Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 5906
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

34 lata temu wyemitowano pierwszy odcinek serialu "Tulipan"

Gdy 22 lutego 1987 roku Telewizja Polska wyemitowała pierwszy odcinek serialu "Tulipan", wybuchł skandal. Wielu widzów uznało, że opowiadająca o losach uwodziciela produkcja jest demoralizująca i domagało się zdjęcia jej z anteny. Tak się jednak nie stało, wszystkie sześć odcinków wyemitowano, a perypetie Jurka śledziły miliony. Dla Jana Monczki, który wcielił się w główną rolę, "Tulipan" był przepustką do kariery. Ale stał się też przekleństwem.

Przez kilkanaście lat uwodził, okradał i porzucał kobiety. Aż do roku 1982, gdy został aresztowany, a potem skazany na 15 lat więzienia. Jerzy Kalibabka, bo o nim mowa, dzięki swoim niechlubnym wyczynom zyskał ogromny rozgłos i miano polskiego Casanovy.

Reklama

Jego postać odżyła ponownie za sprawą inspirowanego jego życiem serialu "Tulipan", który nakręcono w 1986 roku. Główną rolę zagrał w nim 30-letni wówczas Jan Monczka. Nieznany wcześniej aktor z miejsca zyskał ogromną popularność, ale wcale go to nie cieszyło. Wiele osób utożsamiało go bowiem z bohaterem, którego zagrał.

Aktor przyznawał po latach aktor, rola Tulipana była dla niego zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony dała mu bowiem ogromną rozpoznawalność, z drugiej jednak został z jej powodu zaszufladkowany.

"Cieszy mnie, że ten serial żyje tyle lat, ale czasem mam już dosyć tej roli. Nie udało mi się dotąd zagrać niczego bardziej spektakularnego. Mam świadomość, że dla wielu widzów jestem wciąż Tulipanem" - powiedział w wywiadzie dla "Angory". Dodał też, że czasem wraca do niektórych odcinków. Nie z sentymentu do serialu, ale przez przypadek. "Tulipan" był wielokrotnie powtarzany przez różne stacje telewizyjne, więc gdy Monczka trafiał na któryś odcinek, to już go oglądał.

Aktor przyznał, że choć wcielił się w czarny charakter, którego losy ukazane na ekranie wzbudzały duże kontrowersje, on sam spotkał się z dużym uwielbieniem. Otrzymywał od kobiet mnóstwo listów, wiele z nich zawierało wyznania miłosne. Podobnie było z pierwowzorem tej postaci, czyli Jerzym Kalibabką.

Ten, nawet siedząc w więzieniu, mógł liczyć na adorację i oddanie kobiet. Jak wspomina Andrzej Swat, współscenarzysta serialu, spotkał się z polskim Casanovą, gdy ten już przebywał w więzieniu. Z tego spotkania dobrze zapamiętał to, że pod murem zakładu karnego koczowały kobiety, ofiary Kalibabki. "O jedenastej, czyli w godzinie spaceru wykrzykiwały +Jurek, Jurek kochamy Cię+" - wspominał w "Pytaniu na śniadanie" scenarzysta.

W przeciwieństwie do Kalibabki, Jan Monczka szybko dostrzegł nie tylko blaski, ale też cienie sławy. "Spotkała mnie duża popularność. Moja żona z okna podglądała moment, kiedy wychodziłem z kamienicy i patrzyła na reakcje ludzi, którzy z niedowierzaniem przyglądali się, jak opuszczam dom. Nie wierzyli, że ten facet tu mieszka" - wspominał aktor. I dodawał, że niektórzy patrzyli na niego jak na sławnego aktora, ale byli też tacy, którzy uważali go za uwodziciela. "Nie da się ukryć, że swego rodzaju utożsamienie miało miejsce. Wiele osób postrzegało mnie w taki, a nie inny sposób" - mówił w jednym z wywiadów Monczka.

Łatka serialowego amanta i uwodziciela przeszkadzała mu nie tylko w życiu prywatnym. Zaczęła też bowiem rzutować na jego losy zawodowe. Reżyserzy nie chcieli bowiem zatrudniać do swoich filmó aktora, który tak mocno kojarzy się wszystkim z jedną postacią.

"Był taki czas, że to mnie denerwowało i chciałem nawet z tym walczyć, ale mi przeszło. Już wiem, że będę z tą rolą związany na zawsze. Ludzie to ciągle pamiętają" - przyznał aktor w rozmowie Michałem Wichowskim. (PAP Life)

mdn/ gra/

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje