Reklama

"Wspaniali ludzie": Raper, który był na dnie i medalista w parabadmintonie - gośćmi Mariusza Węgłowskiego

Zdarzyło mu się budzić na dworcu ze strzykawką w żyle, jeść ze śmietnika, nie miał nawet swojej własnej łyżki. Wiele razy był bliski śmierci. Uratowała go miłość, muzyka i... wojsko. Dziś jest znanym raperem i muzykiem grunge, producentem muzycznym, konferansjerem i anonserem jednej z największych federacji mieszanych sztuk walki w Europie, osobowością telewizyjną, szczęśliwym mężem i ojcem. Walczył o prawa pracowników w Wielkiej Brytanii, pomaga osobom z uzależnieniami, przemawiał w brytyjskim parlamencie i na TEDx - programie słynnych światowych konferencji popularyzujących idee warte propagowania. Waldemar Kasta będzie gościem Mariusza Węgłowskiego w programie "Wspaniali ludzie" już w niedzielę, 22 listopada, o godz. 21.50 w Czwórce.


Zaczęło się typowo - dzieciństwo na wrocławskim "Trójkącie Bermudzkim", w mieszkaniu między agencją towarzyską i meliną. Rozbita rodzina, koledzy z patologicznych środowisk, gwałty i morderstwa w okolicy widywane na co dzień. Zaczął ćpać w podstawówce.  Chciał doświadczać odmiennych stanów świadomości. Stał się narkomanem, którego życie kręci się wokół narkotyków i ich zdobywania.

Reklama

Kiedy zorientował się, że popełnia samobójstwo na raty, postanowił narzucić sobie rygor. W czasach, kiedy wszyscy uciekali od wojska, on zgłosił się tam dobrowolnie. W jednostce nikt nie wiedział, że Waldek jest uzależniony, jego dowódca do tej pory nie chce mu uwierzyć, że zaczynał w jego kompanii jako narkoman w trzecim stadium uzależnienia.  Zwijał się z bólu i "zjazdów" narkotykowych, ale musiał razem z innymi o 5:30 biegać i robić pompki. To była walka. Wygrana, bo pokonał nałóg, dostał list gratulacyjny za służbę, pochwały od pułkownika i w nagrodę kurs na licencjonowanego pracownika ochrony. Po kursie dostał pracę w banku i tam na nocnych dyżurach postanowił, że zajmie się rapem, szlifował swoje umiejętności.   Po roku się udało - koncertował, nagrywał, pojawili się fani. Choć środowisko muzyczne nie sprzyja trzymaniu się z dala od nałogów, nie powtórzył swoich błędów. Najważniejsza była muzyka i kobieta, którą kochał. Jak mówi trzeba  mieć dla kogo lub dla czego żyć. Powiedział to w swoim wystąpieniu na TEDx o uzależnieniach, które jest bardzo  popularne i cienione zarówno przez środowiska uzależnionych jak i byłych uzależnionych.

Kiedy pomagając przyjaciołom starającym się o pracę w Wielkiej Brytanii sam trafił na Wyspy, okazało się, że zostali oszukani. Jego koledzy nie mieli nawet za co wrócić do domu, nie mógł pozwolić by znaleźli się na ulicy. Stworzył po kryjomu związki zawodowe w sieci marketów, po jakimś czasie udało mu się z pomocą przyjaciół obnażyć oszustwa firmy, która ich ściągnęła do Anglii.  Firma dostała karę i musiała się zamknąć. Zaproponowano mu pracę w największej organizacji związkowej w Wielkiej Brytanii, tam walczył o prawa innych pracowników. Do parlamentu zaproszono go żeby opowiedział o działalności związkowej i o tym jak udało im się zdemaskować i pociągnąć do odpowiedzialności nieuczciwą firmę. Walczył później o prawa imigranckich sprzątaczy metra i podwyżkę dla nich. 

Dziś walczy z mitami o uzależnieniach i pomaga innym. Od zawsze stara się być wierny sobie i bierze "na klatę" konsekwencje. Może rozmawiać z młodymi ludźmi o uzależnieniu, bo sam z nim wygrał, choć był na dnie i wie, co to znaczy wychodzić kilka razy z różnych nałogów i życiowych dołów.

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje