Urodziny serialowego Dudusia

24 marca Filip Łobodziński obchodzi urodziny. Mimo że wybrał karierę dziennikarza i tłumacza, dla wielu z nas pozostanie na zawsze Dudusiem z "Podróży za jeden uśmiech".

Filip Łobodziński, jak wiele znanych gwiazd ekranu, rozpoczął karierę jako dziecko. Gdy występował w "Podróży za jeden uśmiech" i "Stawiam na Tolka Banana", znała go cała Polska. On jednak nie kontynuował świetnie zapowiadającej się kariery - w dorosłym życiu wybrał zawodową drogę dziennikarza i tłumacza. Podobno nie lubi, a zdarza się to nadal, gdy ktoś krzyknie za nim na ulicy: "Duduś!".

Reklama

Urodzony 24 marca 1959 roku w Warszawie, od najmłodszych lat zdradzał wiele talentów i był dzieckiem nad wyraz zdolnym. Bardzo szybko nauczył się pisać i czytać, i od wczesnej młodości pochłaniał książki. Ukończył prestiżowe VI Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Reytana w Warszawie, ale zanim do tego doszło, w 1978 roku, przeżył swoją przygodę z X muzą.

Wszystko zaczęło się w 1970 roku, kiedy jedenastoletni Filip wystąpił w filmie "Abel, twój brat" Janusza Nasfetera. Wtedy, wcielając się w postać Karola Matulaka, Łobodziński po raz pierwszy spotkał się na planie ze swoim "etatowym partnerem filmowym", Henrykiem Gołębiewskim. Tam także pojawiała się prawie cała młodociana obsada serialu "Wakacje z duchami".

Młodych, utalentowanych chłopaków wypatrzył w filmie Nasfetera Stanisław Jędryka, który właśnie wtedy szukał aktorów, by rozpocząć pracę nad "Wakacjami...". Henryk Gołębiewski, Roman Mosior i Edward Dymek sprawdzili się przed kamerą, a Stanisław Jędryka potrzebował właśnie takich trzech chłopców do swojego serialu.

Wydawało się zatem, że nie ma nic prostszego, jak tylko zaprosić wybrańców na plan. Przeszkoda pojawiła się z najmniej spodziewanej strony. Stanowcze veto postawił reżyser Janusz Nasfeter: "Ja ich odkryłem, to są moi aktorzy i nie oddam ich!" - powiedział.

- To, że ja rozmawiałem z Nasfetrem na ten temat, było sprawą mojej dobrej woli - mówił nam Stanisław Jędryka. - Mogłem powiedzieć, że nie obchodzi mnie jego pogląd na ten temat, mogłem złożyć propozycję rodzicom dzieci i nie oglądać się na niego. Chciałem jednak być lojalny. I nagle spotkałem się z takim dziwnym stanowiskiem, że on jest właścicielem tych chłopców. W końcu jednak dogadałem się z Januszem Nasfeterem.

Podczas realizacji "Wakacji..." Henryk Gołębiewski podbił ponoć serca wszystkich na planie. Jędryka, zadowolony z pracy z nim, chciał, aby wystąpił także w kolejnym serialu "Podróż za jeden uśmiech". Wtedy też zwrócił się do pominiętego wcześniej Filipa Łobodzińskiego. Było to w roku 1971.

"Podróż za jeden uśmiech"

Ponieważ Gołębiewski i Łobodziński grali już wcześniej ze sobą, nie musieli się "docierać" na planie "Podróży za jeden uśmiech". Mieli podobne zainteresowania i temperamenty, jak to chłopcy w tym wieku. - W rzeczywistości Filip tak bardzo nie różnił się od Henia - mówił serwisowi swiatseriali.pl reżyser Stanisław Jędryka. - Nie miał nic z lalusia czy prymusa. To, że na ekranie mógł stworzyć taki wizerunek, jest zasługą scenariusza Adama Bahdaja i samego Filipa. Zresztą oni obaj, Heniu i Filip, mieli ogromny wpływ na to, że serial tak się spodobał.

Na początku serialowej wędrówki bohaterowie bardzo się różnią, reprezentując skrajne postawy. Później się uzupełniają - zmieniają ich wspólne doświadczenia.

"Filip zawsze był skromny, nie okazywał niezadowolenia, nie narzekał na zmęczenie. Henia rozsadzał temperament. U Nasfetera oni byli pięknie i trochę poetycko wymyśleni, ale na planie pozostawali sobą. U mnie to już miało coś wspólnego z kreacją" - wyjaśniał Jędryka w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Filip Łobodziński i Henryk Gołębiewski jako nastoletni chłopcy jeszcze raz spotkali się na planie serialu. Potem ich drogi się rozeszły. Pierwszy został dziennikarzem i tłumaczem literatury hiszpańskiej. Drugi poszukiwał swojego miejsca - imał się różnych zawodów. Czasem grywał epizody w filmach i spektaklach. Po roli w filmie "Edi" znowu znalazł się w centrum uwagi i zaczął otrzymywać więcej aktorskich propozycji.

Zanim jednak wydorośleli, zagrali jeszcze w serialu "Stawiam na Tolka Banana".

"Stawiam na Tolka Banana"

Henryk Gołębiewski ("Cegiełka") i Filip Łobodziński (Julek), już jako doświadczeni aktorzy dziecięcy, stanowili filary obsady tej produkcji. W 1995 roku Stanisław Jędryka powrócił do swojego ostatniego Bahdajowskiego serialu. Powstał telewizyjny film dokumentalny "Tolek Banan i inni". Julek, tym razem jako dorosły redaktor Filip Łobodziński, znowu spotyka się z "Cegiełką", również dorosłym mężczyzną, i na trybunie stadionu X-lecia wspominają swoje filmowe doświadczenia.

Inna droga

Łobodziński jeszcze dwukrotnie dał się uwieść czarowi kina. Wystąpił w komedii Stanisława Barei "Poszukiwany, poszukiwana" i "Myszy" Wiktora Skrzyneckiego. Potem nie pojawiał się na ekranie przez kolejnych trzydzieści lat, by w 2009 roku znów zagrać jedną rolę - w filmie "Groby" Filipa Gańczaka, którego akcja rozgrywa się na warszawskich Powązkach.

Filip Łobodziński nie zniknął w medialnym niebycie. Jako człowiek inteligentny i oczytany, a także posiadający o wiele więcej talentów niż tylko talent aktorski, wybrał zawód dziennikarza. Możliwe, że miał także dość własnej rozpoznawalności. "Filip chyba przez wiele lat cierpiał z tego powodu, że tylko z tą rolą go kojarzono" - powiedział przyjaciel Łobozińskiego, Carlos Marrodan Casus, w programie "Uwaga".

Łobodziński skończył studia iberystyczne, pracował w "Non Stopie", "Rock'n'Roll'u" i "Obserwatorze Codziennym". Później w redakcji Wiadomości TVP. Był również współpracownikiem radiowej Trójki i miesięcznika "Machina". Trzy lata spędził w redakcji "Przekroju", by na koniec przenieść się do tygodnika "Newsweek Polska".

Kiedy w 2009 roku w TVP postanowiono po pięciu latach wznowić legendarny program kulturalny "Pegaz", Łobodziński został jego prowadzącym. "Na starego 'Pegaza' patrzę z rzewną łezką. Formuła naszego programu ma być nowoczesna, ale mam nadzieję, że będą też echa tamtej audycji" - powiedział wtedy "Gazecie" dziennikarz. Niestety, "Pegaza" zdjęto z anteny po niespełna roku.

Pracę dziennikarza łączył Łobodziński z karierą uznanego tłumacza hiszpańskojęzycznej literatury, ale tłumaczył też z angielskiego, na przykład piosenki z "Latającego Cyrku Monty Pythona". "Kiedyś muszę zmierzyć, ile centymetrów książek przetłumaczyłem, i czy będzie to już pół metra" - żartował w 2009 roku. Pisał też teksty piosenek, a w 2000 roku wydał wspólnie z Grzegorzem Brzozowiczem książkę "Sto płyt, które wstrząsnęły światem. Kronika czasów popkultury".

Kolejną jego pasją jest muzyka. W czasach studenckich został współtwórcą grupy Zespół Reprezentacyjny, której jest gitarzystą i wokalistą. Zespół wykonuje piosenki katalońskiego barda Lluisa Llacha i francuskiego śpiewaka Georges'a Brassensa.

100 lat!

Mamy nadzieję, że pan Filip nie będzie miał nam za złe, że sporą część tekstu poświeciliśmy mimo wszystko Dudusiowi i innym jego serialowym wcieleniom, i jako prawdziwemu "człowiekowi renesansu", życzymy mu stu lat w zdrowiu!

Zakończmy ten tekst opinią naszego użytkownika App, który napisał na naszym forum: "Przecież we współczesnych polskich filmach i serialikach nie znajdziesz takich brylantów, jak Filip Łobodziński i Henryk Gołębiewski".

Czy zgadzacie się z taką opinią?


Czytaj także inne teksty poświęcone kultowym polskim serialom:

"Do przerwy 0:1": Prawdziwa historia kultowego serialu

"Podróż za jeden uśmiech" - będzie kontynuacja?

"Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta", czyli kiełbasa w polskim kinie


Dziel się też swoimi wspomnieniami na forum "Seriale naszej młodości"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje