Reklama

Czas honoru

Ocena
serialu
8,2
Bardzo dobry
Ocen: 1007
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Cztery wcielenia Samusionek

Anna Samusionek udowadnia, że jest wszechstronną aktorką, równie dobrze wciela się w rolę tragiczną, jak i komediową.

Wkrótce zobaczymy panią w czterech produkcjach i czterech różnych rolach...

Reklama

Anna Samusionek: - Najwidoczniej na nowo jest zapotrzebowanie na blondynkę w moim typie (śmiech). Bardzo się cieszę, że mam możliwość wcielenia się w tak różne od siebie i ode mnie, osoby.

- W 'Linii życia' gram dojrzałą, samotnie wychowującą syna kobietę, której całe życie kręci się wokół dziecka. Poczucie kobiecości czy seksapilu są u niej na drugim planie. W "Przepisie na życie" jestem seksowną, skupioną na sobie i swoich potrzebach czterdziestką. Z kolei w "Czasie honoru" gram folksdojczkę, która kocha się w młodszym chłopaku. A Inka z "Ludzi Chudego" to czysto komediowa postać.

W "Linii życia" pani bohaterkę czekają trudne chwile?

- Sylwia nigdy nie miała łatwego życia. W wieku 18 lat urodziła syna, i jak niedługo się widzowie dowiedzą, było to dziecko poczęte w wyniku gwałtu. Nowikowa przez lata ukrywała ten fakt przed synem, aby go nie ranić. Jednak teraz prawda wyjdzie na jaw, a Kamil pozna swojego biologicznego ojca. Więź jaka się między nimi nawiąże, wstrząśnie Sylwią i... więcej nie mogę zdradzić.

W "Czasie honoru" zmierzy się pani również z trudną rolą...

- Tak. Teresa to postać skazana na nielubienie. Folksdojczka, która w negatywny sposób wpłynie na losy bohaterów. Ale mam nadzieję, że udało mi się wpisać w jej postać również samotność, niespełnioną miłość. Pokazać, jak zawierucha historyczna zmieniła jej życie. Chcę, by widzowie zobaczyli w niej człowieka.

Zupełnie inną postać gra pani w "Ludziach Chudego". Czy praca w serialu komediowym różni się od innych?

- Przy komedii wbrew pozorom wcale nie ma więcej zabawy na planie, potrzebne jest maksymalne skupienie, by z powagą wygłaszać często absurdalne teksty. Pamiętam scenę, kiedy musiałam spoliczkować Piotra Pręgowskiego. On jest ciepłym, miłym kolegą, który w dodatku gra zakochanego we mnie eksmęża, a ja muszę mu dać w twarz. Po dwóch dublach mnie piekła ręka, a policzek Piotra zrobił się czerwony.

- Sporo śmiechu jest za to w "Przepisie na życie", ale to wynika ze scenariusza: nieporadny Adamczyk i ja - napierająca na niego, niedopuszczająca sprzeciwu, buchająca czterdziestka (śmiech).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje