"Zapomniałam, że nie mam 20 lat"

Anna Seniuk, czyli niezapomniana Madzia Karwowska z serialu "Czterdziestolatek", wciąż tryska energią. Ona sama żartuje, że po prostu taka już się urodziła. Najbardziej złoszczą ją jednak momenty, gdy jej ciało odmawia posłuszeństwa, a umysł podpowiada coś zupełnie innego.

Ostatnio zagrała pani w filmie "Laura" z cyklu "Prawdziwe historie", opowiadającym o górniku Zbyszku Nowaku, który cudem ocalał z katastrofy w kopalni Halemba. W kogo wcieliła się pani w tej produkcji?

Reklama

- W postać teściowej Zbyszka (Krzysztof Respondek) oraz matki jego żony Marleny (Sonia Bohosiewicz). Niestety, nie miałam w "Laurze" za dużej szansy popisać się jako aktorka, bo moja bohaterka jest tylko tłem dla wydarzeń. Wydaje mi się jednak, że będzie ona widoczna i że widz nie przejdzie obok niej obojętnie. Postać teściowej, moim zdaniem, stanowi kwintesencję śląskiej kobiety, na której głównie spoczywa odpowiedzialność za dom i rodzinę. W obliczu tragedii to ona musi wykazać się niewyobrażalną siłą, bo to na niej opiera się fundament rodziny.

- Podziwiam kobiety ze Śląska. I zgadzam się z opinią, że są heroinami i kariatydami.

Jaką pani prywatnie jest teściową?

- Nadzwyczajną! Moja synowa po prostu mnie uwielbia. Nie ma dnia, żebyśmy ze sobą nie korespondowały czy nie rozmawiały przez telefon. Gdybym pokazała pani, jakie ona pisze do mnie SMS-y, to by pani nie uwierzyła! Bo to właśnie od niej - a nie od syna czy córki - dostaję najpiękniejsze wiadomości. Myślę, że obie miałyśmy sporo szczęścia, że nasze losy się splotły.

Wkrótce będzie pani obchodziła 68. urodziny. Czy uczci je pani w jakiś szczególny sposób?

- W szczególny niekoniecznie. Ale u mnie w domu zawsze była taka tradycja, że obchodziło się urodziny, a nie imieniny. Zresztą moje imieniny wypadają w wakacje. To taki czas, kiedy trudno zebrać wszystkich, by świętować.

- Wracając do pytania - zapewne zaproszę kilku gości do siebie na obiad. I to tyle. Fajerwerków nie będzie, ale też nie staram się udawać, że tych urodzin wcale nie mam.

Domyślam się zatem, że nie ma pani problemu z zaakceptowaniem swojego wieku…

- Dokładnie. Najbardziej męczy mnie jedynie to, że co roku muszę zapamiętywać, ile mam lat, bo to stale się zmienia (śmiech)…

Czego mogę pani życzyć na urodziny?

- Przede wszystkim miłości - miłości dzieci i wnuków. Myślę, że to podstawa, aby szczęśliwie żyć. A reszta przyjdzie sama.

Wydaje się pani osobą ciepłą, towarzyską, emanującą pozytywną energią…

- To oszustwo! Należę do osób melancholijnych, zamkniętych w sobie i introwertycznych. Ja po prostu w rozmowie z panią staram się nie sprawiać przykrości i spełnić pani oczekiwania. Bo gdyby to ode mnie zależało, już dawno bym stąd uciekła!

To jak radzi sobie pani w kontaktach ze studentami warszawskiej Akademii Teatralnej? Czy bycie introwertykiem nie przeszkadza?

- Ależ stąd! Ja do swoich studentów podchodzę jak do własnych dzieci. Przebywamy ze sobą kilka lat, stąd pojawiają się między nami różne więzi.

Czym - oprócz pracy - zajmuje się pani obecnie?

- Tak naprawdę ciągle coś mnie absorbuje. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam czas wolny, który wykorzystałabym wyłącznie dla siebie. Albo kiedy czułabym, że się nudzę. Od rana do wieczora jestem w ruchu - a to odwiedzam znajomych, a to załatwiam pewne sprawy na mieście, a to zawożę coś komuś do szpitala itd., itp.

Ponoć najlepszą receptą na dobry humor jest praca…

- Zgadzam się z tym. Nie rozumiem ludzi, którzy sami z siebie przechodzą na wcześniejszą emeryturę. Bo co robić wtedy z wolnym czasem? Nie wyobrażam sobie, że nagle mogłabym przestać wykładać na akademii, grać w teatrze czy przed kamerami. Proszę mi wierzyć, choć nie widać mnie za wiele w mediach, wcale nie próżnuję - piszę scenariusze, przygotowuję koncerty oraz spektakle. Ostatnio także uczyłam się obsługi komputera, co szło mi wyjątkowo opornie… Nie chcę żyć inaczej niż obecnie. Dlatego udaję, że mnie emerytura nie dotyczy.

Z tego, co słyszę, żyje pani na pełnych obrotach. Skąd czerpie pani tyle energii?

- Znikąd. Taka się już urodziłam. Oczywiście, z wiekiem coraz częściej czuję się zmęczona. Złości mnie to, bo umysł by chciał, a ciało odmawia posłuszeństwa. Bywa, że zapominam, ile mam lat, i że w pewnych sytuacjach powinnam trochę przystopować.

- Pamiętam, że zakopałam się kiedyś samochodem niedaleko mojego domu na wsi. Z pomocą przyszedł mi sąsiad na traktorze. Nie dość, że wybawił mnie z opresji, to jeszcze odwiózł mnie do domu. Gdy już miałam schodzić z pojazdu, sąsiad podał mi rękę, aby pomóc mi zejść. Obruszyłam się i stwierdziłam, że sama sobie z tym poradzę. Zapomniałam, że nie mam 20 lat i że nie ważę 60 kg. Zetknięcie z ziemią było bardzo bolesne. Do dziś odczuwam tego skutki.

Czy oprócz takich wpadek stara się pani dbać o zdrowie? Uprawia pani sport, stosuje diety?

- Sportami interesowałam się bardzo intensywnie, gdy byłam młoda. Żeglowałam, jeździłam na nartach, uprawiałam jeździectwo, wspinałam się po górach, pływałam itd., itp. Dziś siłą rzeczy już tego nie robię. Prawdę mówiąc, prowadzę obecnie wyjątkowo niehigieniczny tryb życia. Raz się odchudzam, innym razem nie potrafię sobie odmówić ciastek od Magdy Gessler czy Bliklego.

- Obecnie najbardziej cenię sobie pokrzepiający sen. Męczą mnie dni, gdy muszę wcześnie wstawać, następnie jechać gdzieś pociągiem i późno wracać do domu. A gdy jestem wyspana, czuję, że mogę góry przenosić!

Rozm. aIm.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje