Julia

Ocena
serialu
7,7
Dobry
Ocen: 869
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Żmuda Trzebiatowska: Z jej notatek korzystają do dziś

"Choć na moment, chciałabym podkraść pióro mojego ukochanego pisarza Michela Houellbecqa" - mówi Marta Żmuda Trzebiatowska, czyli Monika Miller z serialu "Julia". Tegoroczna ambasadorka Kampanii Pisania Piórem jest wielką fanką odręcznego pisania, tak też napisała 500 stron pracy magisterskiej.

Październik to rozpoczęcie roku akademickiego. Dobrze wspominasz czas studiów?

Reklama

- Chętnie wróciłabym do tego okresu w moim życiu. Wiem też, że teraz podeszłabym do studiów bardziej świadomie i więcej bym z nich wyciągnęła. Pamiętałabym na pewno o tym, żeby chodzić na wykłady z historii filmu polskiego, które były o ósmej rano w sobotę i po piątkowych imprezach rzadko komu chciało się na nie wstawać.

Zdradzisz, czym są legendarne "żmudafony"?

- Tak koledzy ze studiów nazywali moje odręczne notatki, z których wszyscy uczyli się do egzaminów. Chyba były naprawdę dobre, bo krążyły po całej uczelni i podejrzewam, że nadal gdzieś krążą po Akademii Teatralnej. Do dzisiaj ludzie z mojego roku to wspominają.

Podobno pracę magisterską też napisałaś odręcznie?

- Tak i to prawie 500 stron. Zresztą jak pojechałam ją wydrukować do punktu niedaleko Akademii Teatralnej pan, który mnie obsługiwał zapytał ze zdziwieniem, czy aby na pewno jestem z tej szkoły? Faktycznie chyba nikt nie przywiązywał do tego u nas aż takiej wagi, w większości wszyscy pisali krótkie prace, a mnie wena poniosła trochę dalej.

Jaki temat tak cię wciągnął?

- Pisałam pracę magisterską o postaci George Sand, chociaż pierwotnym tematem miał być motyw matki w literaturze, dramaturgii i sztuce. Zaczęłam od "Lata w Nohant" Iwaszkiewicza i relacji George Sand z córką Solange. Tak mnie to wciągnęło, że jeden rozdział okazał się dłuższy niż wymagana ilość stron całej magisterki, więc nie było po co drążyć dalej.

Zostałaś tegoroczną ambasadorką Kampanii Pisania Piórem. Wygląda na to, że nieprzypadkowo.

- Wpieram tę kampanię całym sercem i naprawę piszę piórem na co dzień. Od dziecka bardzo lubię pisać odręcznie i sprawia mi to o wiele więcej przyjemności niż wbijanie liter w klawiaturę komputera. Pod tym względem jestem bardzo staroświecka. Kiedyś znalazłam stare listy moich rodziców i uświadomiłam sobie, że nasze pokolenie nie zostawi po sobie żadnych pamiątek.

Piszesz tradycyjne listy?

- Bardzo rzadko, bo wszyscy przestawili się już na korespondencję elektroniczną, ale jak byłam nastolatką, pisałam ich sporo. Było kiedyś takie czasopismo młodzieżowe "Cogito" i tam umieściłam swój anons - zaproszenie do wymieniania listów, bo strasznie chciałam mieć dużo przyjaciół. Poznałam tak wiele osób, z którymi korespondowałam przez wiele lat, ale żadna ze znajomości nie przetrwała do dziś.

W piórze jest dużo symboliki, co niektórzy uważają, że pozostaje w nim część duszy jego właściciela. Patrząc na to w ten sposób, po czyje pióro byś sięgnęła?

- Dzisiaj, choć na moment, chciałabym podkraść pióro mojego ukochanego pisarza Michela Houellbecqa. Kiedyś, marzyłabym pewnie o piórze Czechowa.

 

Rozmawiała: Emilia Klepacka (PAP Life)

 


Dowiedz się więcej na temat: Julia | seriale | Marta Żmuda Trzebiatowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje