Reklama

"Anna German": Jedna chwila wystarczyła...

Mówili o niej „Biały Anioł polskiej piosenki”. Gdyby żyła,14 lutego obchodziłaby 84 urodziny. Po siedmiu latach do telewizji wraca serial o życiu artystki.

Kiedy 27 sierpnia 1967 roku w Forli koło Rawenny 31-letnia Anna German śpiewała pod rozgwieżdżonym niebem "Wróć do Sorrento", wydawało się, że świat stoi przed nią otworem.

Wkrótce jednak życie, o jakim skromna wokalistka z Polski marzyła dla siebie i swojej rodziny, miało się skończyć.

Serial o pełnym cierpienia życiu utalentowanej Anny German ponownie trafi do telewizji.

Już w piątek 28 lutego będzie go można zobaczyć w TVN 7!

Reklama

Tego dnia umarłam

W 1966 roku, po występie na scenie paryskiej Olimpii, o obdarzoną anielskim głosem piosenkarkę zaczęli zabiegać Włosi. Anna przez długi czas nie chciała jednak wyjeżdżać. W Polsce miała mamę, babcię i narzeczonego.

Ale to właśnie dzięki Włochom jako pierwsza i jedyna w historii polska artystka w lutym 1967 roku zaśpiewała na festiwalu w San Remo. Annę German wielbiono już nie tylko we Włoszech i w Polsce, ale również w ZSRR, Australii i Stanach Zjednoczonych.

Propozycje wyjazdów napływały ze wszystkich zakątków świata. Ona jednak długie tournée chciała poprzedzić wakacjami w Polsce. Plany przerwał tragiczny wypadek pod Bolonią.

- Tego dnia na Autostradzie Słońca umarłam - mówi w serialu grająca artystkę Joanna Moro. W przeciwieństwie do serialowej wersji wydarzeń, do wypadku doszło w nocy z 27 na 28 sierpnia, na drodze A-14 biegnącej z Rimini.

Włoski impresario piosenkarki Renato Serio zasnął za kierownicą, a czerwony fiat, którym jechali, wbił się w kamienną bandę. Siła uderzenia wyrzuciła Annę w dół zbocza. Ratownicy dopiero rano dowiedzieli się, że poza Renato w samochodzie był ktoś jeszcze. Diagnoza nie dawała bliskim żadnej nadziei.

Piosenkarka miała nigdy nie chodzić i nie śpiewać. Fani na całym świecie pogrążyli się w rozpaczy, w nieskończoność odsłuchując "Tańczące Eurydyki"czy "Chcę być kochaną". Przy unieruchomionej w gipsie artystce czuwali matka i ukochany Zbigniew, licząc się z tym, że koniec może nastąpić w każdej chwili.

Ale Anna wbrew wszystkiemu żyła! Trzy lata później, cudownie ocalona wróciła na scenę z płytą "Człowieczy los", a następnie z innymi utworami, w tym "Jedna chwila wystarczyła". Spełniła też swoje największe marzenie. W wieku 39 lat została matką.

Gwiazda na niebie

W serialu biografię wokalistki poznajemy poprzez historię jej rodziny. Córka Rosjanki pochodzenia holenderskiego i Polaka mającego korzenie niemieckie, urodziła się w Uzbekistanie.

To właśnie wpływ wielu kultur i dorastanie w cieniu wojny ukształtowały jej wrażliwość i muzykalność.

Ale nie wszystkie przedstawione na ekranie wątki pokrywają się z prawdą. W serialu Eugen został aresztowany, kiedy Ania miała sześć lat.

W prawdziwym życiu Germana wysłano do obozu, gdy jego córka miała rok, a syn jeszcze się nie narodził. Podczas pracy na planie często dochodziło też do spięć.

Rosjanie krytykowali m.in.fakt, że produkcję o rosyjskiej piosenkarce kręci polski reżyser Waldemar Krzystek.

Ale Anna nawet pod koniec życia podkreślała, że Polska była jej miejscem na Ziemi. To w niej spędziła swoje ostatnie chwile z ukochanymi mężem, synkiem i matką.

Biały Anioł zgasł 25 sierpnia 1982 r.,15 lat po wypadku we Włoszech. Na jej cześć nazwano tak gwiazdę krążącą między Marsem a Jowiszem.

"Myślałem, że będzie to film o osobie, która stoi u progu międzynarodowej kariery i wszystko przerywa bezsensowny wypadek" - wspomina reżyser. "W trakcie pracy zrozumiałem, że tragizm losu Anny German polegał na tym, że ona przez całe życie uciekała przed śmiercią".

Gdy zachorowała na raka kości, zrezygnowała z leczenia. "Pogodziła się z losem" - uważa Joanna Moro, która w serialu gra Annę German. Nie chciała poświęcać czasu na terapię, chciała przede wszystkim śpiewać i śpiewała do końca. Zmarła pokonana chorobą w wieku 46 lat.

Joanna Pasztelańska

Świat Seriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy