Reklama

Silicon Valley

Dolina krzemowa

Ocena
serialu
7,8
Dobry
Ocen: 18
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Dolina Krzemowa": Wyznania twórcy nowego serialu HBO

Alec Berg jest scenarzystą i producentem wykonawczym serialu komediowego "Dolina Krzemowa". Przez ostatnie 20 lat Berg zajmował się pisaniem scenariuszy i produkcją znanych seriali telewizyjnych, m.in. "Seinfeld", "Jess i chłopaki", "Pohamuj entuzjazm", i zdobywał kolejne nominacje do nagród Emmy. W jego dorobku filmowym są "Dyktator" z Sachą Cohenem w roli głównej i "Co było, a nie jest" z Larry’m Davidem. Co Alan ma nam do powiedzenia o swoim najnowszym projekcie?

Czy maniacy komputerowi stali się nagle atrakcyjni dla widza?

Reklama

- Mój brat, który studiował informatykę na Uniwersytecie Stamforda, był na jednym roku z Sergey’em Brinem i Larry’m Page’em - współtwórcami Google’a - i pracował dla Paula Allena, współzałożyciela Microsoftu. Mój ojciec jest z kolei biofizykiem, który sam buduje wykorzystywane przez siebie mikroskopy. Urodziłem się w rodzinie, która ma bzika na punkcie komputerów, więc dobrze znam ten świat.

A w jaki sposób dołączyłeś do ekipy serialu?

- Zacząłem pomagać Mike’owi przy produkcji "Doliny Krzemowej" już po nakręceniu pilota. Bardzo podobał mi się pierwszy odcinek, a kiedy spotkałem Mike’a, okazało się, że świetnie się dogadujemy. Nigdy nie rozmawialiśmy o tym, w jaki sposób i co będziemy robić. Zamiast tego od razu zabraliśmy się do roboty. Mike mało mówi, ale dużo robi. Praca pochłania go całkowicie. To chyba podoba mi się w nim najbardziej.

O czym jest serial?

- Jego głównymi bohaterami są Richard i jego koledzy, którzy mieszkają w "inkubatorze" w Dolinie Krzemowej i próbują zaistnieć w wielkim biznesie. Chcą odnieść sukces i zarobić dużo pieniędzy, ale nie mają zamiaru zaprzedać własnej duszy. To jest właśnie główną osią konfliktu w pierwszym odcinku. Czy Richard sprzeda rozwiązanie, które opracował, i zgarnie kupę pieniędzy czy weźmie mniej, by próbować stworzyć spółkę, którą będzie mógł w jakiś sposób kontrolować i mieć w niej udziały? To bardzo młody człowiek, który wkracza w świat rywalizujących ze sobą gigantów z branży, na co jest kompletnie emocjonalnie i psychicznie nieprzygotowany.

Czy serial jest oparty na prawdziwych historiach?

- Są w nim pewne elementy, które nawiązują do prawdziwym wydarzeń. Przez wiele lat byłem scenarzystą serialu "Seinfeld" i zawsze okazywało się, że najlepszym z dziesięciu zaproponowanych pomysłów była historia wzięta z życia. Kiedy rozmawiam z programistami lub specami od komputerów, zawsze proszę ich, by opowiedzieli mi jakieś zabawne historie. Problem polega na tym, że te prawdziwe wydarzenia są często tak  banalne, jak najbardziej sztampowy scenariusz. Jedna z takich historii, którą ktoś nam opowiedział, została wykorzystana w serialu - Sergey Brin i Larry Page dostali czek na 100 tys. dolarów, który miał pokryć wydatki związane z zarejestrowaniem spółki Google. Okazało się jednak, że został on wystawiony na firmę Google Incorporated. A ponieważ Google Incorporated jeszcze nie istniało, nie mogli go zrealizować. Trzymali go w szufladzie przez kilka tygodni, dopóki nie wyjaśnili sprawy z bankiem.

Który z bohaterów jest ci najbliższy?

- Produkcja serialu dużo kosztuje, a więc ciągle muszę zastanawiać czy na pewne rzeczy powinienem się zgodzić czy też nie. Nie mówię teraz o HBO, bo nasza współpraca wygląda inaczej, ale o innych stacjach telewizyjnych, dla których pracowałem przez wiele lat. Branża telewizyjna wywiera ogromną presję na ludzi, którzy chcą robić swoje, podobnie jak obracający miliardami dolarów inwestorzy urabiający serialowych bohaterów. 

Czy nie dziwi cię, że upłynęło sporo czasu zanim telewizja zainteresowała się światem nowych technologii?

- W serialach o show biznesie, na przykład w "Ekipie", oglądamy prywatne samoloty, jacuzzi, seksowne dziewczyny i luksusowe samochody. Na tym tle, programiści wydają się być zdecydowanie niefilmowi. Godzinami wpatrują się w monitor komputera i stukają w klawiaturę - to nie jest to, co widzowie chcieliby oglądać w telewizji. Uatrakcyjnienie tego świata - wprowadzenie do niego humoru i akcji - było prawdziwym wyzwaniem. Z drugiej strony, jest to jedna z branż, a może właśnie ta branża, która w największym stopniu zmienia nasz styl życia.  

A serial jest wymierzoną w nią satyrą.

- Trudno jest brać na poważnie wypowiedzi faceta, który zarobił 7 miliardów dolarów, a teraz opowiada nam, że zrobił to z miłości do ludzkości. Z drugiej strony, to niesamowite, że opracowana przez ludzi z Doliny Krzemowej technologia ma ogromny wpływ na nasze życie. Wręcz niesamowity. Trudno więc powiedzieć, że to, co robią jest złe i powinniśmy to odrzucić. Przypominam tylko, że każdy, kto zaczyna traktować samego siebie nazbyt poważnie i zaczyna być zarozumiały, sam wystawia się na ciosy.

Czy kiedy dołączyłeś do serialu wszystkie role były w nim obsadzone?

- Wszystkie główne role. Praca nad serialem "Pohamuj entuzjazm" nauczyła mnie, że ludzie, którzy umieją błyskawicznie improwizować, posiadają niezwykłe umiejętności. Są wspaniali aktorzy, którzy nie umieją improwizować i wyjść poza scenariusz oraz genialni improwizatorzy, którzy nie są dobrymi aktorami. Udało się nam skompletować obsadę, która posiada obie te umiejętności i doskonale czuje gatunek komediowy. Nasi aktorzy są błyskotliwi i mają bardzo podobne poczucie humoru. Oglądając ich razem na ekranie, jestem skłonny uwierzyć, że to grupa kumpli dzielących wspólne mieszkanie, bo nawet, kiedy kamera jest wyłączona, nadal żartują ze sobą i nadają na tych samych falach.

Czy scenariusz "Doliny Krzemowej" jest tak samo dopracowany jak w przypadku serialu "Pohamuj entuzjazm"?

- Sam fakt, że wypowiedziałeś słowo "scenariusz"... (śmiech). Jest duża różnica - "Pohamuj entuzjazm" to świat Larry’ego Davida, a akcja naszego serialu toczy się w określonym czasie i miejscu. Cyzelujemy każde słowo, zastanawiamy się nad każdą kropką i każdym przecinkiem. Jednocześnie, czasem wplatamy do niego nowe wątki i improwizujemy sceny, których zagranie wyglądałoby sztucznie. Jeśli więc aktorzy wnoszą do akcji serialu coś ciekawego i nas przy tym nie obrażają (śmiech), to nie mamy nic przeciwko temu.

A z czego jesteś najbardziej dumny?

- W ostatnim odcinku pada chyba jeden z najbardziej zagmatwanych i finezyjnych nieprzyzwoitych dowcipów, jaki kiedykolwiek słyszałem. Jest naprawdę niezły. Trzyma wysoki poziom i moim zdaniem stanie się kultowym tekstem w swojej kategorii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje