Reklama

Hotel 52

Ocena
serialu
8,1
Bardzo dobry
Ocen: 870
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Nie tykaj satyryka!

Katarzyna Pakosińska swoim śmiechem potrafi rozbawić całą Polskę. Dziś nie jest już w Kabarecie Moralnego Niepokoju. Próbuje sił w aktorstwie, ale jak się zarzeka, ma jeszcze wiele innych pomysłów.

Zobaczymy Panią gościnnie w "Hotelu 52" i w serialu "Linia życia". Przerzuca się Pani na aktorstwo?

Reklama

- Aktorstwo nie jest dla mnie niczym nowym. W "Hotelu 52" występuję gościnnie. Gram Anitę, pianistkę. Razem z Kasią Kwiatkowską i Mariuszem Kiljanem tworzymy intrygujący trójkąt miłosny. A jeśli chodzi o "Linię życia", to produkcja snuje ponoć plany...

Już wcześniej pojawiała się Pani w epizodach, m.in. w "Niani".

- Z "Nianią" było zabawnie. Jestem osobą dość rozmowną, by nie powiedzieć gadułą, a moja postać psychoterapeutki miała być absolutnie niema. Proszę sobie wyobrazić, ile kosztowało mnie zagranie tego charakteru.

Jednak to kabaret wciągnął Panią na 15 lat. Choć dziś to już przeszłość. Kabaret Moralnego Niepokoju w lutym ogłosił Pani odejście. Żal?

- Fakt, KMN ogłosił moje odejście. Ale te wszystkie lata były fantastyczne. Tworzyłam tę grupę od początku. Pamiętam nasze pierwsze teksty - fraszkę o kieliszku wódki, mówioną przez kolegę zza kulis, bo nie miał śmiałości i paraliżowała go trema, a dziś bryluje na estradzie. Kabaret stworzył mi wspaniałe możliwości. Znalazłam tam siebie, swój temperament i... parasol ochronny, bo nie tyka się przecież satyryka.

Mówiła Pani, że zawsze tęskniła do robienia czegoś innego...

- I mam to szczęście, że mogę próbować, dotykać, eksperymentować... Prócz sceny kabaretowej jest i radio z kochaną Trójką, i pisanie, i film. Moim pierwszym czysto autorskim projektem był serial dokumentalny "Tańcząca z Gruzją". Zdobyłam doświadczenie w produkcji filmowej.

Skąd zainteresowanie tym krajem?

- To miłość od pierwszego wejrzenia. Trwa od ćwierćwiecza. Dziś jesteśmy jak stare małżeństwo, znamy swoje wady i zalety, ale kochamy się. Serial był próbą pokazania tajemnicy piękna tego kraju. Chciałam, by Gruzja przestała być postrzegana jedynie przez pryzmat wojny, konfliktów z Rosją. Położyłam nacisk na interesującą kulturę, ludzi i bliskość nam, Polakom, mimo dzielących nas 3000 km.

W Gruzji najchętniej spędza Pani wakacje?

- Nie tylko wakacje. Staram się wymykać tam częściej. Ułatwiają mi to obecnie bezpośrednie loty do Tibilisi. 3 godziny i jestem w moim drugim domu.

Wszyscy znają Pani perlisty śmiech. Czy urodziła się Pani z uśmiechem na ustach?

- Wciąż zastanawia mnie to określenie "perlisty". Co ono znaczy...? Na pewno jestem pogodna, bardzo lubię się śmiać, choć to może paradoks: ciężko mnie rozśmieszyć. Szczególnie żartem lub innym gotowym produktem. Umieram ze strachu, gdy ktoś chce mi opowiedzieć dowcip. Sam zaś uśmiech był chyba od początku, to genetyczne, po mamie, babci, a teraz coś podobnego widzę u mojej córki, 7-letniej Mai.

Rozmawiała EWA MODRZEJEWSKA

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje