Barwy szczęścia

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 14483
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Barwy szczęścia": Jestem kameleonem

„Życie jest jedno, więc trzeba je przeżyć najpiękniej, jak się da” – napisała na swoim profilu Joanna Moro. Aktorka intensywnie pracuje na planie „Barw szczęścia” i nowego projektu, którego premiera tuż-tuż. A w wolnym czasie cieszy się każdą chwilą.

Od października po dłuższej przerwie widzowie znów będą mogli oglądać cię w "Barwach szczęścia". Cieszysz się na ten powrót?

Reklama

- Bardzo. Czekałam na to! Choć na co dzień mam sporo pracy, bo gram w trzech sztukach teatralnych, to nie narzekam, bo kocham teatr. Marzyłam, by rozwijać się na scenie, bo wtedy czuję sens mojej pracy i spełniam się jako aktorka. Oczywiście czasem brakowało mi planu zdjęciowego i, gdy producenci zgłosili się do mnie z taką propozycją, od razu podjęłam wyzwanie. Nagrywamy zdjęcia do pierwszych odcinków z moim udziałem i scenariusz wygląda interesująco.

Życie mojej Zosi nabiera barw. I cieszę się, że będzie mogła wnieść trochę kolorów także do życia Chowańskiego, którego gra Jacek Rozenek.

Kasia Zielińska odchodzi, miejsce u boku Artura zostaje puste. Szykuje się gorący romans...

- Oj, nie mogę zdradzić, bo widzowie nie będą mieli przyjemności z oglądania. Powiem tylko, że im pikantniej i kolorowiej w życiu, tym ciekawiej (śmiech). A mój wątek będzie ciekawy, czasem nawet sensacyjny. A już najbardziej się cieszę, że ja, Joanna Moro, wreszcie będę mogła pokazać, że jestem kameleonem.

Jak wiele masz twarzy, pokazałaś już w pewnym show (śmiech).

- Masz na myśli polsatowski program "Twoja twarz brzmi znajomo"? Gdy brałam w nim udział, ludzie do mnie podchodzili, mówiąc: "Jaka ty potrafisz być zmienna. Nie mogłem uwierzyć, że to ty!". To było bardzo miłe.

Po wakacjach startuje 8. edycja "TTBZ". Co byś poradziła śmiałkom, którzy w niej wystąpią?

- Na plan powinni zabrać sporą dawkę dobrego humoru i dystansu do wszystkiego, co nas otacza. Grunt to dobrze się bawić i czerpać satysfakcję już z samego faktu, że podjęło się wyzwanie. Bo wierz mi, udział w "TTBZ" wymaga nie lada talentu, opanowania, cierpliwości i żelaznej kondycji. Trzeba być dobrym wokalistą, aktorem, showmanem. Widzom mogło się wydawać, że świetnie się tam bawiłam, ale nie widzieli, ile pracy włożyłam w każdą piosenkę. Jak długo się przygotowywałam, trenowałam i jak denerwowałam się, gdy coś mi nie wychodziło i wciąż było nie tak, jak chciałam. Dobrze bawiłam się w "Tańcu z gwiazdami". Kocham tańczyć i na próbach byłam tak szczęśliwa, że niemalże unosiłam się metr nad ziemią. W "TTBZ" to była wyczerpująca harówka, ale dawała mi ogromną satysfakcję (śmiech). I powiem ci szczerze, że chyba bym tego jednak nie powtórzyła. Za to mocno kibicuję Mariuszowi Ostrowskiemu, z którym grałam ostatnio w "Blondynce". Jest świetny, bardzo utalentowany, ale jednak chyba odrobinę niedoceniany.

Program "TTBZ" otworzył ci kolejne drzwi. Zła passa - albo klątwa, jak niektórzy mówią - po "Annie German" minęła?

- "Anna German" to był wspaniały czas. Nie postrzegam tego, co się zdarzyło lub nie po "Annie", jako coś złego. W grudniu miałam premierę "Lekcji stepowania" w Och-Teatrze, w reżyserii Krystyny Jandy. W obsadzie: Iza Dąbrowska, Krystyna Tkacz, Kasia Żak, Ela Romanowska, Ania Iberszer. W czerwcu ruszyliśmy ze sztuką "Skok w bok" w Capitolu. Tu z kolei gram z Moniką Krzywkowską, Robertem Wabichem, Adasiem Fidusiewiczem. Przygotowujemy też nowy projekt pt. "Lifting", który będzie można oglądać w Internecie, a oparty na sztuce hiszpańskiej. Krótkie, 6-10 minutowe filmiki opowiadać będą o kobiecych zmartwieniach, szczególnie tych urodowych. Świetna rzecz! Więc, jak widzisz, na brak pracy nie narzekam. A i tak najważniejsze jest szczęście moich najbliższych. Reszta to tylko dodatek.

À propos najbliższych, jesteście po wakacjach, czy jeszcze przed?

- Nie dzielę czasu na przed i po wakacjach (śmiech). Staramy się odpoczywać w każdej wolnej chwili. Cieszymy się życiem. Postanowiłam, że dopóki jestem młoda, nie będę leżeć na kanapie, więc cały czas jestem w ruchu, szczególnie, że moi synkowie kochają sport. Starszy, Mikołaj, jest miłośnikiem piłki nożnej, młodszy, Jeremi, uwielbia pływanie. A ja kocham bieganie i tenis. Mamy też tradycję, że każdego roku cała rodzina spotyka się nad Bałtykiem na Litwie. Już się cieszę na ten wspólnie spędzony czas.

Rozmawiała Małgorzata Pyrko

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje