Reklama

Barwy szczęścia

Ocena
serialu
8,3
Bardzo dobry
Ocen: 15258
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Barwy szczęścia": Miłość na scenie, miłość na ekranie - rozmowa z Michałem Rolnickim

Bohater Michała Rolnickiego Łukasz, który pojawił się w pierwszym odcinku "Barw szczęścia" wyemitowanym po wakacjach, znacząco wpłynie na kilka wątków serialu. Gdy dowie się, że jest biologicznym ojcem Ksawerego juniora, będzie się tego wypierał. Z czasem zmieni podejście - zgodzi się zostać dawcą szpiku kostnego dla chorego syna i zbliży do Kasi Górki. Tylko co na to jego żona?


Reklama

Jak się czuje warszawiak na Śląsku?

- Czas leci bardzo szybko, od ośmiu lat jestem etatowym pracownikiem Teatru Śląskiego w Katowicach. Widzę tam duży potencjał, możliwości, czuję dobrą energię. To tykająca artystyczna bomba zegarowa, która może wybuchnąć w każdej chwili. Takie poczucie i walory tego miejsca rekompensują wszelkie niedogodności, na przykład nieraz dość męczące dojazdy. W Katowicach trzymają mnie także znajomi. Gdybym przestał tam przyjeżdżać, pewnie z czasem te relacje by się pourywały, czego byłoby mi żal.

- Na Śląsku czuję się bardzo dobrze. Mentalność ludzi, którzy stamtąd pochodzą, jest niesamowita. Zasady, siła, uczciwość, bezkompromisowość. Jest albo tak, albo tak, trochę jak w westernie. Śląsk to Śląsk, wyjątkowe miejsce i wyjątkowi ludzie. Doświadczyłem tego wiele razy. Na początku byłem zdziwiony niektórymi postawami i zachowaniami, ale z czasem przyszło zrozumienie. Poznałem tamtejszą specyfikę i przekonałem się, z czego wynikają, jakie jest ich źródło.

Nie myślałeś o tym, żeby przenieść się na stałe do jakiegoś warszawskiego teatru, na przykład Kamienica, gdzie grasz w spektaklu "Porwanie Sabinek"?

- Ten teatr działa na innych zasadach, nie zatrudnia etatowych aktorów. Cieszę się, że tam gram; gdy z propozycją roli zadzwonił do mnie pan Emilian Kamiński, który stworzył to miejsce, było mi niezwykle miło. Ciepły, dobry człowiek. Spotkania z tak wartościowymi ludźmi przestawiają priorytety, nagle co innego staje się ważne, na co innego zaczyna zwracać się uwagę. Jestem pod wielkim wrażeniem teatru Kamienica, klimatu, która tam panuje, i przede wszystkim ludzi z nim związanych.

Grasz również w spektaklu "Ciotka Karola 3.0" w Teatrze Kwadrat.

- Po spędzeniu trzech miesięcy na próbach w teatrze Kamienica zacząłem tęsknić za moją macierzystą sceną na Śląsku, ale tęsknota musiała obejść się smakiem, bo zadzwonił do mnie Andrzej Nejman, dyrektor Teatru Kwadrat. Przyjąłem jego propozycję, mimo że miałem pewne obawy. Zastanawiałem się, czy to dobrze, że - po "Porwaniu Sabinek" - zagram w kolejnym lżejszym gatunkowo spektaklu, w dodatku na tyle wiekowym, że początkowo trudno było mi przełożyć go na teraźniejszą scenę. Po przeczytaniu tekstu, wątpliwości się rozwiały. Andrzej Nejman zostawił tylko szkielet opowieści z pierwowzoru zręcznie go uwspółcześniając. Cieszę się, że biorę udział w tym przedsięwzięciu; przy okazji spotkałem starych znajomych i poznałem nowych.

Katarzynę Glinkę znałeś wcześniej, czy spotkaliście się przy okazji pracy nad tym spektaklem?

- Spotkaliśmy się pierwszy raz w Teatrze Kwadrat. Kasia i Ania Cieślak grają w dublerze kobietę, o której względy stara się mój bohater.

Pytam o Katarzynę, bo pracujecie razem także na planie "Barw Szczęścia". Mam przeczucie, że w serialu będziecie grać podobną relację jak w spektaklu...

- Są podobieństwa - i tu, i tu mój bohater walczy o względy postaci, które gra Kasia. Inne są tylko okoliczności i zdarzenia, które budują te historie. Akcja spektaklu osadzona jest w Oksfordzie, "Barw szczęścia" - w Warszawie, bohaterowie mają inne charaktery, ale droga do uczucia wygląda tam samo. To, mocno upraszczając i uogólniając, pokazuje, że potrzeby związane z miłością są uniwersalne.

Jak zacznie się znajomość Kasi Górki i twojego bohatera?

- Łukasz Sadowski, którego gram, jest dziennikarzem. To jego praca, ale i pasja, jest w stanie dużo jej poświęcić. Żeby zbadać pewną aferę i napisać o tym artykuł, został dawcą w banku nasienia. Chciał przekonać się, na jakich zasadach działają takie instytucje, ale sytuacja wymknęła się spod kontroli. Nieoczekiwanie w życie Łukasza wplątała się Kasia Górka, na świat przyszedł Ksawery junior. Gdy okazało się, że choruje na białaczkę, jego mama postanowiła odnaleźć mojego bohatera, który - jako biologiczny ojciec - jest idealnym dawcą szpiku kostnego. W końcu dopnie swego, dojdzie do spotkania.

Jak zareaguje Łukasz? Zgodzi się pomóc?

- Na początku będzie się wypierał - powie Kasi, że ktoś wprowadził ją w błąd. Wstrząśnie nim, że jego dane, które miały być utajnione, wyciekły, że ktoś dowiedział się o jego tajemnicy. Poczuje się oszukany, emocje wezmą górę - nie zgodzi się zostać dawcą. Nie oceniam jego zachowania, bo ludzie w obliczu takich okoliczności zachowują się różnie. To są trudne, niejednoznaczne momenty; nagle dzieje się coś, co wszystko zmienia, w obliczu czego człowiek często nie myśli racjonalnie, nie jest sobą, zachowuje się nieoczekiwanie nawet dla samego siebie. Robi rzeczy, których się później wstydzi, ma poczucie, że w normalnych okolicznościach zachowałby się zupełnie inaczej.

Ale chodzi o życie dziecka, to wyjątkowa sytuacja!

- Łukasz to człowiek, który chciałby, żeby wszystkim dobrze się wiodło, chętnie pomaga, rozwiązuje problemy, ale nie jest zawieszony w próżni. W tym wypadku ratując Ksawerego juniora skrzywdziłby swoją żonę. Gdy dowie się, że jest ojcem, jego świat się zachwieje. Jak często bywa w życiu, tragedie zbliżają ludzi. Tak będzie w przypadku Łukasza i Kasi.

Co na to żona Łukasza?

- Jeszcze się nie poznaliśmy (śmiech). Ta postać niedługo pojawi się w serialu i wejdzie na pole walki. To kolejny wątek, który wzbogaci historię Łukasza. Sporo się wydarzy, ale to naturalne. Na początku, gdy wprowadzany jest nowy bohater, wnosi swoją historię, bagaż doświadczeń. Problemy techniczne zaczynają się po jakimś czasie, bo sytuacja się uspokaja. Jest mniej możliwości, scenarzyści muszą się gimnastykować.

Musisz mieć w sobie coś z dziennikarza, bo często jesteś obsadzany w tej roli.

- Rzeczywiście, kilka razy grałem dziennikarza. Może jakiś wpływ ma na to moje podejście do pisania, zwłaszcza powieściopisarstwa, które uważam za najwyższą ze sztuk. Książki powstają bez żadnej podpórki, z niczego, ich budulcem jest tylko wyobraźnia autora. Nie jestem molem książkowym, ale staram się dużo czytać.

Czytanie do dla ciebie forma relaksu?

- Staram się, aby tak właśnie było, ale często to element mojej pracy. Przekładam na role to, co przeczytam. Czystą formą relaksu jest dla mnie sport, w którym mam bezpośredni kontakt z przeciwnikiem i muszę reagować na jego zachowania, być w pełni skupionym, czujnym, rywalizować. To wyzwala adrenalinę i daje satysfakcję. Ostatnio najlepszym tego przykładem jest dla mnie squash, który uważam za jeden z najbardziej dynamicznych sportów.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

Dowiedz się więcej na temat: Barwy szczęścia | Michał Rolnicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje