Reklama

Grey's Anatomy

Chirurdzy

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 880
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Chirurdzy": Złość i ból fanów

Choć pracuje na jednym planie już 12 lat, nie czuje się zmęczona. O serialu i perypetiach bohaterki rozmawiamy z największą gwiazdą „Chirurgów”, Ellen Pompeo.


Reklama

Za nami bardzo udany 12. już sezon "Chirurgów". Jak myślisz, co wpłynęło na jego sukces?

Ludzie chcieli przekonać się, jak radzi sobie Meredith, która straciła miłość swojego życia. Jest wiele osób, co doświadczają tego naprawdę w swej codzienności. To interesujące oglądać, jak ludzie stawiają czoło temu niemożliwemu i zmieniają je w możliwe.

Jak się czułaś, kiedy fani zapowiedzieli bojkot serialu po tym, gdy uśmiercono Dereka?

- Doskonale rozumiem ich złość, obawy i ból. Nikt nie chciał stracić Patricka - wszyscy wiedzieli, jak cenny jest dla serialu. To nie był nasz wybór. Oboje podpisaliśmy kontrakt na kolejne dwa lata, więc to, co wydarzyło się, było nagłe i zaskakujące. Nie miałam żalu, kiedy fani pisali, że serial nie istnieje bez Dereka i nie będą go dalej oglądać. Rozumiałam to. Co jednak najbardziej mnie zabolało i zezłościło, to sposób, w jaki atakowano Shondę (Rhimes, producentkę) - jakby miała jakiś wybór. Wyjaśniła, dlaczego musiała go uśmiercić. Gdyby pognał na białym koniu w stronę słońca, rodziłoby się pytanie: "Jak mógł zostawić Meredith?". Ich historia miłosna byłaby zrujnowana. Jeśli odszedłby dumnie, nie byłby już tym rycerzem w lśniącej zbroi. Dodatkowo fani zawsze wyczekiwaliby jego powrotu.

Miałaś swoje ulubione momenty w minionym sezonie?

- Niewątpliwie moim ukochanym "kawałkiem" historii był wątek Penny. To było świetne posunięcie, by wróciła, ale także kolejny sprawdzian dla Mer. Wspaniale też wspominam pracę nad odcinkiem wyreżyserowanym przez Denzela Washingtona.

Co takiego jest w postaci Mer, że nadal chce Ci się ją grać?

- Zmiany. Za każdym razem czeka coś nowego, kolejna wielka historia do opowiedzenia. Na tym etapie każda zmiana jest ekscytująca i fajna do zagrania. Nowe postaci, nowi aktorzy, którzy cały czas dołączają do serialu.

Myślisz, że na Mer czeka jeszcze coś ciekawego?

- Nie ma innej opcji. Nie bez powodu Shonda jest obecnie najlepszym producentem seriali telewizyjnych. Ufam jej. Jestem z nią już 12 lat i nigdy mnie nie zawiodła, więc nie widzę powodu, żeby tym razem miało być inaczej. Z niecierpliwością czekam na jej kolejne pomysły i wizje.

Czy były jednak momenty, gdy sama potrzebowałaś przekonania, że historia Meredith ma jeszcze coś do zaoferowania?

- Jasne, że tak. Kiedy występujesz w serialu, który jest już na antenie od dobrych kilku lat, w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać: "Co można jeszcze napisać dla postaci?". Na razie nie dyskutowaliśmy o nadchodzącym sezonie, ale zawsze rozmawiamy o tym dokąd zmierzamy, co zrobimy i zadajemy pytania. I chociaż Shonda nie zawsze ma gotową odpowiedź, ufam, że w odpowiednim momencie ją znajdzie. W życiu musisz brać to, co dobre i to, co złe. Nie możesz opuszczać statku, bo miałaś kiepski sezon albo kilka gorszych odcinków.

W przedostatnim odcinku tego sezonu Mer dała się ponieść chwili z Riggsem. W finale dowiedziała się, że Nathan wpadł w oko jej siostrze Maggie. Chyba szykuje się trójkąt...

- Już nie mogę się doczekać. Cieszę się, że tak potoczyła się akcja. On jest bezpieczną opcją dla Meredith - nikt go nie lubi i ona zdaje sobie sprawę z tego, że nie mogłaby stworzyć z nim poważnego związku. To będzie fajny trójkąt. Przypuszczam i mam taką nadzieję, że będzie napisany inaczej niż kiedyś. Nie chciałabym powtórki z rozrywki. Minęło 10 lat, więc liczę, że i Meredith będzie zachowywać się w inny sposób, niż dekadę temu.

Jakie to uczucie, wiedzieć, że pomogłaś zbudować imperium "Shondaland"?

- Wielka duma. Shonda nie tylko robi dobre seriale, ale zmieniła standardy tworzenia produkcji telewizyjnych.


Świat Seriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje