Reklama

Dorota Pomykała kochała się w Marku Grechucie, ale on dał jej kosza!

Dorota Pomykała, czyli Alicja Milewska-Cieplak z "Brzyduli", była jedną z wielu aktorek, które w młodości wzdychały do Marka Grechuty. - Na jego widok uginały się pode mną nogi - wspomina i dodaje, że gotowa była zrobić wszystko, byle tylko piosenkarz zwrócił na nią uwagę. On jednak nie był zainteresowany romansowaniem ze swymi fankami...

Dorota Pomykała była jeszcze studentką krakowskiej szkoły teatralnej, gdy straciła głowę dla Marka Grechuty, który - jak twierdziła jej koleżanka, również po uszy zakochana w nim Iwona Bielska - "spełniał wszystkie warunki ideału dla lekko egzaltowanych dziewcząt".

W latach 70. ubiegłego wieku Marek Grechuta rzeczywiście był bożyszczem. Tysiące młodych kobiet marzyło, by to do nich zwracał się słowami "Będziesz moją panią" z jednej ze swych piosenek. Kiedy w 1976 roku związał się z "Piwnicą pod Baranami", studentki krakowskiej PWST - w tym 20-letnia wówczas Dorota Pomykała - chciały zwrócić na siebie uwagę kierującego legendarną sceną Piotra Skrzyneckiego, by dostać angaż i znaleźć się w pobliżu swego idola...

Reklama

- Jedyną drogą, by pracować z Markiem Grechutą, była "Piwnica". Wtedy, gdy chciało się tam wystąpić, to trzeba było spotkać się z Piotrem Skrzyneckim i powiedzieć, o co chodzi. On robił próbę i dopuszczał lub nie. A potem był już krok, aby pójść do Marka i powiedzieć, że chce się z nim pracować. Mnie się udało - wspomina aktorka.

Dorota Pomykała bardzo zazdrościła Krystynie Jandzie, gdy w 1977 roku Marek Grechuta podarował jej piosenkę "Guma do żucia" i w dodatku wspierał ją podczas festiwalu w Opolu.

- Jak ja chciałam być wtedy na miejscu Krysi! Która kobieta nie ulegała wówczas czarowi Marka? W nim było to, co lubimy najbardziej: i kowboj, i poeta, czyli wszystko. O takim mężczyźnie to się marzyło od rana do wieczora. Działała na nas i poezja, i jego amorkowaty, efemeryczny wygląd. W jego poezji była taka męskość. Tak chciałam, by ze mną coś nagrał - opowiada odtwórczyni roli felczerowej Eleonory Sobierajowej w "Blondynce".

Marzenie Doroty Pomykały o współpracy z Grechutą spełniło się dopiero w 1981 roku. Była jedną z dwóch aktorek (obok Urszuli Kiebzak), które Marek zaprosił do współpracy przy realizacji swojej siódmej płyty. Na "Śpiewających obrazach" Dorota śpiewa z nim w duecie m.in. słynny "Piruet na polnej drodze".

- Marek postrzegał mnie jako osobę delikatną, eteryczną, wrażliwą. Taką, jaka się chowałam przed światem. A on to "wyciągnął" i światu pokazał - wspominała w wywiadzie.

Grechuta, choć nazywał Dorotę swoją muzą, kontakty z nią starał się ograniczać do jedynie zawodowych. Nie był zainteresowany... romansem z nią i trzymał ją na dystans. W jego życiu liczyła się tylko jedna kobieta - żona Danuta.

Dorota Pomykała w końcu "odpuściła" Markowi. Doszła też do wniosku, że - to jej słowa - nie będzie drugą Ewą Demarczyk i odeszła z "Piwnicy pod Baranami".

- Odechciało mi się śpiewać - twierdzi i dodaje, że zawsze uważała, że jeśli się śpiewa, to albo genialnie, albo wcale.

Dorota Pomykała nigdy nie przestała podziwiać Marka Grechuty. Gdy 9 października 2006 roku dowiedziała się, że zmarł w wyniku niewydolności krążenia, nie mogła uwierzyć, że już nigdy go nie zobaczy, nie usłyszy na żywo...

- Była w nim zaduma i melancholia. W stosunku do kobiet zawsze był szarmancki, uroczy, ciepły. Oczarowywał... Każda to czuła - powiedziała, wspominając go.

Zbliża się Polsat SuperHit Festiwal! Zagłosuj na swojego ulubionego artystę!

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy