Klan

Ocena
serialu
7,3
Dobry
Ocen: 6533
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Klan": Monika powinna śpiewać w Rosso

Izabela Trojanowska od 17 lat gra w "Klanie" Monikę. Wielu jej wiernych fanów wciąż nie może doczekać się, żeby aktorka zaśpiewała dla nich w serialu. Może nastąpi to już w nadchodzącym sezonie?


Reklama

W jaki sposób trafiła pani do "Klanu"? Od początku było wiadomo, że przygotowano dla pani rolę Moniki?

- Paweł Karpiński (producent i reżyser serialu) zadzwonił do mnie do Berlina i złożył mi osobiście propozycję współpracy. Poinformował, że myślał dla mnie o roli Moniki Ross. Wiedział, że jestem w życiu trochę "rebelem" i charakterologicznie mu odpowiadałam.

W pierwszych odcinkach pani bohaterka czarowała widzów pięknymi kapeluszami, wyszukanymi kostiumami. Później zrezygnowano z koncepcji "polskiej Alexis". Dlaczego?

- Z różnych powodów. Też lubiłam te kapelusze, ale niestety były niepraktyczne, m.in. zasłaniały mi oczy . Poza tym "kwiatek na kapeluszu" odciągał trochę uwagę widzów od kwestii, które mówiłam. Przy okazji odeszła kostiumolog Ewa Krauze, z którą zaczynaliśmy i zaraz potem scenarzystka Ilona Łepkowska. Z nowym scenarzystą większość postaci w "Klanie" uległy przemianie. Wtedy też zniknęły kapelusze...

Monika jest wyjątkowo boleśnie doświadczona przez życie. Zagranie których scen było dla pani najtrudniejszym wyzwaniem aktorskim?

- Zdecydowanie pierwsze ujęcia u terapeuty Rafalskiego (w tej roli Jacek Borkowski). Monika w jego gabinecie musiała stawić czoła koszmarowi przebytemu w dzieciństwie. Wczuwanie się w rolę zgwałconej przed laty kobiety i następnie wybaczenie winowajcom nie należało do najłatwiejszych...

Czy tęskni pani za swoim serialowym synem? Istnieje choćby cień szansy na powrót Kuby Tolaka?

- Z tego co mi wiadomo, produkcja "Klanu" zostawiła mu otwartą furtkę... Od początku bardzo polubiłam Kubę, nadal mamy ze sobą dobry kontakt na Facebooku. Łączy nas też miłość do muzyki. On gra we własnym zespole na perkusji, teraz koncertuje... Trzymam za niego mocno kciuki. Mam nadzieję, że odniesie sukces.

Jak potoczą się dalsze losy Moniki i Felego? Jest szansa, że w końcu staną przed ołtarzem?

- Tego doprawdy nie jestem w stanie przewidzieć. Już raz niesforny Feli (Jan Piechociński) uciekł Monice sprzed ołtarza, ale najwidoczniej ta rogata dusza byłego narzeczonego podoba się mojej bohaterce. Z pewnością Monika się przy Felim nie nudzi. Dzięki niemu miała już okazję zasypiać przy wtórze mów pogrzebowych i wieńców żałobnych...

Czy prywatnie przyjaźni się pani z kimś z obsady serialu?

- W ciągu tych siedemnastu lat spotykania się i pracy na planie bardzo się wszyscy ze sobą zżyliśmy: aktorzy i ekipa. Są osoby, z którymi utrzymuję kontakt nawet poza planem serialu. Jednak, gdybym miała wskazać osobę, z którą łączą mnie najmocniejsze więzi, byłaby to Laura Łącz, która w "Klanie" gra Gabrielę, moją wspólniczkę i przyjaciółkę. To osoba, z która spotykam się najczęściej i najwięcej nas łączy.

Nie próbowała pani wpłynąć na scenarzystów, by jednak pozwolili Monice odkryć talent wokalny?

- Monika to typowa bizneswoman i bardzo się od siebie różnimy. Owszem, zdarza się, że na przyjęciach rodzinnych śpiewam jakieś solowe partie, ale na tym koniec. Pomysł z wieczorami z piosenką w Rosso bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że po przeczytaniu wywiadu scenarzyści się zainspirują i dadzą Monice rozwinąć wokalne skrzydła...

Rozmawiał Mariusz Sobota

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje