Czas honoru

Ocena
serialu
8,1
Bardzo dobry
Ocen: 941
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Czas honoru": Edyta Olszówka pracuje, żeby nie myśleć o... miłości!

Edyta Olszówka, którą po wakacjach będziemy mogli oglądać w 7. serii "Czasu honoru", od kilku lat wiedzie życie... singielki. - Chciałabym, aby mój facet nosił mnie na rękach, a takich mężczyzn nie spotyka się na każdym kroku - mówi.


Reklama


Edyta Olszówka powiedziała kiedyś w wywiadzie, że gdy jest zakochana, to kocha całą sobą, nie panuje nad emocjami, stawia ukochanego na piedestale. Od rozstania z Piotrem Machalicą aktorka nie związała się z żadnym mężczyzną, żartuje, że życie singielki bardzo jej służy.

Miłość to według Edyty Olszówki... wolność.

- Wierzę, że można bardzo kochać i ufać drugiemu człowiekowi, a przy tym pozwalać mu na dokonywanie własnych wyborów, dawać możliwość własnej drogi rozwoju. Większość mężczyzn, których do tej pory los stawiał na mojej drodze, nie lubiła mojej pracy i nie akceptowała jej. Kiedy żądali, żebym zerwała z aktorstwem - odchodziłam. Jeżeli mężczyzna wymaga od kobiety całkowitego podporządkowania, to tak naprawdę wcale jej... nie kocha - twierdzi aktorka.

W miłości Edytę interesuje wyłącznie układ partnerski.

- Idealnych partnerów nie spotyka się na każdym kroku. Chcę, aby mój facet nosił mnie na rękach, płacił rachunki w restauracji i obsypywał różami. Poza tym jestem bardzo silną kobietą, więc mężczyzna musi być ode mnie silniejszy i mądrzejszy, musi mi imponować i jednocześnie ciągle mnie zdobywać, wciąż adorować. Układ, w którym to ja byłabym górą, nie wchodzi w grę. A jeśli miałabym jeszcze być oparciem dla faceta i w dodatku zamiast niego zarabiać na utrzymanie domu - to już w ogóle odpada. Mężczyzna przestaje być wtedy męski i wszystko obraca się przeciwko niemu - mówi.

Edyta Olszówka wychodzi z założenia, że w życiu nie kocha się tylko raz, a każde kolejne uczucie może być tak samo wielkie jak poprzednie.

- Zakochać się jest bardzo łatwo. Często bywałam zakochana, ale jestem jak zapalniczka - szybko się zapalam i szybko gasnę. Nie potrafię też trwać w związku, w którym uczucie dogasa. Kiedy dochodzę do wniosku, że związałam się z niewłaściwym mężczyzną, nie ma mowy o tym, by szukać winnego, analizować popełnione błędy. Mówię sobie: "To koniec" i odchodzę - wyznała w wywiadzie, dodając, że znacznie trudniej niż się zakochać jest... odkochać się.

- Trzeba znaleźć sobie lekarstwo na miłość - środek kojący cierpienie. Trzeba zająć sobie głowę czymś innym, czymś równie tajemniczym i pięknym jak miłość. Może dlatego najważniejsza jest w moim życiu praca... To moja największa miłość, pasja, sposób na wyżycie się. Dopiero później są uczucia. Takiego dokonałam wyboru - twierdzi.

Dowiedz się więcej na temat: Czas honoru | Edyta Olszówka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje