Klan

Ocena
serialu
7,4
Dobry
Ocen: 6912
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Nieprawdopodobna terapia na planie "Klanu"

Jeśli ktokolwiek oglądając "Klan", miewał wątpliwości, czy Piotr Swend, który wciela się w postać Maćka, zasługuje na miano aktora, po przeczytaniu tej historii powinien nabrać pewności. Owszem, Piotr Swend, podobnie jak wiele innych osób z zespołem Downa, jest aktorem.

21-letni dziś Piotr urodził się jako jedno z bliźniąt. Siostra Asia była zdrowa, ale Piotr dostał od natury bonus - dodatkowy chromosom. Jednak to z perspektywy lat możemy mówić o bonusie. Początkowy okres w życiu syna Elżbieta Branicka wspomina jako koszmar.

Reklama

- Nie wyobrażałam sobie, - co będzie, jak ja się odnajdę: dziecko niepełnosprawne przez lekarzy spisane na straty, trzy siostry, którymi też trzeba się zająć, a jeszcze przydałoby się iść zarobić do pracy. Około roku dochodziłam do siebie - przyznaje mama Piotra.

Jednak mimo swoich obaw podbudowanych poglądem, że dzieci z zespołem Downa nie są w stanie przekroczyć wyższego progu rozwoju, Elżbieta Branicka postanowiła działać. Koleżanka-pedagog podsunęła jej pomysł, by zacząć uczyć Piotrka czytać.

Wydawać by się mogło, że to czyste szaleństwo. Ale ona spróbowała. Wyszukała książkę Glenna Domana "Jak nauczyć małe dziecko czytać" i rozpoczęła z bliźniakami naukę metodą, która w Stanach Zjednoczonych jest stosowana z powodzeniem od kilkudziesięciu lat. Dzięki temu, zanim dzieci poszły do szkoły, już potrafiły czytać. A że rodzeństwo było bardzo zżyte i Asia nie chciała się rozstawać z bratem, trafili do jednej podstawówki.

- Piotrek uczęszczał tam całe sześć lat. Nauczycielka zadała sobie trud, żeby rozpisać mu indywidualny tok według programu szkoły specjalnej. Poza tym klasa była mniejsza. Wszyscy go tam wspaniale przyjęli - wyjaśnia mama bliźniąt.

I to właśnie w tej szkole zaczęła się przygoda z "Klanem". W tej samej placówce uczyły się dzieci osoby pracującej przy produkcji serialu. Szukano akurat odtwórcy roli Maciusia, chłopca z zespołem Downa.

- Przyjechał człowiek odpowiedzialny za obsadę i po krótkiej prezentacji umiejętności Piotra zachwycił się nim. Wszystko potoczyło się szybkim tempem - opowiada Elżbieta Branicka. I dodaje, że zapowiadano, iż przygoda z filmem potrwa trzy miesiące. Z trzech miesięcy zrobiło się ponad trzynaście lat.

Taki sam jak wszyscy

- Bardzo chciałbym, żeby z tego, że do filmu trafiło dziecko z zespołem Downa, nie robić ,,kobiety z brodą'' - mówił przed laty Wojciech Niżyński, producent i scenarzysta ,,Klanu''. - Ten fakt ma wzruszać i dawać do myślenia. Jest to osoba tak samo równoprawna w telenoweli, jak każda inna postać z normalnego świata: czterdziestoletnia kobieta, Murzyn, Żyd, mężczyzna czy pijak.

Chodziło mi o pokazanie postaci funkcjonującej w społeczeństwie, która jednocześnie niesie z sobą wiele wrażliwości, serdeczności i czułości. Takich lub podobnie upośledzonych ludzi jest w Polsce dużo. Nie zawsze spotykają się z właściwymi reakcjami ze strony swoich bliźnich. Myślę, że w cieszącym się powodzeniem filmie taki chłopiec, taka postać działa pozytywnie na wszystkich. Uświadamia, że ludzie ci są tacy sami, jak my.

Mama Piotra przyznaje, że dostał dość dramatyczną rolę jak na dziecko. Na początku bardzo przeżywał losy Maćka.

- Gdy umarła jego serialowa mama, grająca ją Iza Kuna zaprosiła Piotrka do siebie do domu, żeby mu wytłumaczyć, że w rzeczywistości ona żyje. Nie chcieliśmy, by brał sobie za bardzo do serca sceny z serialu - zdradza Elżbieta Branicka.

Jednocześnie chwali syna, że zawsze dzielnie wytrzymywał na planie od rana do wieczora. Zapewnia, iż praca w "Klanie" przyczyniła się do jego rozwoju emocjonalnego i umysłowego, nauczyła koncentracji i obycia, a także odegrała niebagatelną rolę w uspołecznieniu. Z biegiem lat Piotr coraz bardziej się usamodzielniał. Dziś nie potrzebuje obecności opiekuna na planie. Ze szkoły odbiera go kierowca z produkcji serialu i zawozi do hali zdjęciowej. Elżbieta Branicka jest o syna spokojna.

- Piotr ma telefon komórkowy, tekst zna, wie, gdzie jest charakteryzatornia, wie, dokąd ma iść. Fakt, że czasem trzeba go szukać, bo lubi sobie pójść na pogaduszki do innego serialu - śmieje się.

Piotr nadmienia, z kim najlepiej mu się pracuje.

- Najbardziej lubię grać z Grażynką (Małgorzata Ostrowska-Królikowska), z Rysiem (Piotr Cyrwus) i Mariuszem (Mariusz Krzemiński) - wylicza.

On sam także cieszy się sympatią aktorów.

- Piotrek po prostu jest profesjonalny. Zastanawiałem się, czy to będzie ciężka praca, ale okazuje się, że tekst zna, jak kamera rusza, nie myli się, więc muszę pochwalić, że ta współpraca przebiega bardzo sprawnie - wyznaje Jakub Świderski, serialowy Norbert Piątkowski.

- Gołym okiem widać, jak bardzo Piotr się zmienił - uważa Piotr Cyrwus. - Nauczył się bardziej kontrolować siebie i potrafi cierpliwie czekać na swoją scenę. Nikt nie traktuje go szczególnie, nie zauważa się, że to osoba z zespołem Downa.

Pierwszy w kolejce do teatru

Po ukończeniu podstawówki Piotrek trafił do szkoły specjalnej "Dać szansę".

- To społeczna szkoła, płatna, ale stwierdziłam, że, pomimo iż jestem samotną matką z czwórką dzieci, to takie godniejsze warunki mu się należą. Tym bardziej że on się rozwijał. Poza tym przecież sam zarabiał - podkreśla mama Piotra.

Tu króluje indywidualne podejście do ucznia, każde dziecko ma własny program dostosowany do swoich potrzeb i umiejętności. W ofercie szkoły znajduje się wiele zajęć dodatkowych. Kiedy pięć lat temu powstawało kółko teatralne, Piotr stał pierwszy w kolejce, żeby się zapisać.

Zresztą ta decyzja nikogo nie dziwiła - on już wówczas uchodził za aktora, z czego był ogromnie dumny.

Kółkiem opiekuje się Justyna Sobczyk. Jednak dziś nie wypada już mówić o "kółku" - ono rozrosło się w teatr z prawdziwego zdarzenia. Teatr 21, którego aktorami są uczniowie szkoły, głównie osoby z zespołem Downa, ale i dwie dziewczyny autystyczne.

- Okazało się, że ten teatr zaczyna się na tyle rozkręcać, na tyle podobać i intrygować, że zaczęliśmy być zapraszani na festiwale, zaczęto przyjmować nas w teatrach instytucjonalnych - mówi Justyna Sobczyk, która reżyseruje wszystkie przedstawienia.

Nie kryje też zaskoczenia skalą sukcesu, jaki odnosi ich najnowszy spektakl pt. "Portret", wystawiany w warszawskim teatrze Studio. Bilety wyprzedano na kilka dni przed występem.

- To jest zupełnie nieprzewidywalna sytuacja, ponieważ my bardzo długo graliśmy tylko w szkole, gdzie publicznością byli rodzice. Bałam się pokazywać te przedstawienia w przestrzeni otwartej, obawiałam się braku zainteresowania - wyznaje reżyserka.

Teraz, kiedy aktorzy zaznali atmosfery występów na deskach, nie chcą występować w szkołach ani nawet w domach kultury.

- Stają się coraz bardziej wymagający i moim celem jest temu sprostać. To oni stawiają mi wyzwania, nie pozwalają mi zostać na tym poziomie, na którym ja chciałabym się zatrzymać - mówi Justyna Sobczyk. - Ja ich prowokuję do tego, by stali się artystami a oni mnie prowokują, żeby tworzyć spektakle o nich i żeby szukać sposobów, narzędzi i metod, które najlepiej to oddadzą.

Od snu do hitu

Osoby upośledzone nie tylko grają w Teatrze 21 - one go współtworzą. Reżyserka zawsze uwzględnia, co mają do powiedzenia.

- Nie wystarcza mi to, żeby przedstawienia były ładne, one muszą mówić coś o aktorach, którzy są współautorami. Widz musi się wzruszyć, mieć nad czym myśleć, a rodzic dowiedzieć się czegoś więcej o swoim dziecku - wylicza Justyna Sobczyk, która kończyła w Berlinie studia z pedagogiki teatru.

Ona również chwali sobie współpracę z Piotrem. - Scena z "Portetru", która została zbudowana ze snu Piotra, jest po prostu hitem tego spektaklu. Piotrek zawsze otwarcie odpowiada na zadania teatralne, bardzo chętnie wchodzi w improwizację - zdradza reżyserka. - On jest jednym z mocniejszych ogniw w teatrze. Ma dobrą wymowę, bardzo szybko uczy się na pamięć, potrafi zapamiętać całą strukturę spektaklu i swoje miejsce w nim.

Jednak przy całym zachwycie reżyserka ma świadomość, że Piotr jest częścią grupy, z której każdemu należy się główna rola, dlatego stara się sprawiedliwie je przydzielać w kolejnych przedstawieniach. Jednocześnie przyznaje, że wszyscy aktorzy zazdroszczą mu gry w "Klanie", pilnie śledzą losy Maciusia i jego rodziny, wprost marzą, by odwiedzić go kiedyś na planie.

Według Justyny Sobczyk teatr, który prowadzi, ma wychodzić poza niepełnosprawność aktorów, ma być manifestem ich obecności w społeczeństwie. - Tym bardziej że oni nie krzyczą, że czegoś chcą, tylko ten manifest polega na pokazaniu, co potrafią i zadziwianiu tym innych osób - sugeruje.

Otworzyć oczy rodzicom

Mama Piotra wyraża pełną aprobatę dla działań reżyserki.

- Żeby było więcej takich ludzi jak pani Justyna, żeby znalazły się pieniądze! - marzy.

- Trzeba pokazać społeczeństwu tę inność, niech się społeczeństwo przyzwyczaja do różnorodności. Może gdzieś w Polsce jakiś rodzic zainspiruje się, by odkrywać talent swojego niepełnosprawnego dziecka.

- Elżbieta Branicka ma też nadzieję, że poprzez pokazanie wątków związanych z rozwojem Maciusia "Klan" mógłby otworzyć oczy wielu rodzinom. Aktualnie stara się namówić scenarzystów, by włączyć do serialu motyw gry na pianinie. Bo całkiem niedawno okazało się, że poza talentem aktorskim Piotr dysponuje świetnym słuchem muzycznym. Pod okiem profesor Elżbiety Małanicz-Onoszko, założycielki fundacji "Latająca Akademia", uczy się grać według jej autorskiej metody kolorowych nut.

- Pierwszy koncert Piotra w Nieborowie był dla mnie ogromnym przeżyciem - wzrusza się mama idola młodzieży z Teatru 21.

Podkreśla też, jakie korzyści niesie obcowanie z muzyką.

- Granie na pianinie zdecydowanie poprawia koncentrację, korzystnie wpływa na percepcję i pamięć - wyznaje.

Zależy jej na pokazaniu tego wątku w "Klanie" nie po to, żeby lansować swoje dziecko, ale z potrzeby podzielenia się własnymi doświadczeniami z rodzicami, którzy borykają się z podobnymi problemami.

- W Polsce tak się utarło, że dzieci z zespołem Downa nie są w stanie się rozwijać. A to nieprawda. Najlepszym przykładem jest Piotr. I jeśli w "Klanie" pokazują, że Bożenka tańczy, co jest odzwierciedleniem rzeczywistości, to dlaczego nie uwzględnić w życiu Maćka prób teatralnych albo nauki gry na pianinie? Przecież to nie jest zmyślone. A mogłoby uświadomić innym rodzicom, że ich dzieci też mają jakieś zdolności. Tylko trzeba przypatrywać się dziecku, podsuwać różne formy aktywności - wyjaśnia Elżbieta Branicka.

Zostać superpianistą

A jest z czego wybierać. Sam Piotrek przyznaje, że chciałby jeszcze malować obrazy. Bardzo lubi zajęcia plastyczne i ceramiczne. Poza tym gra w koszykówkę, bierze udział w kółku fotograficznym. Dziś jednak stawia na muzykę.

- W przyszłości chciałbym być superpianistą - przyznaje.

A jeśli znajduje jakąś wolną chwilę, to chętnie ucieka na narty. Zdradza też, co wybiera latem.

- Lubię odpoczywać nad morzem, bo tam są piękne dziewczyny na plaży.

- Mamy nadzieję, że dzięki naszej współpracy z Piotrem obraz osób z zespołem Downa zaczął się w Polsce zmieniać i osoby te nie będą już skazane na odrzucenie - kwituje Wojciech Niżyński.

a. im.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje