Reklama

9-1-1

9-1-1

Ocena
serialu
9,2
Super
Ocen: 34
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"9-1-1": Szalone wypadki, żarty na planie i bohaterstwo strażaków - rozmawiamy z Ryanem Guzmanem

Całkiem niedawno wraz z dziennikarzami z Bułgarii, Słowenii, Serbii oraz Kolumbii mieliśmy okazję wziąć udział w konferencji telefonicznej z Ryanem Guzmanem, aktorem znanym z roli Eddiego Diaza z serialu "9-1-1". Jakie sekrety zdradził nam aktor?

Na początek chciałam cię zapytać o to, jak dołączyłeś do obsady serialu "9-1-1"?  Czy miałeś okazję spotkać się z aktorami i twoim imiennikiem, Ryanem Murphym, przed rozpoczęciem zdjęć do drugiego sezonu?

- To niesamowita przygoda. Zagrałem w kilku serialach telewizyjnych, a w przypadku "9-1-1" współpraca z innymi aktorami układa się znakomicie, ponieważ jesteśmy dla siebie jak rodzina.

Reklama

- Przed rozpoczęciem zdjęć miałem okazję wraz z resztą obsady do udzielenia paru wywiadów, co jak się później okazało nie było częścią planu Olivera [Oliver Stark wciela się w serialu w rolę Bucka - przyp. red.].

- Z tego co mi wiadomo, Oliver oraz reszta chcieli mi na samym początku spłatać figla i nie zapraszać mnie na wspólne wyjścia. Jednak w dniu, w którym poznałem Olivera nic takiego się nie zdarzyło - tak naprawdę szybko się dogadaliśmy i jesteśmy przyjaciółmi.

Jak przygotowywałeś się do roli Eddiego? Czy zaskoczył cię jakiś aspekt pracy strażaka?

- Praca strażaka jest dla mnie fascynująca - wiele rzeczy może cię zaskoczyć, ponieważ nigdy nie wiesz do jakiego przypadku zostaniesz wezwany. Miałem okazję przyjrzeć się pracy strażaków w Los Angeles, spędziłem z nimi cały dzień: pracowałem z nimi, poznałem ich codzienne życie, wziąłem udział w kilku akcjach. Strażacy naprawdę są rodziną - zawsze się wspierają, biorą udział w rodzinnych imprezach. Jednak zobaczyć ich w akcji to zupełnie inna sprawa - zobaczyć, jak działają pod presją, jak dobrze wykonują swoją pracę... to niesamowite doświadczenie.

Czy masz z Eddiem jakieś cechy wspólne?

- Wkrótce sam zostanę ojcem, więc wcielenie się w taką postać jak Eddie to dla mnie pewnego rodzaju przywilej. Mogę nabrać trochę doświadczenia w byciu tatą. Za każdym razem, kiedy pracuję z Gavinem, aktorem który gra mojego syna Chistophera w serialu, jestem jeszcze bardziej szczęśliwy z tego, że będę ojcem. 

Serial "9-1-1" stał się hitem w bardzo krótkim czasie. Jak myślisz, co przyciągnęło widzów do tej produkcji?

- Jest wiele powodów. To serial dramatyczny, w którym wiele się dzieje. Stawka zawsze jest wysoka, ale w każdym odcinku znajdzie się sporo elementów komicznych. Ryan Murphy, Tim Minear i John Gray stworzyli serial dla każdego. Scenarzyści oparli historie na prawdziwych wydarzeniach i wpletli je do serialu. Oprócz tego stworzyli bohaterów, z których każdy reprezentuje określoną ścieżkę w życiu. Mamy Aishę [serialowa Hen - przyp. red.], czyli czarnoskórą lesbijkę, która jest strażakiem, więc  musi poradzić sobie z dyskryminacją. Z kolei Bobby (Peter Krause) zmaga się z uzależnieniem. Widzowie mogą więc utożsamiać się z serialowymi bohaterami, lub zainspirować ich działaniami. Każdy z odcinków kończy się morałem, przesłaniem, jak uczynić swoje życie lepszym. Bardzo mi się to podoba.

Wspominałeś w wywiadach, że trenujesz sztuki walki. Czy pomogło ci to w przygotowaniach do roli?

- Tak. I fizycznie, i psychicznie. Jednak fizyczne przygotowanie do tej roli było o wiele łatwiejsze, niż się spodziewałem. Obserwowałem strażaków i robiłem notatki - pod względem fizycznym ich trening nie różnił się za bardzo od tego, co robię na co dzień.   

Wielu z widzów sądzi, że sytuacje zaprezentowane w serialu są niewiarygodne. Jednak Tim Minear, jeden z twórców "9-1-1" stwierdził, że to właśnie te niewiarygodne przypadki są oparte na prawdziwych wydarzeniach. Czy jest taka sytuacja, w którą naprawdę nie mogłeś uwierzyć, że miała miejsce?

- Tak, wydaje mi się, że w przypadku większości odcinków ja i reszta obsady patrzymy na siebie z niedowierzaniem i zastanawiamy się, czy taka sytuacja naprawdę się wydarzyła. Zwykle Tim mówi, że tak, jak najbardziej. Jedni ludzie wsadzali głowy w rury wydechowe, a inni - zacementowali sobie głowy w mikrofalówce. Ten ostatni przypadek najtrudniej zrozumieć. Naprawdę nie potrafię pojąć jak można sobie zacementować głowę tylko po to, żeby zyskać parę wyświetleń w Internecie. Z drugiej strony - obserwuję to, co ludzie zamieszczają na Instagramie i chyba powoli zaczynam rozumieć.

- Jedno z wydarzeń w serialu nie miało tak naprawdę miejsca. Chodzi mi o trzęsienie ziemi w Los Angeles. To była raczej próba przedstawienia sytuacji, tego co mogłoby się wydarzyć, jak zachowaliby się bohaterowie. 

Obecnie na antenie możemy zobaczyć wiele seriali z bardzo skomplikowaną fabułą (dystopie, kryminały). Z drugiej strony nadal popularnością cieszą się seriale proceduralne, jak właśnie "9-1-1". Czy ich odbiorcą jest ten sam widz? Jak ci się wydaje? 

- Myślę że te seriale mają takiego samego odbiorcę. To naturalne, że każdego z nas interesuje dystopijna wizja przyszłości, bo ukazuje ona nasze lęki. Inni chcą z kolei oglądać bardziej optymistyczne wersje naszych losów. To dwa ekstremalne podejścia, ale sadzę że widzowie pragną równowagi. Dlatego oglądają różne seriale. 

 Lepiej być gwiazdą serialu telewizyjnego czy gwiazdą filmową? Dziesięć lat temu odpowiedź byłaby jednoznaczna.

- Od zawsze chciałem grać więcej w produkcjach filmowych, co nie znaczy, że nie lubię seriali. Jestem bardzo, bardzo, bardzo dumny z bycia częścią "9-1-1". Wydaje mi się, że dla aktora najważniejsza jest po prostu praca. Zostanie gwiazdą w dzisiejszych czasach jest dość złożone - aktorzy grają w serialach Netflixa, później w produkcjach stacji ogólnodostępnych, a potem jeszcze w filmach niezależnych. Nie ma jednej drogi. Nie zagrałem jeszcze w serialu produkowanym przez platformę streamingową, ale pozostałe ścieżki przebyłem. Dzięki temu zdobyłem doświadczenie i otworzyły się przede mną możliwości. 

Jednym z najciekawszych aspektów drugiego sezonu jest przyjaźń pomiędzy Eddiem i Buckiem. Czego możemy spodziewać się, jeżeli chodzi o ten wątek, w kolejnych odcinkach?

- Wszyscy kochają tę przyjaźń. Uwielbiam tych bohaterów oraz sposób, w jaki rozwinął się ich wątek. To bracia - zależy im na sobie, zawsze mogą na siebie liczyć. Z pewnością wpływ na to ma wiek - i Buck, i Eddie są dość młodzi, zbliżeni wiekowo. Podobnie jest z resztą obsady.  W tej chwili nie wiem do końca co planują scenarzyści. Chciałbym, żeby Eddie ułożył sobie życie - pogodził się z żoną, nie był samotnym ojcem. Buck próbuje się odnaleźć, dowiedzieć kim jest, ogarnąć swoje życie uczuciowe. Mam nadzieję, że będą się wzajemnie wspierać i dzięki temu  poradzą sobie z wieloma problemami w ich życiu prywatnym.  

Eddie bardzo szybko stał się członkiem grupy. Jak sądzisz, co jest jego największą zaletą? Co najbardziej podoba ci się w graniu tej postaci? 

- Eddie to osoba, która potrafi odnaleźć cień nadziei nawet w najgorszej sytuacji. Nawet w pierwszym odcinku, kiedy Buck nie pała sympatią do Eddiego i odbiera go jako zagrożenie. Stara się być częścią grupy, a to oznacza, że Eddie swoją pracę może wykonać tylko kiedy wszyscy współpracują. 

- Jedną z największych zalet mojej roli jest możliwość pracy z Gavinem. Ten chłopak ma zaraźliwy śmiech. Cierpi na mózgowe porażenie dziecięce i każdego dnia widzę, z jakim bólem musi się zmagać. Radzi sobie ze wszystkim jednak z niesamowitym optymizmem, radością. To jest niezwykle inspirujące. Zmusza cię to do spojrzenia na swoje życie i stwierdzenia, że naprawdę stać cię na więcej. Możliwość poznania Gavina oraz pracy z nim to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogły mi się przytrafić w "9-1-1". 

Będąc częścią "9-1-1" możesz nam powiedzieć kim jest prawdziwy bohater?

- Dla mnie pojęcie bohatera jest dość szerokie - obejmuje i matkę, i zamaskowanego wojownika. Bohater to ktoś, kto decyduje się pomóc innym, zamiast sobie; dbać o innych, mimo, że samemu można sporo stracić - to jedno z najtrudniejszych zadań w życiu. 

Jak opisałbyś strażaków w kontekście społecznym?

- Wielu ze strażaków oddziela życie prywatne od zawodowego. Wcześniej w swojej karierze miałem okazję zagrać weteranów lub żołnierzy - kiedy nie pracują bądź nie walczą, nie myślą o swojej pracy. Myślą o tym, co dzieje się wokół nich, jak najlepiej wykorzystać czas... Jeżeli nie przestają myśleć o pracy, to tak jak pielęgniarka czy lekarz, po prostu zwariują... przez traumę; przez te wszystkie okropne rzeczy, które muszą oglądać. Jak tylko kończą dyżur stają się innymi ludźmi. To są bohaterowie - stają się lepszą wersją siebie, aby pomóc innym.

Co zainspirowało cię do zostania aktorem?

- Tak naprawdę nigdy nie chciałem zostać aktorem. Zainteresowałem się aktorstwem w pewnym momencie mojego życia, więc zacząłem podpatrywać innych aktorów. Na początku nikt mnie nie zainspirował, ale jeżeli miałbym wybrać kogoś, kto wpłynął jakoś na moje życie i pomógł stać się lepszym człowiekiem, to był to Bruce Lee (...) Nie był może najlepszym aktorem na świecie, ale wyniosłem wiele z jego filozofii. Kim tak naprawdę jestem? Komu chcę zaimponować?

- Nowa praca jest dla mnie nową okazją; możliwością wyjścia poza moją strefę komfortu. Celuję w gwiazdy - jeżeli poniosę porażkę, to przed milionami. Jedyną osobą, której chcę zaimponować jestem ja sam. 

I ostatnie pytanie. Którym z miesięcy byłbyś w kalendarzu strażackim?

- Może czerwiec? Chociaż nie... Wybierzmy miesiąc, w którym się urodziłem. Postawmy więc na wrzesień!

Serial "9-1-1" jest emitowany we wtorki na antenie FOX o godz: 22:00.

*Ryan Guzman - amerykański aktor. Widzowie mogli zobaczyć go w takich filmach jak "Step Up 4: Revolution" oraz serialach: "Słodkie kłamstewka", "All the Right Moves", "Heroes Reborn", Notorious".

Jesteś fanem amerykańskich seriali? Zalajkuj nasz fan page "Zjednoczone Stany Seriali", czytaj najświeższe newsy zza oceanu oglądaj trailery, galerie, komentuj i czytaj opisy odcinków już dwa tygodnie przed emisją w Polsce.

swiatseriali.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje