Reklama

True Blood

Czysta krew

Ocena
serialu
7,5
Dobry
Ocen: 329
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Chciałem pokazać zwierzęcą siłę"

Joe Manganiello, posiadacz najgorętszej muskulatury w show biznesie, został okrzyknięty przez magazyn "People" jednym z najseksowniejszych żyjących mężczyzn, gra serialowego wilkołaka - Alcide'a Hervaux.

Joe Manganiello to nie tylko aktorski talent oraz piękne ciało. Aktor "Czystej krwi" poza interesującym fizys, a bogate wnętrze i wielką wiedzę na temat historii, mitów, a także Polski... Przekonajcie się sami!

Reklama

Jak trafiłeś do tego kultowego serialu?

- Ostatecznie do roli wilkołaka wybrał mnie Alan Ball. Zacznijmy jednak od tego, że serial "Czysta krew" oparty jest na cyklu powieściowym. Jego fani w licznych internetowych dyskusjach zastanawiali się nad tym, jacy aktorzy powinni wcielić się w te wszystkie postacie. Niektórzy fani zamieszczali w swoich wpisach moje zdjęcia, komentując, że to ja powinienem zagrać wilkołaka. Miało to miejsce wtedy, kiedy jeszcze powstawał sezon pierwszy. Nie wiedziałem, że w serialu pojawiają się wilkołaki, ani że ma to swoje źródło w książkowym pierwowzorze. Kiedy więc wreszcie zakupiłem książki i, oczywiście, przeczytałem je, odkryłem, że opisana w nich postać wilkołaka bardzo przypomina mnie samego.

- O ile pamiętam, scena, w której pojawia się on po raz pierwszy, idzie jakoś tak: Sookie otwiera drzwi, spogląda w górę i... spogląda jeszcze raz... przed nią stoi wielki, ciemnowłosy, nieogolony mężczyzna o bicepsach wielkich jak głazy, na których spokojnie można się podciągać jak na drążkach :) No, a potem zostałem zaproszony na przesłuchanie do roli - i w tym samym dniu, w którym wziąłem udział w próbie czytania scenariusza jako Alcide, zaproponowano mi tę rolę. Ale, owszem, fani mieli z tym wiele wspólnego.

Czy musiałeś dużo ćwiczyć nad ciałem do roli?

- Już wcześniej miałem całkiem sporą muskulaturę. Ale, tak, musiałem zadbać o to, by stała się jeszcze większa. W przypadku wampirów w tym serialu ich chudość nie jest problemem - widzowie mogą łatwo uwierzyć, że kryje się w nich olbrzymia siła, która pochodzi z nadprzyrodzonego źródła, bo wampiry są martwe. Jeśli chodzi jednak o wilkołaka, to chciałem, żeby widzowie faktycznie dostrzegli w nim tę zewnętrzną, zwierzęcą siłę. To było duże wyzwanie. Tak więc tego samego dnia, kiedy zostałem obsadzony w tej roli, zadzwoniłem do trenera, który zajmował się Hugh Jackmanem podczas przygotowań do roli w "X-Men". Pomyślałem sobie: jeśli ten facet zrobił z Hugh kogoś takiego, to zabierajmy się do roboty! A resztę możecie zobaczyć na ekranie...

"Czysta krew" to kontrowersyjny serial. Z jakimi opiniami na jego temat się spotkałeś?

- Jeśli chodzi o seks w "Czystej krwi", to nie słyszałem, żeby ktoś na ten fakt narzekał. Wręcz przeciwnie. Z kolei jeśli chodzi o wątki związane z religią, to osobiście nie słyszałem, żeby ludzie się jakoś na to uskarżali. Południe Stanów Zjednoczonych zawsze było niespokojnym; zawsze dochodziło tam do wrzeń - szczególnie w latach 60., w dobie walki o prawa obywatelskie (Afroamerykanów). To nie przypadek, że akcja serialu rozgrywa się właśnie tam - walka wampirów o ich prawa, o możliwość zawierania małżeństw z ludźmi (co było istotnym wątkiem sezonu pierwszego) odzwierciedla, rzecz jasna, tamte wydarzenia historyczne i obecne postulaty dotyczące praw osób homoseksualnych. Oczywiście, nie chodzi konkretnie o to; ważna jest tutaj tematyka praw obywatelskich jako takich.

- Co ciekawe, kiedy w sezonie trzecim pojawiły się wilkołaki, okazało się, że reprezentują one tę zwierzęcą stronę ludzkiej natury; pierwotną i prymitywną. Ich wątek obrazuje również to, jak jesteśmy zmuszani do dławienia w sobie tych aspektów naszej natury, chcąc funkcjonować w społeczeństwie. W zeszłym tygodniu wróciłem z Anglii - każdy, kto ogląda wiadomości, wie oczywiście, co się tam dzieje. Z historycznego punktu widzenia możemy powołać się na wiele esejów o źródłach popularności wilkołaków w popkulturze. Wzrastała ona głównie w czasach recesji, bo wilkołaki symbolizują masy powstające przeciwko tym, którzy dzierżą władzę i bogactwa. Pod tym względem jest to bardzo interesujące.

Co stanowi o sukcesie serialu?

- Myślę, że istotą tego serialu jest coś więcej, niż wampiry i wilkołaki. Po pierwsze, scenariusz jest fantastyczny. Swoją karierę aktorską zaczynałem w teatrze, i mogę powiedzieć, że Alan Ball bardzo przypomina mi pod tym względem Tennessee Williamsa. Kilka lat temu wreszcie udało mi się zagrać rolę Stanleya Kowalskiego w "Tramwaju zwanym pożądaniem" - Stanley to słynna "polska" postać amerykańskiego dramatu. Alan Ball pisze w bardzo podobny sposób. Mówimy tu o czymś o wiele istotniejszym, niż "głupie" wampiry i wilkołaki. Historia ta bardzo przypomina mi antyczną mitologię grecką.

- Bogowie starożytnych Greków byli stworzeni na ludzkie podobieństwo, mieli ponadnaturalne zdolności, należała im się cześć - ale jednocześnie cały czas walczyli oni między sobą i uprawiali ze sobą seks, pakując się przy okazji w liczne kłopoty. Uczony imieniem Joseph Campbell napisał wiele esejów o tym, w jaki sposób, za pomocą mitycznych postaci, można eksplorować istotę ludzkiej natury. W podobny sposób, wszystkie postacie w "Czystej krwi" to potwory, ale zmagają się one ze swoim człowieczeństwem, z tym, że odczuwają miłość, ze śmiercią i poczuciem straty.

- Myślę, że wampiry i wilkołaki są jak łyżka cukru, dzięki której łatwiej nam przełknąć lekarstwo, i dzięki której łatwiej nam jest rozmawiać o prawdziwych problemach społecznych. Dlatego właśnie ten serial może posuwać się o wiele dalej i być o wiele bardziej plastyczny, niż inne - dokładnie z tego powodu, że jest to "ten głupi serial o wampirach i wilkołakach". Tak naprawdę jednak jest czymś więcej.

Jak potoczą się dalsze losy bohaterów "Czystej krwi"?

- Dowiedzieliśmy się już, że Sookie jest wróżką. Oczywiście, pojawiły się też panterołaki. W sezonie czwartym będzie miał miejsce wielki konflikt, wywołany przez wiedźmy. Widz dowiaduje sie, że wiedźmy są nekromantkami, posiadającymi moc nad zmarłymi. Jako że wampiry są istotami martwymi, hierarchia władzy ulega przesunięciu. Już nie wampiry, ale wiedźmy są na jej szczycie. Powoduje to najróżniejsze kłopoty. Moja postać musi wkroczyć do akcji razem z innymi wilkołakami i dopomóc w ich rozwiązaniu.

- W sezonie czwartym ciekawym wątkiem będzie również intensywny konflikt pomiędzy wilkołakami i zmiennokształtnymi, te dwie grupy przestają się bowiem dogadywać. Zdecydowanie będzie się działo.

Opowiedz nam o procesie realizacji serialu.

- Jeszcze jako fan byłem przekonany, że serial powstaje w Luizjanie. Tymczasem zdjęcia kręcone są w Los Angeles. W związku z tym ukłony należą się organizatorom planu filmowego, bo potrafią oni zadbać o to, by na przykład podczas ujęć w lesie pojawił się hiszpański mech i inne rośliny charakterystyczne dla flory Południa. To naprawdę niewiarygodne.

- Alana Balla spotkałem po raz pierwszy podczas przesłuchania do roli. Był również obecny, kiedy informowano mnie, że dostałem rolę. Alan nadzoruje wszystkie scenariusze. Pracuje dla nas zespół scenarzystów, ale to on czuwa nad całokształtem historii. Spędzam więc z Alanem sporo czasu, podobnie jak z Charlaine Harris, która jest autorką powieści. Wiele rozmawiałem z nią o mojej postaci i o tym, jak rozwija się jej historia; o tym, z jakiego miejsca startuje i gdzie kończy. To bardzo przydatne, bo w przypadku serialu na opowiedzenie historii ma się wiele odcinków; my właśnie skończyliśmy nagrywać 48.

- W filmie masz na to dwie godziny - tymczasem my mamy za sobą godzinę i czterdzieści osiem minut materiału. W serialu jest więc o wiele więcej czasu na przedstawienie rozwoju postaci i nie trzeba koniecznie się tak spieszyć. Rozmowy z Charlaine bardzo mi więc pomogły, jeśli chodzi o kierunek, w jakim podąża moja postać. Myślę, że w głębi serca tak naprawdę toczy on walkę z tą zwierzęcą stroną obecną w każdej istocie ludzkiej, stroną, która chce walczyć i burzyć. To właśnie stanowi istotę jego historii.

- W sezonie trzecim fajne było to, że widz miał pewne oczekiwania względem tego, jaki powinien być wilkołak - jesteśmy przecież przekonani, że to krwiożercze potwory - ale potem zdał sobie sprawę, że mój bohater jest oto bardzo nieśmiały, bardzo wrażliwy i bardzo romantyczny. To nie są nasze typowe wyobrażenia o wilkołaku. To naprawdę świetny wątek, bo w sezonie 4 będzie można zobaczyć, że ten potwór w jego wnętrzu dochodzi do głosu, i to w sposób bardzo gwałtowny. Bardzo fajnie mi się to gra.

Czy zobaczymy wątek miłosny między Sookie a twoim bohaterem?

- Mój bohater wybiera łagodność i o mniej konfrontacyjną ścieżkę. Pomiędzy sezonem 3. i 4. decyduje się on jednak opuścić Mississippi, gdzie miał wiele kłopotów z tamtejszą wilczą watahą. Przenosi się więc bardzo blisko Sookie - ale wtedy odkrywa, że tam też są wilkołaki. Dochodzi do momentu, w którym nie ma on innego wyjścia, jak poddać się temu. Mój bohater zdaje sobie sprawę, że musi wreszcie zmierzyć się z tym, co skrywa jego natura. Ta jego wewnętrzna walka przybiera na sile w sezonie 4., i sądzę, że będziemy w jeszcze większym stopniu zgłębiać ten wątek w sezonie 5.

Podobno fascynują cie... potwory?

- Jako chłopiec kochałem wszystko, co wiązało się z potworami; kochałem czarno-białe horrory Universala, Drakulę Belli Lugosiego i Frankensteina Borisa Karloffa, i Wilkołaka Lona Chaneya... W tamtym okresie mojego życia zawsze brałem stronę potworów; miałem poczucie, że ludzie ich nie rozumieją, a one przecież chciały tylko miłości! Miały niestety poważne defekty, które nie pozwalały im tego pokazać. Moja mama uwielbia opowiadać pewną historię, która wydarzyła się, gdy miałem trzy latka. Przebrała mnie za Drakulę na Halloween - miałem trzy latka, byłem malutki! - i zabrała do "nawiedzonego domu". Jedną z atrakcji był tam wampir, który wyskakiwał z trumny i wszystkich straszył, ale ja, zamiast się przestraszyć, podpełzłem do trumny i wdrapałem się do środka, do wampira. On zamknął wieko... Dziś widzę, że było to bardzo dziwne, iż mając trzy latka znalazłem się w drewnianym pudle z facetem, który miał na sobie makijaż... To dość osobliwe...

- Wydaje mi się jednak, że wtedy bardzo chciałem wierzyć, że istnieje coś poza naszą rzeczywistością, że potwory naprawdę istnieją... A później poszedłem do katolickiej szkoły podstawowej, gdzie zakonnice powiedziały nam, że jeśli będziemy modlić się wystarczająco żarliwie, Bóg nam odpowie. Codziennie o szóstej biegłem więc do kościoła i prosiłem Boga, żeby zmienił mnie w wilkołaka... A ponieważ tak się nie stało, poczułem ogromne rozczarowanie w stosunku do Kościoła. Dziś, 25 lat później, jestem wilkołakiem na co dzień. Tak więc zaraz po tym, jak dostałem tę rolę, poszedłem do kościoła i powiedziałem: "Ok, w porządku"... :)

Tłumaczyła: Katarzyna Kasińska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje