Zadowolona z życia
W "Apetycie na Życie" grana przez nią Lidka Rylska jest mamą dwójki niesfornych dzieci. W prawdziwym życiu 33-letnia Daria Widawska ma jednego syna. Czy planuje powiększyć rodzinę?
- Jak udaje Ci się połączyć karierę zawodową z życiem rodzinnym?
- To wcale nie jest takie trudne. Co więcej - to może być o wiele łatwiejsze, niż się komuś wydaje. Myślę, że kobiety, które pracują przez pięć dni w tygodniu od 8 do 16, mają ciężej. Ja z kolei na planie nie pojawiam się codziennie. Bywa, że całe dnie spędzam z synkiem. Oddaję mu wtedy w stu procentach moją uwagę i czas.
- Kto zajmuje się dzieckiem, gdy pracujesz?
- Niania i mąż, który także wykonuje wolny zawód i nie ma stałych ram czasowych.
- Bardzo często dla rodziców stanowi to problem, aby zostawić dziecko z opiekunką - bądź co bądź - obcą osobą. Miałaś także pewne obawy, opory?
- Nie, ponieważ niania mojego synka zajmowała się nim przy mnie, to znaczy, opiekowałyśmy się nim na zmianę - ona, gdy ja akurat miałam zdjęcia, ja - w przerwach między ujęciami. W ten sposób miałam dziecko stale przy sobie. Mogłam też poobserwować, jak opiekunka dogaduje się w moim synkiem. Dlatego gdy zostawiałam ich już samych, byłam spokojna.
- Jaką matką jesteś - nadopiekuńczą, rozpieszczającą?
- Rozpieszczam bez dwóch zdań, a staram się unikać nadopiekuńczości.
- Na planach zdjęciowych wiele razy współpracowałaś z dziećmi w różnym wieku. Który etap w ich rozwoju najbardziej Ci odpowiada?
- Trudno powiedzieć. W "39 i pół" mój serialowy syn Patryk miał 16 lat. Nasz kontakt był więc partnerski. Z kolei w "Apetycie na Życie" grałam z dwójką niesfornych dzieciaków w wieku około siedmiu lat. I muszę przyznać - to dopiero było wyzwanie! Nie dosyć, że próbowałam ogarnąć sytuację w scenie, czyli co do kogo mówię, jakie towarzyszą temu emocje i intencje, to jeszcze pilnowałam, aby np. nasi mali aktorzy stanęli w odpowiednim miejscu przed kamerą. Na szczęście trafiły mi się świetne dzieci. Serialowy Jasiek, czyli Olivier Kruszyński, po raz drugi grał mojego syna. Wcześniej spotkaliśmy się przy reklamie. Możliwość ponownej pracy z nim była dla mnie miłą niespodzianką.
- Na jakim jesteś obecnie etapie rozwoju swojego prywatnego dziecka?
- Synek zaczyna mówić. Z utęsknieniem czekam na moment, aż powie do mnie coś w ludzkim języku.
- Zdradza już jakieś talenty?
- Świetnie tańczy.
- Nauczyłaś się gotować dla niego?
- Poproszę o następny zestaw pytań (śmiech). Tak poważnie - nie ogarniam gotowania. Nigdy nie wiem, co mam zrobić z pięcioma garnkami i czterema palnikami. Ale chcąc nie chcąc - ze względu na synka - staram się to zmieniać.
- Czy z innymi obowiązkami domowymi też masz problem?
- Żadnego!
- Mówi się, że dziecko przewartościowuje patrzenie na życie. A jak jest w Twoim przypadku?
- Gdy przychodzi ono na świat, człowiek dostaje od życia sygnał, że nie jest sam, a jego potrzeby nie są najważniejsze - choć tak się do tej pory wydawało. Zmienia się wiele i na plus, i na minus, chociaż ogólny wynik jest dodatni.
- Myślisz o pomnożeniu potomstwa?
- Nie odpowiem na to pytanie, bo cokolwiek powiem, zostanie to przeinaczone. Jak wyznam, że marzę o drugim dziecku, to zaraz będzie się mówiło, że jestem w ciąży. A gdy stwierdzę, że nie chcę mieć dzieci, to zostanie mi przyklejona łatka jędzy, która chce skazać syna na jedynactwo.
- Na koniec - wyglądasz po prostu kwitnąco. Czemu to zawdzięczasz?
- Dziękuję za komplement. Ale nie mam pomysłu, czemu to zawdzięczam.
- Może czujesz się po prostu szczęśliwa?
- Szczęście to chyba za dużo powiedziane, ale zadowolona z życia - na pewno.