Reklama

Game of Thrones

Gra o tron

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 1370
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Umarł król, niech żyje król!

Mark Addy, grający w serialu „Gra o tron” króla Roberta Baratheona, głowę rodu Baratheon i władcę Siedmiu Królestw, opowiada nam o swojej postaci i kulisach serialu.

Serial "Gra o tron" przenosi widzów do krainy Westeros, w której pory roku mogą trwać lata, a nawet dekady. Kraina podzielona jest na siedem królestw, których władcy toczą między sobą zażartą walkę o Żelazny Tron − wykuty z tysiąca mieczy, symbol panowania nad Siedmioma Królestwami.     

Reklama


Jeżeli macie chrapkę na projektor ACER H5360BD 3D, o wartości 3 500 zł, serial "Gra o tron" na Blu-rey’u i na DVD, książki "Gra o tron", a także foto albumy z fotosami z serialu, to nie zastanawiajcie się i weźcie udział w naszym konkursie!

Tymczasem przeczytajcie, co Mark Addy sądzi o swoim występie w serialu "Gra o tron", o postaci króla Roberta i o wyzwaniach jakie niesie ze sobą realizacja serialu o tak ogromnych rozmachu.  


Opowiedz o swojej postaci.

- Nie będzie to najkrótsze streszczenie jakie mógłbyś usłyszeć! Gram Roberta Baratheona, kiedyś budzącego postrach wojownika, który ze swoim przyjacielem z dzieciństwa, Nedem Starkiem doprowadził do buntu. Chcieli zdetronizować Króla Aerysa Targaryena Szalonego, który był owładniętym władzą tyranem. Mordował kobiety, dzieci i wieśniaków dla kaprysu - nie był to wymarzony władca. Trzeba go było usunąć. Wywołaliśmy bunt, by zrzucić go z tronu i siłą rozpędu wypełniliśmy lukę ogłaszając "Ok., my będziemy rządzić królestwem".

- To brutalna kraina, ale udało nam się zaprowadzić w jakimś stopniu porządek z wcześniej istniejącego chaosu. Robert odesłał Neda, by strzegł północnej krainy Winterfell, gdzie ten czuje się całkiem dobrze, a życie układa się po jego myśli. Ale Robert, który pozostał w King’s Landing jest otoczony przez przeciwników, z których każdy ma swój własny plan i każdy naciska na niego, by podejmował decyzje bardziej w jego interesie, niż swoim, czy królestwa.  


To brzmi jak żywcem wyjęte ze świata współczesnej polityki.

- W tym wszystkim jest ziarno prawdy. To niezwykłe. W każdym razie Robert nie jest stworzony, by stać na czele monarchii. W efekcie stał sie beztroskim, grubym i leniwym opojem i przestał śledzić grę. Dopiero po śmierci Jona Arryna - który pełnił funkcję Namiestnika Króla, co w rzeczywistości oznaczało, że miał taka samą władzę jak sam król, dopiero wtedy, Robert zdaje sobie sprawę z sytuacji.

- Zauważa, że za radą Jona Arryna, by wzmocnić wpływy  i umocnić imperium wżenił się w rodzinę Lannisterów, która ma fioła na punkcie władzy. Tak właśnie wziąłem za żonę Cersei, której brat/kochanek jest moim osobistym bodyguardem 24 godziny na dobę! Jestem otoczony przez wrogów i nikt mnie nie chroni - jedyną osobą, której mogę ufać jest Ned Stark.
 

A jednym z pierwszych Twoich rozkazów jest wezwanie go do siebie.

- Tak. Ale zdaję sobie też sprawę z tego, że sprowadzenie go do King’s Landing i powołanie na Namiestnika, jest równoznaczne z wystawianiem najlepszego przyjaciela na takie samo niebezpieczeństwo, w jakim sam się znajduję. Jeśli ktoś będzie chciał pozbyć się mnie, będzie musiał pozbyć się i jego. Ale nie mam wyboru.


A Ród Targaryen?

- Miłością życia Roberta była siostra Neda, zgwałcona i zamordowana przez Aerysa Targaryena i jego świtę: stąd nienawiść do wszystkiego, co się z nim wiąże. Gdyby Robert dorwał któregoś z dwóch pozostających przy życiu członków rodu, rozprawiłby się z nimi w mgnieniu oka.  


To bardzo skomplikowane!

- A to tylko krótkie streszczenie. To wszystko składa się na postać Roberta w momencie, gdy go poznajemy. Przeszłość w stosunku do momentu, w którym zaczyna się nasza historia. Więc Robert jest złożoną postacią. Jest ponurakiem, pijakiem, lubi dziwki, ale z punktu widzenia aktora, mogę powiedzieć dlaczego tak jest, bo poznałem całą jego historię z książki, co pozwala mi grać na 100%.   


Czyli, odniesienie do książki stanowiło bardziej pomoc, niż przeszkodę...  

- Zdecydowanie pomoc! Zdarzało mi się wcześniej pracować z aktorami, którzy mawiali: "Nie chcę czytać materiałów źródłowych, bo muszę skupić się na procesie kreowania postaci 'blablabla'." Dla mnie ta wiedza była naprawdę bardzo przydatna, informacje o tym jak wyglądały bitwy, które rozgrywaliśmy, jak wyglądało moje i Neda dzieciństwo, jak wyrastaliśmy z małych chłopców na mężczyzn walczących u swego boku, w jaki sposób Robert zdobył królestwo i wszystko co wydarzyło się gdzieś pomiędzy.

- Za tą dwójką stoi długa historia w momencie gdy ich poznajesz. Dobrze mieć tego świadomość i mieć to z tyłu głowy. Nie wszystko zostaje pokazane wprost - może jest gdzieś wspominane w scenach pobocznych - ale świadomość tej historii pozwala Ci poczuć odpowiedzialność, jaka spoczywa na barkach tych bohaterów.


Dlaczego ktoś, kogo nie interesuje fantastyka miałby chcieć to oglądać?

- Wydaje mi się, że HBO osadziło ten serial w rzeczywistości. To jest fantastyka, literatura fantastyczna, ale wiele zostało zrobione, żeby to zadziałało, żeby było chętnie oglądane przez kogoś, kto oczekuje realistycznego zaplecza. Może oczywiście zdarzyć się sytuacja ‘...i wtedy stał się niewidzialny!’. Pojawiają się elementy świata nadprzyrodzonego i może trochę magii - ale to tylko tło. Główna uwaga skupia się na tym co rzeczywiste.
 


Ale to nie jest jedna określona rzeczywistość, czy moment historyczny...


- Nie. To rzeczywistość, która musiała zostać stworzona, jeśli chodzi o wygląd rzeczy. Departament artystyczny, kostiumowy, rekwizytorski itd., wszyscy opierali się na znajomych elementach - można zauważyć delikatny średniowieczny wpływ - ale nie bezpośredni. Poza tym każde z miejsc mocno wyróżnia się na tle innych. Sam zapach wystarczy, żeby poczuć jak wygląda, lub poczuć różnicę między jednym, a drugim miejscem, żeby rozpoznać czy to pustynia, czy ściana pokryta śniegiem. Te światy zostały bardzo starannie stworzone, co czyniło nasze życie, jako aktorów dużo prostszym. Wchodziło się na plan z myślą "Tak, to jest świat, w którym żyjemy i przeżywamy go".


Czy kiedykolwiek wcześniej byłeś na planie, który przypominałby King’s Landing?

- Nie - głównie ze względu na skalę tych planów! To olbrzymia zaleta kręcenia w Paint Hall Studio w Belfaście, które kiedyś służyło za halę stoczniową, gdzie malowano i budowano statki. Wewnątrz można wybudować całe miasto do zdjęć.


Jaki moment zrobił na Tobie największe wrażenie?

- Nie kręciłem właściwie żadnych scen w Sali Tronowej, ale robiliśmy zdjęcie do plakatu, gdzie jeden, jedyny raz faktycznie siedziałem na Żelaznym Tronie. To było interesujące, bo siedząc na nim powiedziałem “Hm... nie jest zbyt wygodny", a projektanci wybuchnęli śmiechem “Ha ha! Dokładnie!". Bo oczywiście nie jest to miejsce, gdzie chciałbyś się znaleźć. Ktokolwiek zasiada na Żelaznym Tronie, znajduje się na linii strzału!


A jeśli chodzi o jazdę konną, noszenie futer, skór, zbroi - czy to stanowiło wyzwanie?  

- Nie było to wygodne, ale trzeba było to robić. Bohaterowie, którzy pochodzą z północy kraju podczas gdy od dziesięciu lat jest lato... ale pamiętają, że pory roku zmieniają się i nadciąga zima i wkrótce zrobi się zimniej niż doświadczyli kiedykolwiek przez te dziesięć lat. Są więc zahartowani, a konie stanowią część ich życia. Dla mnie to było wspaniałe. Nauczyłem się jeździć konno do tej produkcji, chociaż pojawiam się chyba tylko w jednej scenie na koniu. Kręcenie zdjęć na grzbiecie konia jest dużo bardziej skomplikowane i czasochłonne niż cokolwiek innego. Właściwie to było to, co powinienem był zrobić dla swoich dzieci -  zdjęcie ojca na koniu.


Zdarzały się jakieś wpadki do katalogu osobistych wpadek? Na pewno istniał pewien potencjał dla fuszerki przy takiej ilości koni, kostiumów i rekwizytów?

- Zdarzyła się tylko jedna, przy wjeździe króla do Winterfell. Wjeżdżamy i nadciąga wielka procesja. Zsiadam z konia i podchodzę do Neda. Następuje krótka wymiana zakończona moim śmiechem. Za każdym razem jak się śmiałem, koń zaczynał cichutko rżeć - za każdym razem - więc mieliśmy dziedziniec pełen ludzi na kolanach, którzy pokładali się ze śmiechu.

Jak duża wydawała Ci się ta produkcja?

- To było jak kręcenie dziesięciu pełnometrażowych filmów jeden po drugim. Jedną z rzeczy, które odróżniają HBO od innych telewizji, jest to że HBO wymaga takiego samego materiału, jak dla filmu pełnometrażowego. Musieliśmy mieć wszystkie zdjęcia, żeby mógł być tak bogaty i oszałamiający jak jest. Nie można było iść na skróty. Trzeba było to zrobić porządnie. Owszem jest to czasochłonne i drogie, ale myślę, że efekt końcowy przewyższa wszystko, co zwykle oglądasz w telewizji.


Mieliście wielką, międzynarodową obsadę, jak myślisz, dlaczego?

- Ponieważ Ameryka jest względnie młodym krajem, co sprawia, że głos tej opowieści jest dosyć specyficzny w odniesieniu do współczesnej historii. Jest znacznie starszy, więc potrzebujesz wielu dźwięków. Sean [Bean] i ja pochodzimy z Yorshire, a w opowieści jesteśmy z północy [Westeros], używamy więc własnego akcentu. Osoby z południa natomiast mówią ze swoim akcentem.


Wcześniej wielokrotnie wcielałeś się w role przeciętniaków, a teraz zostałeś poproszony o zagranie wspaniałego władcy, który musi mieć poczucie wrodzonego majestatu. Jak stworzyłeś postać króla?

- Cóż, wiadomo, że Robert był wcześniej szeregowym żołnierzem. Władza nie jest dla niego komfortowym zajęciem. Jest tyle rzeczy do spróbowania i zobaczenia,  a on nie lubi nosić korony. Wolałby zginąć z walczącymi, wśród swoich, niż brylować na świeczniku ze szlachtą. Jest zwykłym gościem, który został powołany do władzy. Jeśli chodzi o samą grę, to trudno jest zagrać status społeczny; status nadają Ci inne postaci, chodzi o inność z jaką Cię traktują. Wydaje mi się, że jeśli grasz Królową, to ona jest jedynie starszą panią, ale fakt, że wszyscy oddają cześć jej majestatowi, sprawia, że staje się Królową.


Gdybyś musiał postawić pieniądze na ród, który zwycięży, postawiłbyś na Starków, Lannisterów, czy Targaryenów?

- Starków. Bez wahania na Starków. Chociaż wżeniając się w ród Lannister, nie mógłbym ich popierać! 



Dowiedz się więcej na temat: Gra o tron | seriale | Mark Addy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje