Reklama

Gabinet numer 5

Ocena
serialu
9,1
Super
Ocen: 62
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

​"Gabinet numer 5": Dr House po polsku

- My, Polacy, w poczekalniach i gabinetach lekarskich spędzamy mnóstwo czasu, a spotkania za znajomymi zaczynamy od relacji, kogo i gdzie boli - mówi Monika Galliot-Salińska, producentka nowego serialu medycznego pt. "Gabinet numer 5", który startuje w środę 4 września o godz. 21.30 w TV 4. - Im jesteśmy starsi, tym częściej odwiedzamy przychodnię zdrowia, a seniorom wizyty u lekarzy czy w aptece wypełniają plan dnia. Właśnie taką rzeczywistość, bliską ludziom, chcieliśmy odtworzyć w naszej produkcji.


Widzieliśmy przed premierą fragmenty pierwszego odcinka i jedno jest pewne - "Gabinet numer 5" bardzo różni się od innych seriali medycznych, które do tej pory mogliśmy oglądać w Polsce. Co was inspirowało podczas pracy nad scenariuszem?

Reklama

Chcieliśmy stworzyć serial, który nie powielałby tego, co można zobaczyć w innych produkcjach. Operacje ratujące życie lub rzadkie choroby to w nich codzienność, a każdy z nas chodzi do lekarza i wie, że w życiu wygląda to zupełnie inaczej.

Czyli wizyty robione w pośpiechu, kolejki...

My, Polacy, w poczekalniach i gabinetach lekarskich spędzamy mnóstwo czasu, a spotkania za znajomymi zaczynamy od relacji, kogo i gdzie boli. Zdarza się, że chodzimy z dziećmi do lekarza z każdą krostką lub katarem. Po trzydziestce coraz częściej coś nas boli i na przykład w panice za pomocą internetu diagnozujemy sobie kolejnego raka.

Im jesteśmy starsi, tym częściej odwiedzamy przychodnię zdrowia, a seniorom wizyty u lekarzy czy w aptece wypełniają plan dnia. Właśnie taką rzeczywistość, bliską ludziom, chcieliśmy odtworzyć w "Gabinecie numer 5".

To wszystko pewnie znacie z autopsji.

Podczas prac nad scenariuszem umówiłam się ze scenarzystą Przemkiem Hoffmannem na spotkanie. Oboje musieliśmy je odwołać -  ja musiałam zawieźć chore dziecko do lekarza, a on w tym samym czasie siedział pod gabinetem lekarskim i czekał na wizytę. Wtedy pomyślałam, że ten serial to będzie hit (śmiech).

W serialu na pierwszym planie jest intryga kryminalna, a medyczna rzeczywistość zostaje pokazana z mocnym przymrużeniem oka. Recepcjonistka Grażyna (Jolanta Niedźwiecka) i jej komentarze bawią do łez.

Najciekawsze jest to, że to są autentyczne dialogi (śmiech).

Przez wiele miesięcy rozmawialiśmy z ludźmi, pacjentami i lekarzami, przeszukaliśmy internet, czytaliśmy wszystko, co mogliśmy znaleźć o pracy lekarzy z pacjentami. Nas te dialogi będą śmieszyć, bo z boku są absurdalne, ale gdybyśmy postawili się w roli pacjenta, który na wizytę u specjalisty musi czekać kilka lat, nie byłoby nam już do śmiechu. Moja babcia dostała termin operacji oka na za półtora roku. Zabieg został przyspieszony tylko dlatego, że inny pacjent swojego terminu nie doczekał.

Głównym bohaterem "Gabinetu numer 5" jest Adam Domański - wybitny lekarz z trudnym charakterem, taki trochę polski dr House. Co zdecydowało o wyborze Tomasza Sobczaka do tej roli?

To był najdłuższy casting. Serialową Basię (Marta Król) i Młodego (Damian Kulec) wybraliśmy bardzo szybko. Postać Ani powstała właściwie z myślą o Ani Szymańczyk, z którą pracowałam w "Pierwszej Miłości". Cały czas szukaliśmy jednak Domańskiego. Każdy z nas trochę inaczej go sobie wyobrażał. Tomek Sobczak przyjeżdżał na zdjęcia próbne kilkukrotnie i w końcu wspólnie zgodziliśmy się co do tego, że to właśnie on wcieli się w tę rolę. Jest zdecydowanie atrakcyjniejszy niż sobie wyobrażałam tę postać podczas prac nad scenariuszem, ale myślę, że widzom, zwłaszcza paniom, Tomasz Sobczak w tej roli może się spodobać. 

Co panią najbardziej zaskoczyło podczas pracy nad serialem, poza oczywiście absurdami polskiej służby zdrowia?

Chyba najbardziej zaskoczyło mnie zaangażowanie i tak dobre przyjęcie scenariuszy przez aktorów. To się naprawdę rzadko zdarza. Jednak zazwyczaj aktorzy narzekają na materiał, który dostają lub taktownie milczą (śmiech).  

W "Gabinecie numer 5" każdy odcinek kończy się bardzo zaskakująco i najczęściej po dostarczeniu scenariuszy na plan miałam pytania, co będzie dalej. Bardzo im zresztą wszystkim za to zaangażowanie i ciepłe słowa dziękuję. Fajnie jest pracować z ludźmi, którzy w swoją pracę wkładają tyle serca.  Za każdym razem gdy widzę, że udostępniają w swoich social mediach kolejne zwiastuny czy informacje o serialu, czuję, jak bardzo zależy im, żeby serial dotarł do widzów. I mam nadzieję, że tak właśnie się stanie.


Agencja W. Impact

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje