Reklama

Aż po sufit!

Ocena
serialu
7,4
Dobry
Ocen: 170
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Aż po sufit!": Ich miłość, to super wątek

Kamil Szeptycki na wielkim ekranie debiutował rolą Alka w „Kamieniach na szaniec”. Teraz gra Tomka w „Aż po sufit!” i kończy studia aktorskie.

Jaki właściwie jest starszy syn Domirskich, w którego wcielasz się w serialu "Aż po sufit!"? To chyba taki Piotruś Pan - wieczne dziecko, dla którego życie jest nieustającą zabawą?

Reklama

- Tylko z pozoru. W gruncie rzeczy Tomek to wrażliwy, rodzinny chłopak, który bacznie przypatruje się otoczeniu, zawsze w bloku startowym, by ruszyć bliskim z odsieczą. Nieraz dowiódł, że w sytuacjach ekstremalnych można na niego liczyć. Fajna postać, na dobrej drodze, by zacząć dorastać.

Za sprawą Zośki (Alicja Juszkiewicz)? Ich rodzące się powoli uczucie jest jednym z najpiękniej poprowadzonych wątków.

- To w dużej mierze zasługa Ali, która potrafi wczuć się w klimat. Ma to coś, co sprawia, że granie z nią to czysta przyjemność. W trakcie castingów miałem sceny z wieloma dziewczynami, ale dopiero kiedy Ala weszła i popatrzyła mi w oczy, z tą swoją szczerością, otwartością, poczułem nadzieję, że to właśnie ją wybiorą. No i udało się!

Jesteś studentem PWST we Wrocławiu?

- Jeszcze tak. Dyplomy obroniłem w zeszłym roku, teraz kończę pisać pracę magisterską. Myślę, że potrwa to do grudnia, potem egzamin i - na tym koniec przygody ze szkołą!

Ale Twoja przygoda z aktorstwem zaczęła się wcześniej. Jako 13-latek zagrałeś w "Pierwszej miłości". Jak tam trafiłeś?

- Z agencji aktorskiej. Jestem wrocławianinem, "Pierwszą miłość" kręci się we Wrocławiu, agencja też była stąd. Zgłosiła mnie do niej mama, aktorka wrocławskiego teatru Capitol (Małgorzata Szeptycka), za kulisami którego jako dziecko spędzałem sporo czasu. Powoli dojrzewała we mnie myśl, by pójść tą drogą. W liceum wybrałem klasę o profilu teatralnym, potem były studia i tak oto, niejako z rozpędu, zostałem aktorem.

Masz za sobą debiut fabularny w "Kamieniach na szaniec" Roberta Glińskiego.

- Zagrałem żołnierza AK Aleksego Dawidowskiego, pseudonim Alek, postać historyczną, z którą bardzo związałem się emocjonalnie. W ogóle tematyka ta robi na mnie wrażenie. To zadanie niosło moc refleksji, było też dobrą szkołą zawodu. Stanąłem oko w oko z kamerą po drugim roku studiów, bez przygotowania! Czuję, że dużo mi to dało.

Teraz bierzesz udział w kolejnej produkcji historycznej, bardziej jeszcze oddalonej w czasie, bo przedwojennej - w "Bodo". Kogo tam grasz?

- Eugeniusza Cękalskiego, młodego, zdolnego reżysera, który odmienił polskie kino. Jego filmy zdobywały światowe uznanie. Bywalec festiwalu filmowego w Wenecji, propagator nowatorskiego stylu grania, do którego przekonał m.in. Bodo, odtwórcę głównej roli w jego przebojowych "Strachach" (1938), był człowiekiem nieprzeciętnym. Co ciekawe, spotykamy się tu w składzie zbliżonym do tego z "Aż po sufit!" - jest Karolina Staniec, Erika Karkuszewska i Piotr Żurawski, czyli mój kumpel Milo. Dopiero co wygłupialiśmy się na jednym planie, a po chwili stoimy wypomadowani, wymuskani, w eleganckich smokingach, jako przedwojenni dżentelmeni. Trudno nie parsknąć śmiechem!

Rozm Jolanta Majewska

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje