Czas honoru

Ocena
serialu
8,1
Bardzo dobry
Ocen: 924
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Zamienić garnitur na mundur

Dla twórców seriali historycznych są bezcennymi pomocnikami. Ich znajomość broni, mundurów i przebiegu walk budzi podziw, a pasja udziela się wszystkim na planie.

Na co dzień są urzędnikami, specami od marketingu, mają własne firmy. Pracują w bankach, warsztatach samochodowych, szkołach. Po godzinach zmieniają się nie do poznania, a ich garnitury czy robocze kombinezony ustępują miejsca zupełnie innym strojom.

Reklama

Ochrona szefa gestapo

Członków jednej z grup rekonstrukcyjnych spotykam na warszawskiej Starówce, gdzie kręcone są sceny czwartej serii "Czasu honoru". W serialu pojawiają się od samego początku. Grali oficerów niemieckich, sowieckich, a od czasu do czasu polskich partyzantów. Tym razem, na ulicy Krzywe Koło, wcielają się w obstawę szefa gestapo, którego konwój zostanie zaatakowany przez grupę AK-owców.

- To nie jest tak, że znudzeni codzienną pracą przebieramy się za żołnierzy dla zabawy. Nasze działania mają podłoże edukacyjne, są ciekawsze niż tradycyjne lekcje historii, zawsze można coś interesującego z nich wynieść, czegoś się dowiedzieć - mówi członek grupy Przemysław Witowski.

- Teraz na Krzywym Kole część z nas "zginie", ale to dla nas nie pierwszyzna - śmieje się Krzysztof Zawidzki, z zawodu handlowiec.

Koszty się nie liczą

Jak wspomina, najpierw bawił się żołnierzykami, potem przyszedł czas na sklejanie modeli czołgów i samolotów, wreszcie na akcje.

- Lubimy to, co robimy i może dlatego koszty nie mają dla nas większego znaczenia - dodaje Krzysztof Zawidzki.

- A nie są one małe. Za replikę niemieckiego umundurowania trzeba zapłacić około czterech tysięcy złotych, a za motor z czasów okupacji, który wymaga solidnej i kosztownej renowacji, nawet trzydzieści tysięcy. Najdroższe są oczywiście oryginalne detale, jak na przykład zegarek. Ale właśnie takie przedmioty z epoki są niezbędne, jeśli chce się idealnie oddać ducha tamtych czasów. Nic dziwnego, że grupy rekonstrukcyjne cieszą się dużym uznaniem wśród producentów, aktorów i reżyserów. Na planie chętnie korzystają z ich wskazówek, a to, że dany serial czy film sprawia wrażenie wiarygodnego, jest również ich zasługą.

- Cieszy nas, że nasza wiedza historyczna jest przydatna, a widzowie oglądają sceny jak najbardziej wiarygodne - opowiada Artur Balana, projektant serwisów internetowych.

- Wiemy przecież, jaki typ broni czy umundurowania miała dana jednostka wojskowa, w jaki sposób zachowywali się jej żołnierze. Nie jesteśmy statystami, pokazujemy autentyczne zachowania i nikt nie musi się za nas wstydzić. To się liczy, bo wśród widzów są osoby, które pamiętają takie szczegóły sprzed 70 lat. Na plan przyjeżdżamy we własnych mundurach, nie ma mowy o korzystaniu z jakiejś wypożyczalni.

Poddajcie się!

Podróż w mundurach, z bronią na plan, może prowadzić do... incydentów.

- Kiedyś ubrani w amerykańskie mundury z okresu wojny w Wietnamie, podjechaliśmy na stację benzynową - mówi Artur Balana. - Gdy pracownik zauważył broń na tylnym siedzeniu, zapytał, po co nam ten arsenał. Kolega zażartował, że jedziemy na akcję. Pół godziny później kilka radiowozów na sygnale zajechało nam drogę. Zanim się wszystko wyjaśniło, nie było nam do śmiechu.

Artur Krasicki

Dowiedz się więcej na temat: Czas honoru

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje