Reklama

Barwy szczęścia

Ocena
serialu
8,3
Bardzo dobry
Ocen: 16368
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Barwy szczęścia": Świeży powiew - rozmowa z Olgą Bończyk

Przez wiele lat grała w "Na dobre i na złe" lubianą przez widzów doktor Edytę Kuszyńską, a teraz będzie miała okazję stworzyć kolejną ciekawą postać serialową w "Barwach szczęścia". Wcieli się w adwokatkę Sylwię, która znacząco wpłynie na życie Marka Złotego. Najpierw będą ze sobą walczyli w sądzie, a potem połączy ich romans! Trudno ocenić jej niektóre zachowania; w tym wątku pojawią się elementy rodem z thrillerów. Moja bohaterka pojawi się w trudnych okolicznościach, będzie wzbudzała mieszane uczucia.

Od kilku lat rzadko występuje pani w serialach. Znudziła się pani praca przed kamerą?

- Myślę, że stało się odwrotnie - to o mnie zapomniano. Po raz pierwszy stanęłam przed kamerami serialu już ponad piętnaście lat temu na planie "Na dobre i na złe". Od tego momentu nie ukrywam, że taka praca sprawia mi ogromną przyjemność. Teraz, przy okazji zdjęć do "Barw szczęścia", znowu mogę robić to, co lubię. Miło jest stanąć przed kamerą u boku kolegów aktorów i cieszyć się każdą zagraną sceną.

Jak to możliwe, że dobra aktorka, której praca na planie sprawia przyjemność, tak rzadko pokazuje się widzom w telewizji?

- Po wygaśnięciu mojego wątku w "Na dobre i na złe" liczyłam, że ktoś się o mnie upomni i zaproponuje rolę w innym serialu lub filmie, ale tak się nie stało. Być może dlatego, że jestem artystką, która nie dopomina się o pracę. Nie chodzę i nie pukam do drzwi producentów. Nie dlatego, że nie chcę grać, po prostu brakuje mi odwagi. Czuję się skrępowana faktem, że miałabym w taki sposób zdobywać role.

Przypuszczam, że nigdy nie zmusiła pani do tego sytuacja zawodowa - gra pani w wielu spektaklach, koncertuje.

- Dużo pracuję, mój kalendarz jest wypełniony po brzegi. Nigdy nie miałam poczucia, że siedzę w domu i nic nie robię. W końcu dostałam propozycję od producentów serialu "Barwy szczęścia", z której - nie ukrywam - bardzo się ucieszyłam. Wróciłam do pracy przed kamerą, której mi brakowało. Wiem, że długo nie było mnie na ekranach telewizorów, ale jest tego pozytywny efekt. Nie opatrzyłam się jak niektórzy aktorzy. Wielu widzów czeka na mój powrót; myślę że dzisiaj mogę być świeżym powiewem.

Reklama

Sylwia, którą pani gra w "Barwach szczęścia", pojawi się w życiu Marka i rodziny Pyrków w dość skomplikowanych, niejednoznacznych okolicznościach.

- Moja bohaterka będzie reprezentować w sądzie firmę wypożyczającą samochody, której proces wytoczy Marek (Marcin Perchuć - przyp. aut.). Złoty będzie próbował dowieść, że auto, które wynajął, było uszkodzone i z tego powodu doszło do śmiertelnego wypadku z udziałem Marysi (Iza Kuna - przyp. aut.). Będzie oskarżał przełożonego Sylwii o niedopełnienie podstawowych warunków umowy. Rozegra się batalia o odszkodowanie, Marek podejmie walkę o sprawiedliwość i lepszą przyszłość dla pięciorga dzieci Marii, którymi się opiekuje. Moja bohaterka pojawi się w trudnych okolicznościach, będzie wzbudzała mieszane uczucia. To dobry początek historii, który umożliwi dokonanie przewrotu w kolejnych odcinkach.

Sylwii zrobi się szkoda osieroconych dzieci Pyrków?

- Zaczniemy od sytuacji, w której moja bohaterka będzie po drugiej stronie barykady w stosunku do postaci Marka, jak wszyscy wiemy, uwielbianej przez miłośników serialu. Początkowo będzie walczyła, żeby firma nie wypłaciła odszkodowania, ale historia rodziny Pyrków ją poruszy; zaczną nią targać wątpliwości natury moralnej. W konsekwencji Sylwia zacznie działać na szkodę pracodawcy. Pomoże Złotemu, ale straci posadę i zostanie na lodzie.


Odnoszę wrażenie, że pani bohaterka i Marek ewidentnie mają się ku sobie...

- Wygląda na to, że będą mieli romans. Tak wynika ze scen, które do tej pory nakręciliśmy. Sylwia, jakiś czas po zakończeniu procesu, rzekomo przypadkowo, spotka Marka. To niejednoznaczna postać, nie wiem, jakie ma zamiary i w jaką stronę rozwinie się ten wątek. Trudno ocenić jej niektóre zachowania; w tym wątku pojawią się elementy rodem z thrillerów. Może okaże się, że ma skłonności psychopatyczne, albo że jest dobrotliwą, ciepłą kobietą, zobaczymy. Z tego, co wiem, Ilona Łepkowska zadbała, żeby było żarliwie, a być może i krwawo. Wierzę, że ten wątek będzie się wyróżniał i od początku przykuje uwagę widzów.
 
Brzmi bardzo zachęcająco.

- Traktuję tę rolę jako kolejny bonus od pana Boga. Moja rola została dobrze wymyślona i jest bardzo interesująco pisana przez scenarzystów, z czego się cieszę. Będą się działy różne rzeczy, które spowodują zawirowania w życiu kilku bohaterów. I dobrze - to napędza nas, aktorów, żeby coś kreować, a nie tylko odtwarzać.
Na planie "Barw szczęścia" mam przyjemność pracować u boku aktorskich osobowości - Oli Popławskiej (serialowa Nina - przyp. aut.) i Marcina Perchucia. Są świetni, gra z nimi sprawia mi wiele radości. Jestem szczęśliwa, bo mogę znowu stanąć przed kamerą z poczuciem, że robię dobrą robotę.


Trzymam kciuki, żeby pani rola w "Barwach szczęścia" się rozwijała, i za premierę teatralną.

- Piątego września po raz pierwszy zaprezentowaliśmy publiczności spektakl "Zdobyć, utrzymać, porzucić 2. Rozstania i powroty", drugą część lubianej sztuki "Zdobyć, utrzymać, porzucić". Gramy w warszawskim Teatrze Capitol w tym samym składzie, z Kasią Żak, Kasią Zielińską i Moniką Dryl, poszerzonym o Władka Grzywnę, który gra mężczyznę, którego porzucamy i do niego wracamy. Bardzo zabawny spektakl - serdecznie zapraszam.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

www.barwyszczescia.tvp.pl/

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Olga Bończyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje