilionowa widownia. Kilka miesięcy później główni aktorzy serialu, witani są na lotnisku niczym królewska para.

O takim zafascynowaniu serialem wielu współczesnych twórców może tylko pomarzyć. Szaleństwo, które wybuchło po premierze "Niewolnicy Isaury" uważa się za fenomen socjologiczny. Do 1994 roku prawie 70 dziewczynek zostało nazwanych imieniem nieszczęsnej niewolnicy. Po zakończeniu serialu rozpaczała nawet Wisława Szymborska. "Nasze życie skończyło się, bo skończył się serial ‘Niewolnica Isura’" - miała powiedzieć noblistka.

Reklama

Wszystko zaczęło się w... 1875 roku. To wtedy została wydana powieść brazylijskiego pisarza, Bernardo Guimarães. W dziele poruszał temat niewolnictwa, działał na rzecz jego zniesienia. 

Ponad 100 lat później jego historia została przeniesiona na ekran. Ze 178. stron książki stworzono 100 półgodzinnych odcinków. 

Międzynarodową wersję serialu skrócono do 30 odcinków lub 15 godzinnych. Uroczą niewolnicę pokochali widzowie w 130 krajach, łącznie z komunistycznymi Chinami i Kubą. 10 lat po brazylijskiej premierze serial trafił do Polski. Była to pierwsza telenowela, którą można było zobaczyć i miała spełniać rolę typowej "zapchajdziury". 

Nikt nie spodziewał się sukcesu. Szaleństwo, które ogarnęło widzów zaskoczyło wszystkich. Krytycy zmiażdżyli serial, ale widzowie nie przejmowali się negatywnymi opiniami. "Niewolnica Isaura" pozwalała oderwać się od szarej codzienności PRL-u. W czasie emisji odcinków ulice pustoszały.  

Na fali ogromnej popularności serialu, główni bohaterowie zostali zaproszeni do Polski. Tytułowa niewolnica, czyli Lucélia Santos oraz jej oprawca, Rubens de Falco, w maju 1985 wylądowali na warszawskim Okęciu. Witały ich tłumy. Na widok aktorów serialu fani wpadali w euforię. Nie przeszkadzało im, że Isaura jest jakaś mała, a Leôncio prawie nie ma włosów na głowie. Zaczęli otaczać swoich idoli niemal boskim uwielbieniem. 

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje