Reklama

Bronisław Wrocławski gryzie swoje studentki? Byli wychowankowie bronią aktora!

Bronisław Wrocławski, czyli Jerzy Marczak z "Barw szczęścia", od wielu lat wykłada aktorstwo w łódzkiej filmówce, ale dopiero niedawno wyszło na jaw, że wobec swoich studentów - a zwłaszcza studentek - zdarza mu się stosować niekonwencjonalne metody nauczania. W obronie aktora-profesora stanęło jednak wiele znanych gwiazd!

W swym słynnym już liście o nadużyciach, jakich wykładowcy łódzkiej szkoły filmowej dopuszczają się wobec swoich studentów, Anna Paliga wymieniła nazwiska kilkorga pedagogów, których karygodne zachowania od lat zamiatane są pod dywan. Wśród wykładowców wskazanych przez Annę Paligę jako przemocowców znalazł się m.in. aktor Bronisław Wrocławski. 

"Proza rok II, prof. Bronisław Wrocławski wyciągnął studentkę na środek sceny, po czym pogryzł ją od dłoni do szyi na oczach całej grupy, po to żeby pokazać drugiemu studentowi, jak gra się pożądanie" - napisała Anna Paliga.

Reklama

Odtwórca roli Jerzego Marczaka w "Barwach szczęścia" nie zdecydował się skomentować oskarżeń, jakie skierowała pod jego adresem była studentka. W jego obronie nieoczekiwanie stanęli natomiast inni byli podopieczni. W oświadczeniu wydanym przez absolwentów rocznika 1998-2002 wydziału aktorskiego, których opiekunem był właśnie Bronisław Wrocławski, czytamy, że mieli szczęście, bo trafili na znakomitych pedagogów.

"Profesor Bronisław Wrocławski swoją charyzmą, energią i zaangażowaniem zarażał nas pasją zawodu. Uczył tego, jak nie bać się być na scenie, jak tworzyć, jak pokonywać swoje ograniczenia fizyczne i psychiczne. Nigdy nie zdarzyło się jednak, żeby przekroczył jakiekolwiek granice, poza którymi czulibyśmy się zastraszeni lub wykorzystani" - napisali  wychowankowie aktora.

Z listu do władz uczelni, pod którym podpisali się m.in. Rafał Cieszyński, Krzysztof Czeczot, Sylwia Juszczak i Magdalena Margulewicz, wynika, że Bronisław Wrocławski wspierał swoich studentów i że ludzie, których uczył aktorstwa, zawsze mogli na niego liczyć.

"Podkreślamy z całą stanowczością - nie ma w nas zgody na przemoc w żadnej postaci. Uważamy, że winni krzywd powinni ponieść konsekwencje. Nie akceptujemy zmowy milczenia. Chcemy jednak mocno zaznaczyć, że nie wszyscy profesorowie stosowali takie praktyki" - czytamy w oświadczeniu.

W obronę wziął Bronisława Wrocławskiego także Piotr Olkusz - pracownik Instytutu Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego - który doskonale zna byłego dziekana wydziału aktorskiego szkoły filmowej... ze sceny. 

"Wrocławski był długo główną twarzą Teatru Jaracza: nieustannie przypomina mi się, że z trzech przeciętnych tekstów Erica Bogosiana uczynił spektakle, które elektryzowały widzów, stając się dla wielu z nich synonimem najlepszego aktorstwa. Przez niemal dwie dekady w "Seksie, prochach i rock and rollu" grał jak grał, a publiczność go kochała. Gdy pierwszy raz czytałem opis Anny Paligi o tym, jak miał demonstrować innym studentom właściwe tworzenie roli, przez chwilę nie wiedziałem, czy nie jest to opis jego gry w spektaklu na podstawie Bogosiana, bo pożądanie grał tam bardzo podobnie" - stwierdził Piotr Olkusz w tekście "Filmówka się łamie" opublikowanym właśnie na portalu teatralny.pl.

Bronisław Wrocławski wkrótce stanie przed specjalną komisją, która bada sprawę przemocy w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, Filmowej i Telewizyjnej w Łodzi. Już 12 kwietnia do publicznej wiadomości podane zostaną pierwsze ustalenia w sprawie, którą w swym przejmującym liście otwartym opisała Anna Paliga. 

Wiele wskazuje na to, że gwiazdor "Barw szczęścia" zostanie oczyszczony z zarzutów znęcania się nad studentami...

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje