Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,6
Bardzo dobry
Ocen: 2770
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"07 zgłoś się": Borewicz dostał ofertę pracy... detektywa

Bronisław Cieślak, dla jednych niezapomniany porucznik Borewicz z kultowego serialu "07 zgłoś się", dla innych detektyw Malanowski z polsatowskiej produkcji "Malanowski i partnerzy", od blisko pięćdziesięciu lat wypoczywa w Chorwacji. Właśnie pakuje walizki do kolejnego wyjazdu.


  Podobno wraca pan na plan serialu "Malanowski i partnerzy"?

Reklama

- Myślałem, że już jest dosyć, ponieważ do tej pory zrobiliśmy dziesięć transz tego serialu, w sumie około sześćset pięćdziesiąt odcinków. Kończąc zdjęcia do wiosennej ramówki Polsatu, sądziłem, że to finisz Malanowskiego. Ale nie. Jakiś czas temu dostałem informację, że Polsat zamówił czterdzieści kolejnych odcinków. To jest produkcja taśmowa. Licząc, że robimy cztery odcinki tygodniowo, to oznacza dla mnie dziesięć tygodni pracy. Trochę się zmartwiłem.

W związku z pańskimi wcześniejszymi planami urlopowymi?

- Tak jest. Miałem już umówione wakacje w sierpniu. Musieliśmy poprzerabiać grafik, końcówka zdjęć wypadnie na wrzesień, z nie za długą przerwą urlopową. I tak znalazłem się w kolejnej czterdziestce Malanowskiego. Wynika to z tego, że niezależnie kto co sobie o tym serialu myśli, nadal ma on sporą oglądalność. To znaczy - wystarczającą z punktu widzenia interesów Polsatu, a w konsekwencji również i reklamodawców. Jeśli ludzie chcą to oglądać, to mają do tego prawo.

W maju i na początku czerwca miał pan powrót do serialu... "07 zgłoś się".

- W pewnym sensie. W związku z edycją książki Piotr K. Piotrowskiego "07 zgłasza się - opowieść o serialu" odbyłem serię spotkań z publicznością. Z autorem i pisarzem Dariuszem Rekoszem, który nam to wszystko zorganizował, spotkaliśmy się z publicznością w Wielkopolsce, na Śląsku i na Lubelszczyźnie. I stwierdziłem, że wśród ludzi w wieku powyżej dwudziestu lat  jestem kodowany jako Borewicz, natomiast młodsi bardziej znają mnie jako Malanowskiego. Okazuje się, co również wynika z badań, że Malanowskiego bardzo chętnie oglądają dzieci w wieku 10-12 lat. To stwarza pewne niebezpieczeństwa. Ponieważ ten serial ukazuje czasami bardzo brutalne przestępstwa.

Słyszałem, że miał pan ofertę pracy w roli prawdziwego detektywa...

- Czekałem kiedyś na Dworcu Centralnym w Warszawie na pociąg do Krakowa i kątem oka widzę, że jakiś pan z teczuszką bardzo mi się przygląda. W końcu zbiera się na odwagę, podchodzi i prawie szeptem, rozglądając się czujnie wokół, pyta mnie: "Ile to u was kosztuje?". Dałem mu do zrozumienia, że nie wiem, o co chodzi. To on już precyzyjniej: "Ile kosztuje usługa pańskiego biura detektywistycznego? Bo ja mam taką sprawę, wtajemniczę w to pana, pokażę panu papiery..." Strasznie go rozczarowałem, mówiąc, że nie mam takiego biura, a Malanowski jest postacią z serialu, wymyśloną i wykreowaną na ekranie.

- Ten mężczyzna wyglądał bardzo schludnie, może był w delegacji w Warszawie, bo wspomniał w rozmowie nazwę miasta, w którym mieszkał. Długo jeszcze rozmyślałem, jak to możliwe, że człowiek, który musiał pokończyć jakieś szkoły, wierzy, że Malanowski jest prawdziwym detektywem.

Pomówmy jeszcze o tej wierze widzów w świat przedstawiony w telewizji. Na spotkaniu w bibliotece w Lublinie pojawił się Jerzy Rogalski, z którym witał się pan bardzo serdecznie. A tymczasem fani serialu "07 zgłoś się" pamiętają, że porucznik Borewicz i porucznik Jaszczuk czuli do siebie wielką niechęć, która wręcz emanuje z ekranu.

- Tak to często bywa. Nie raz musiałem ukazywać przed kamerą niechęć do jakiejś osoby, z którą prywatnie byłem w bardzo dobrych stosunkach. Bywało też odwrotnie - pokazywałem, jak to bardzo jestem zakochany w jakiejś pani, granej przez aktorkę, której prywatnie nie znosiłem. Zdarza się, że ludzie tego nie rozumieją, co zwykle mnie zdumiewa. A z Jurkiem Rogalskim jestem w wielkiej przyjaźni. Pamiętam go jeszcze z czasów, kiedy był członkiem kabaretowego teatrzyku z Lublina Loża 44. A ja wtedy jako pracownik telewizji w Krakowie nadzorowałem produkcję "Spotkań z balladą". Jurka, który w naszym serialu zaczął grać po odejściu Zdzisia Kozienia, znałem już więc wcześniej.

Wspomniał pan o planach urlopowych. Jak mi wiadomo, od lat ma pan stały kierunek wyjazdów. Dlaczego Chorwacja?

- To jest długa historia. Bardzo dawno temu, jeszcze jako student etnografii, z moją ówczesną narzeczoną, a później żoną, pół-Chorwatką, i z jej mamą, pojechałem do Jugosławii. Los sprawił, że moja teściowa wojowała tam w partyzantce, pełniąc funkcję lekarki, i znała ten kraj doskonale, wszędzie spotykając przyjaciół. Dlatego udało nam się przejechać Jugosławię wzdłuż i wszerz. Dzięki temu ja również zawarłem znajomości w każdej z tych republik. Bardzo cierpiałem, gdy oni wzięli się potem za łby i pokarali się straszliwą wojną, w której, mówiąc w wielkim skrócie, walczyli ze sobą moi koledzy.

- Ale jeszcze przed tą tragedią Jugosławia zachwyciła mnie pod każdym względem. To był kraj niesłychanie skomplikowany kulturowo i piękny w sensie geograficznym. Od tamtej pierwszej wyprawy, już prawie od pięćdziesięciu lat, z niewielkimi przerwami, właśnie tam spędzam urlopy. W Chorwacji uwielbiam morze, w którym z rozkoszą się taplam. Od kilku lat jeżdżę do pewnego miasteczka na wyspie Hvar. Tam jest mi dobrze, i mam nadzieję, że tak będzie również w sierpniu tego roku.

 

Dowiedz się więcej na temat: 07 zgłoś się | Bronisław Cieślak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje