"Wojna i pokój": Superprodukcja za kosmiczne pieniądze!

W superprodukcji "Wojna i pokój", która miała budżet 26 milionów euro, zagrało trzech polskich aktorów: Wenanty Nosul, Paweł Burczyk i Lech Dyblik. Muzykę napisał Jan A. P. Kaczmarek.




Ta realizacja była jednym z największych przedsięwzięć telewizyjnych w Europie w 2007 r. Brali w niej udział producenci z: Włoch, Niemiec, Francji, Rosji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Polski. Już same liczby mogą przyprawić o zawrót głowy: 160-osobowa ekipa, 15 tysięcy statystów, 1800 kaskaderów, 1500 koni, 2400 kostiumów. Do tego dochodzi jeszcze 20 tygodni zdjęć w zabytkowych pałacach Sankt Petersburga oraz w Wilnie (wszystkie sceny kręcone są w naturalnych wnętrzach). No i budżet - 26 milionów euro...

Dziesięć języków



Gdyby Robert Dornhelm, reżyser "Wojny i pokoju", twórca m.in. nominowanego do nagrody Emmy serialu "Dziesięć przykazań" oraz "Spartakusa", chciał rozmawiać ze wszystkimi aktorami w ich ojczystej mowie, musiałby być poliglotą i znać 10 języków. Bo właśnie z tylu krajów pochodzili aktorzy biorący udział w ekranizacji powieści Lwa Tołstoja. Dla uproszczenia językiem obowiązującym na planie był angielski. 

Reklama

W rolę Nataszy Rostowej wcieliła się francuska aktorka Clemense Poesy ("Harry Potter i Czara Ognia"), Piotra Bezuchowa zagrał Niemiec Alexander Beyer ("Good Bye, Lenin"), księcia Andrzeja - Alessio Boni z Włoch, księcia Bołkońskiego - Malcom McDowell ("Mechaniczna pomarańcza", "Kaligula") z Wielkiej Brytanii. Jako Kutozova oglądaliśmy Vladimira Ilyina z Rosji, a w roli Anatola Kuragina pojawił się Ken Duken z Niemiec. Autorem zdjęć był Włoch Fabrizio Lucci ("Jan Paweł II").

Przed Robertem Dornhelmem powieść Tołstoja została przeniesiona na ekran trzykrotnie. Najsłynniejsza jest trwająca blisko osiem godzin ekranizacja Siergieja Bondarczuka z 1968 r., która trafiła nawet do Księgi Rekordów Guinnesa, a jej twórca dostał Oscara w kategorii najlepszy film obcojęzyczny. Po co więc kręcić kolejną wersję?

- Powód był oczywisty: "Wojna i pokój" ma ponadczasowy i ogólnoludzki charakter, dlatego warto do niej wrócić - zapewniał urodzony w Rumunii Robert Dornhelm. 

- Historia miłosnego trójkąta na tle wojen napoleońskich nigdy się nie zestarzeje, a ukazanie intryg w scenerii XIX wiecznej Rosji to naprawdę potężne wyzwanie dla filmowców. Nie wspominając o dających pole do popisu scenach batalistycznych. Bitwy pod Borodino i Austerlitz pokazujemy z niespotykanym wcześniej rozmachem. Poza tym młodym ludziom na pewno przyda się lekcja historii. Warto wiedzieć, kim był Napoleon i czy to prawda, że jego katar zdecydował o wyniku bitwy pod Borodino.


Polski wkład



 - W dwóch organizowanych w Polsce castingach wzięło udział blisko 160 naszych aktorów - ujawnił Krzysztof Grabowski, szef Grupy Filmowej Baltmedia.

 - Twórcy "Wojny i pokoju" przesłuchali największe nazwiska. Okazało się, że polskie gwiazdy, niestety, nie mówią po angielsku. Warto wspomnieć, że polska strona zapewniła serialowi wszystkie uniformy wojskowe. Odpowiedzialny za to był Andrzej Szenajch, najlepszy nasz specjalista od militariów ("Lista Schindlera", "Pan Tadeusz" i inne). To on skompletował na potrzeby serialu mundury z armii carskiej, austriackiej i napoleońskiej. Niektóre z nich wcześniej "wystąpiły" w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy. - W sumie do Wilna pojechały dwa tiry z naszymi mundurami - chwali się Krzysztof Grabowski. - Dostarczyliśmy też trochę rekwizytów. Jest się czym pochwalić.


pkp

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje