Reklama

Silicon Valley

Dolina krzemowa

Ocena
serialu
7,8
Dobry
Ocen: 18
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Dolina Krzemowa": Wywiad z Mikem Judgem i Alekiem Bergiem - twórcami serialu

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z twórcami serialu "Dolina Krzemowa".

Serial zdobył ogromną popularność. Czy rozpoczynając pracę nad "Doliną Krzemową" spodziewaliście się, że osiągniecie aż tak duży sukces?

MJ: Kiedy montowaliśmy drugi odcinek przyszło nam do głowy, że może to być hit. Muszę przyznać, że kiedy rozpoczynaliśmy zdjęcia do pilota byłem pełen obaw, ale kiedy do naszej ekipy dołączył Alec i razem zaczęliśmy pisać scenariusz, pierwszy sezon zaczął nabierać rumieńców i właśnie wtedy pomyślałem sobie, że chyba to jest to. Za każdym razem, kiedy rozpoczynam pracę nad nową produkcją mam nadzieję, że nie skończy się ona żenadą i nie będzie to koniec mojej kariery. Wszystko inne traktuję jak dar od losu.

Reklama

AB: Nadal nie jestem pewien, czy nakręciliśmy hit, bo wszystko, nad czym do tej pory pracowałem uważam za dno dna. Nauczyłem się z tym żyć, bo tak myślę sobie, że kiedy oglądasz film nakręcony przez kogoś, kogo uwielbiasz, który jest ewidentnie zły, to ten tragiczny efekt został osiągnięty tylko dlatego, że ta osoba była przekonana, że dobrze wie co robi. Bardzo często słyszymy od innych ludzi, że jesteśmy w czymś świetni i postanawiamy wejść w coś dla nas nowego. Robimy to, co zawsze chcieliśmy robić, ale gdzieś po drodze wszystko idzie nie tak.

MJ: Najlepsze rzeczy kręcę kiedy motywuje mnie strach. Są pewnie także ludzie, który ślepo wierzą w siebie, ale arogancja nie zawsze się sprawdza.

AB: O nie... Ja jestem facetem, który od wszystkiego ucieka, a nie wpada na coś przypadkiem. Kiedy zaczęły się zdjęcia do sezonu drugiego, miałem poczucie, że pierwsza część bardzo nam się udała i fajnie by było pociągnąć dalej ten serial. Bałem się jednak, czy kolejny sezon będzie równie dobry.

Sezon drugi ma bardzo dramatyczny finał. Wiem, że nie możecie mi zdradzić co wydarzy się w kolejnych odcinkach, ale podejrzewam, że Rich znalazł się w bardzo trudnej dla niego sytuacji.  Czy intuicja dobrze mi podpowiada, że będzie walczył, żeby odzyskać firmę, którą stworzył?

AB: Tak, wyświadczyliśmy sobie niedźwiedzią przysługę w finale sezonu drugiego. Zaskakujący finał trochę utrudnił nam pracę nad scenariuszem do kolejnej części.  Zastanawialiśmy się nawet co nas podkusiło, żeby w taki sposób zakończyć sezon drugi i czy można wszystko odkręcić.

MJ: A potem stwierdziliśmy, że chyba niczego nie da się odkręcić, bo przecież ten odcinek został już wyemitowany na HBO.

AB: Pracę nad scenariuszem rozpoczęliśmy w tradycyjny sposób, zasypując ludzi, którzy naprawdę pracują w tej branży pytaniami. Byliśmy ciekawi, co dzieje się w takich sytuacjach i co przytrafiło się ludziom, którzy faktycznie doświadczyli czegoś podobnego. Z zainteresowaniem słuchaliśmy odpowiedzi.

MJ: W tej branży założyciel firmy jest bardzo często zwalniany z pracy.

AB: Nie pamiętam kto to powiedział, ale jest nawet taka firma informatyczna w Dolinie Krzemowej, której motto brzmi "nigdy nie jest za późno, żeby zwolnić założyciela". To niesamowite, ale kiedy zbieraliśmy materiały przed rozpoczęciem pracy nad scenariuszem do drugiej części, zastanawialiśmy się czy w prawdziwym życiu pracownicy firmy nadal chcieliby w niej zostać po zwolnieniu Richarda. Wszyscy programiści, z którymi rozmawialiśmy stwierdzili, że absolutnie nie. Zarzekali się, że żaden z pracowników Pied Piper nie chciałby tam zostać po zwolnieniu założyciela. Ich zdaniem taki scenariusz w ogóle nie wchodzi w grę. Z drugiej strony, kiedy rozmawialiśmy o tym z inwestorami, usłyszeliśmy od nich, że nikt nie zwolniłby się z pracy, bo zniknięcie założyciela nie byłoby dla pracowników problemem. To bardzo ciekawe - punkt widzenia zależy od osoby, której zadajemy pytanie.

MJ: Ale takie przypadki są bardzo częste w Dolinie Krzemowej, tak jak przeszacowywanie wartości spółek internetowych. Pracownicy startupów, z którymi rozmawialiśmy powiedzieli nam, że w obliczu bankructwa warto zgodzić się na mniejsze pieniądze. A potem dowiedzieliśmy się od kogoś innego, że wszystkie firmy z branży nowych technologii są zainteresowane wyłącznie pieniędzmi. Ich zdaniem firmy nie upadają z powodu nadmiaru pieniędzy. Do bankructwa dochodzi z powodu ich braku.

AB: Zgadza się. Głównym powodem bankructwa jest brak płynności i środków. 

Wiem, że zbierając materiały do scenariusza rozmawialiście z bardzo znanymi postaciami z tej branży. Czy nie zdziwiła was ich otwartość i zapał do wyjaśniania wam zawiłości świata nowych technologii? Zwłaszcza, że bezlitośnie z niej szydzicie...

AB: Wszystko bardzo się zmieniło. Kiedy pracowaliśmy nad pierwszym sezonem, było nam trudno przekonać ludzi z tego sektora do spotkania z nami. Większość naszych rozmówców rozmawiała z nami nieoficjalnie. I zdecydowanie nie było kolejki chętnych do wystąpienia w epizodycznych rólkach w naszym serialu. Ale sytuacja uległa zmianie. Nie cieszymy cię statusem kultowego serialu jak "Simpsonowie", ale "Dolina Krzemowa" pojawiła się w "Simpsonach". To jest coś! Dzięki temu zdobyliśmy większy prestiż.

MJ: To zabawne, ale w naszym serialu wystąpiły takie osoby, jak Evan Spiegel, założyciel Snapchata, Justin Rosenstein (współzałożyciel Asany) i inne branżowe tuzy, które nie są znane większości widzów. Bardzo cieszę się, że czasem mamy na planie  problemy z rozróżnieniem kto jest aktorem, a kto naprawdę zajmuje się nowymi technologiami.

AB: Pewnego razu pokazałem mojej żonie ujęcie z odcinka, w którym występuje Evan Spiegel, a ona powiedziała: "Zabawne, że obsadzasz kogoś takiego w roli szefa Snapchata". "Nie, to naprawdę jest szef Snapchata. To właśnie Evan Spiegel" - odpowiedziałem. Była zaskoczona, że to rzeczywiście on. Myślała, że dla żartu postanowiłem obsadzić młodego, przystojnego faceta w roli szefa Snapchata. Próbowałem wytłumaczyć jej, że ten młody, przystojny mężczyzna jest wart trzy miliardy dolarów.

Wiem, że ludzie pracujący w tej branży uwielbiają oglądać wasz serial. Czy dzielą się z wami swoimi uwagami? Czy ich zdaniem wiernie pokazujecie Dolinę Krzemową?

AB: To właśnie dlatego najpierw rozmawiamy z nimi i zadajemy im pytania. Czasem mamy ochotę puścić wodze naszej wyobraźni, ale tego nie robimy, żeby pokazać branżę taką, jaką jest. Co tydzień zadajemy sobie pytanie - co stałoby się dalej, co jest prawdziwe, a co nie, jak to wygląda w praktyce, jak zachowaliby się ludzie w podobnej sytuacji?  Rozmawiamy z prywatnymi inwestorami, programistami, prawnikami, którzy opowiadają nam prawdziwe historie. Czasem zdarza się, że wpadamy na jakiś fajny pomysł lub wymyślamy ciekawy zwrot akcji, a nasi konsultanci stwierdzają, że taki obrót sprawy jest absolutnie niemożliwy.

Czy zawsze ich słuchacie?

AB: Tak, bo jeśli nasz serial przestanie być prawdziwy, to równie dobrze możemy przestać go kręcić. To zabawne, ale im bardziej wszystko jest autentyczne i wiarygodne i zdarzy się nam coś przeinaczyć - może być to jakiś drobiazg, na którym podwinie się nam noga - w Internecie zalewa nas fala krytyki. 

MJ: Widzowie mają w stosunku do nas bardzo duże wymagania.

AB: Bo nam ufają i wciągnęli się w serial. To bardzo fajne.

Słyszałem, że pisząc scenariusz najnowszego sezonu współpracowaliście z byłym prezesem Twittera?

AB: Zgadza się. Dick Costolo bardzo pomógł nam kiedy pisaliśmy scenariusz.

MJ: To niesamowite siedzieć przy jednym biurku z osobą, której możemy zadać następujące pytanie - "Byłeś prezesem Twittera, dlaczego już nim nie jesteś?" Dick ma też ogromne poczucie humoru.

AB: Bardzo nam pomógł, bo mogliśmy pytać się go, czy przedstawiane przez nas sytuacje w ogóle mogły się wydarzyć? Odpowiadał, że zdecydowanie tak, że bardzo często do nich dochodzi.

MJ: A poza tym, sypie anegdotami jak z rękawa.

AB: Na przykład, opowiedział nam, że kiedy poleciał do Chin, był przekonany, że w chwili, w której przekroczy chińską przestrzeń powietrzną jego telefon zostanie zhakowany kiedy tylko zaloguje się w lokalnej stacji bazowej. 

MJ: To niemal pewne. Hakerzy mogą włączyć mikrofon w Twoim telefonie, nawet jeśli jest on wyłączony, i podsłuchiwać wszystkie Twoje rozmowy.

AB: I włączyć kamerę.

MJ: Jego zdaniem jedynym sposobem zabezpieczenia się przed tym jest wyjęcie baterii z aparatu. Na miejscu kupił sobie taniego prepaida, którego wyrzucił kiedy wsiadał do samolotu w drodze do domu.

Wow. To już pachnie mi skrzyżowaniem "Doliny Krzemowej" z serialem "Homeland"...

MJ: Hakerzy robią niesamowite rzeczy.Na przykład, włamują się przez Bluetootha do samochodu, żeby wyłączyć układ hamulcowy.

AB: A skala szpiegostwa jest wprost niewyobrażalna. W relacjach z rządami różnych państw, sieci społecznościowe muszą iść na daleko posunięte kompromisy, które często przekraczają granice etyki. Na przykład, Facebook musi przestrzegać chińskiego prawodawstwa, jeśli chce w dalszym ciągu być obecny w Państwie Środka. Nie znam szczegółów, ale wyobrażam sobie, że każde wejście na taki rynek poprzedzają bardzo długie negocjacje. Zastanawiam się, czy Google został zmuszony do wyłączenia swojego algorytmu wyszukiwania, żeby spełnić warunki chińskich władz i zostać na lokalnym rynku?

Pracujecie nad serialem od kilku lat. Czy w tym czasie zaobserwowaliście duże zmiany w Dolinie Krzemowej? 

AB: Jest coraz więcej seriali, które opowiadają o tym świecie, m.in. "Halt and Catch Fire" i "Mr. Robot". To naturalne, bo wszyscy interesujemy się nowymi technologiami. Chcę przez to powiedzieć, że każdy z nas ma smartfona. Widzę tu pewne podobieństwa do fali zainteresowania bankowością inwestycyjną w latach 80-tych, kiedy triumfy na ekranie święcił film Wall Street. To właśnie tam robiło się wielkie pieniądze, tam wszystko się działo i najciekawsze historie były osadzone właśnie w tej branży. Czy zmieniła się dynamika Doliny Krzemowej? Czy pracują w niej teraz inni ludzie? Nie sądzę. Programiści są tacy sami, jacy byli i nic a nic się nie zmienili. To, co uległo zmianie to pieniądze, naprawdę duże pieniądze jakie tam się  zarabia. Jakiś czas temu ukuto szereg nowych terminów, takich jak "jednorożec" czyli prywatna spółka warta miliard dolarów lub więcej, która zyskała taki przydomek, bo była jeszcze niedawno równie rzadkim zjawiskiem jak to mityczne zwierzę. Obecnie mamy na rynku prawie 200 jednorożców, a więc pojawiło się określenie "dziesięciorożec", które oznacza startupy z wyceną powyżej 10 miliardów dolarów.

MJ: Kiedy po raz pierwszy usłyszałem to słowo, miałem ochotę się roześmiać, bo wyobraziłem sobie karykaturalne zwierzę z dziesięcioma rogami, które miało w założeniu być lepsze od jednorożca. Minęło trochę czasu zanim się z nim osłuchałem, ale teraz już nie robi na mnie wrażenia.

Czy nie macie wrażenia, że ten sektor jest równie sztucznie nadmuchany jak niegdyś banki? A może sytuacja wygląda inaczej, bo w Dolinie Krzemowej są faktycznie tworzone nowatorskie rozwiązania, co jest podstawową różnicą między sektorem bankowym i nowymi technologiami?

MJ: W obu branżach mamy innych ludzi i inne typy osobowości.

AB: Dolina Krzemowa leży niedaleko San Francisco, czyli miasta, które jest z natury wyluzowane, niezwykle progresywne, buntuje się przeciwko systemowi i wszystkiemu, co wymyślił człowiek.

Czy Dolina Krzemowa nadal taka jest? 

AB: Nie, to tylko wygodna fasada,  z której czasem korzysta.

MJ: Moim zdaniem, to kwestia innej kultury, bo przedsiębiorcy z branży nowych technologii są tak samo chciwi, jak kapitaliści z innych sektorów. Wchodzą do tej branży z innych powodów, ale kiedy tylko rozwiną skrzydła, zaczynają konkurować jak wszyscy inni rynkowi gracze.

AB: Zostaliśmy niedawno zaproszeni na panel dyskusyjny w Los Angeles, podczas którego powiedziałem, że nie pamiętam aby Henry Ford deklarował, że zmienia świat na lepsze, kiedy sprzedawał miliony samochodów. Zaraz po nas, w kolejnym panelu wystąpili Marc Andreessen i Kara Swisher. Na scenie pojawił się Marc Andreessen, który powiedział "Chciałem potwierdzić, że Henry Ford mówił, że zmienia świat na lepsze." Bardzo szybko wyjaśnił, że ludzie z branży high-tech nie są chciwymi cwaniakami, że starają się zmieniać świat na lepsze, tak jak Henry Ford, twórca osiedli sypialni, z których ludzie musieli co prawda dojeżdżać do pracy, ale mogli też wsiadać do samochodu, żeby odwiedzać swoje rodziny.

MJ: W tym sektorze jest też mniej blichtru i ostentacji. Jeśli mieszkasz w Palo Alto nie powinieneś pielęgnować trawnika przed domem ani przesadnie o niego dbać - takie ekstrawagancje nie są tam mile widziane. Zresztą ta okolica wygląda dość nieciekawie.

AB: Rozmawialiśmy o tym, kiedy w zeszłym roku wybieraliśmy się na ceremonię rozdania nagród Emmy. Jako osobowość telewizyjna, Seinfeld jest wart cztery lub pięć miliardy dolarów. Ale żeby dorównać fortuną Markowi Zuckerbergowi, Jerry Seinfeld musiałby stworzyć 77 serialowych Seinfeldów. A przecież to jeden z najpopularniejszych seriali! Podczas gali siedzieliśmy w otoczeniu największych nazwisk branży telewizyjnej, ale żadna z tych osób nie może równać się z tuzami z Doliny Krzemowej. Chuck Lorre i Dick Wolf to najlepsi i odnoszący największe sukcesy producenci telewizyjni wszechczasów, a majątek Evana Spiegela, który ma zaledwie 25 lat, jest wart trzykrotnie więcej niż fortuna, której dorobił się każdy z nich.

Czy nowe technologie są w dalszym ciągu branżą zdominowaną przez mężczyzn?

AB: Tak.

Czy nie stanowi to dla was problemu? Pisząc scenariusz, staracie się wiernie oddać realia Doliny Krzemowej, ale chcecie też, żeby serial oglądali wszyscy widzowie... A w tym pomogłoby wam wprowadzenie większej liczby bohaterek.   

AB: Pisząc scenariusz, musieliśmy dokonać pewnego wyboru. Mogliśmy przedstawić branżę high-tech taką, jaką jest albo pokazać jej nieistniejącą "życzeniową" wersję.  Nasi bohaterowie to programiści z Doliny Krzemowej, gdzie 88 procent stanowisk zajmują faceci. Wychodząc z takiego założenia, mężczyźni powinni stanowić 88 procent serialowych postaci. Z drugiej strony, mamy też w branży takie osoby jak Laurie Bream, która zarządza spółką Raviga i jest większościowym udziałowcem firmy inwestycyjnej. Cztery procent kierowniczych stanowisk w spółkach inwestycyjnych zajmują kobiety.

MJ: Wiemy z pewnego źródła, że kobiety, nawet jeśli są większościowymi udziałowcami, same nie podejmują decyzji - powiedziano nam, że to sporadyczne przypadki.  

AB: Ale nikt nie narzeka, że to niestosowne, choć tak być nie powinno.

MJ: Odwiedziłem pewnego razu siedzibę firmy Google, w której pracuje bratanek mojego przyjaciela. Programiści pracują tam w wielkim otwartych biurach - zdziwiłem się, że wśród 60. czy 70. Facetów są tam tylko dwie kobiety.  

AB: Nie zdradzę ci jej nazwiska, ale wysłałem kilka odcinków naszego serialu pewnej kobiecie, która odniosła ogromny sukces w Dolinie Krzemowej. Bardzo interesowała mnie jej opinia. Po obejrzeniu materiału stwierdziła, że muszę popracować nad kobietami i wprowadzić do serialu więcej bohaterek. Poza tym, uważała, że popełniłem duży błąd, bo na ujęciach z imprezy startupowej Tech Crunch Disrupt pokazałem tylko mężczyzn. Nie było na nich ani jednej kobiety. Odpowiedziałem jej, że zdjęcia zostały nakręcone podczas imprezy. Pojechaliśmy na Tech Crunch Disrupt, aby zrealizować tam materiał.

MJ: Ja miałem przy sobie aparat Canon 5D. Robiłem nim zdjęcia publiczności i uczestników imprezy. Są na nich tylko zdjęcia twarzy.

AB: Ta kobieta skarżyła się, że w naszym serialu jest zbyt mało kobiet. Odpowiedziałem jej: "Wykorzystaliśmy w serialu materiał filmowy nakręcony podczas imprezy. Jeśli nie było na niej kobiet, to czyja to wina? Nasza czy twoja?"

HBO

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje