Reklama

Stare miał dżinsy, starą koszulę

"Stawiam na Tolka Banana" to czwarty i ostatni serial nieformalnej spółki Adam Bahdaj - Stanisław Jędryka. Mimo że mogło być ich więcej, to i tak w historii Telewizji Polskiej żadnemu twórcy nie udało się rok po roku zrealizować czterech seriali, które po niemal czterdziestu latach wciąż dostarczają nam wzruszeń i radości.

Działało prawo serii. Ponieważ poprzednie adaptacje powieści Adama Bahdaja zostały bardzo gorąco przyjęte przez młodzieżową publiczność, scenariusz "Stawiam na Tolka Banana" zaakceptowano bez zastrzeżeń i ruszyła machina produkcyjna. Nie było najmniejszych problemów z uruchomieniem środków na kolejny kilkuodcinkowy serial realizowany "metodami filmowymi", bo przecież zapisu cyfrowego jeszcze wtedy nie znano.

Reklama

Ciekawostką jest to, że chociaż kręcenie serialu dla telewizji niczym praktycznie nie różniło się od realizacji filmu kinowego, to jednak twórców telewizyjnych obowiązywały inne normy. Reżyser filmu kinowego musiał nakręcić ponad 50 metrów taśmy dziennie (ok. 2 minuty projekcyjne), a twórcę telewizyjnego obowiązywała norma ponad 70 metrów.

Stanisław Jędryka nigdy nie miał problemów z wykonywaniem norm i wywiązywaniem się z terminów. Wręcz przeciwnie, bywało, że swoje filmy czy seriale kończył przed wyznaczonym czasem. Realizacja każdego z czterech seriali trwała zwykle od 50 do 60 dni zdjęciowych.

Jak w filmach Barei

Ówczesne dziwolągi to nie tylko nielogicznie zróżnicowane normy . Filmowa produkcja, jak i cała otaczająca rzeczywistość, nie była wolna w tamtych czasach od sytuacji, które tak zabawnie ukazywał w swoich fabułach Stanisław Bareja.

"Stawiam na Tolka Banana" to serial, którego akcja toczy się w Warszawie, naturalne więc było, że usługi produkcyjne świadczyła wobec jego twórców warszawska Wytwórnia Filmów Dokumentalnych. W produkcję zaangażowana była również Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi, bez której usług nie powstawał praktycznie w Polsce żaden film. Ale dlaczego wśród usługodawców "Stawiam na Tolka Banana" znalazła się Wytwórnia Filmów Fabularnych we Wrocławiu?

- Wrocławska wytwórnia miała za mały przerób - tłumaczy Stanisław Jędryka.

- Dlatego włączyli ich w produkcję serialu. Tamtejsza ekipa przyjechała do Warszawy, została zakwaterowana w hotelach i pracowała przy "Tolku". Ja przy tej okazji we Wrocławiu byłem tylko raz. Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć.

Anegdotycznej sytuacji nie zabrakło podczas kolaudacji serialu. Jednemu z decydentów (oby imię jego było zapomniane) nie spodobała się scena, w której nastoletni bohaterowie spotykają się koło trybuny honorowej na stadionie X-lecia. Uznał to za naruszenie świętości, bo przecież "wiadomo kto na tej trybunie stawał" (m.in. Bolesław Bierut i radzieccy towarzysze). Szczęśliwie "kontrowersyjna" scena nie została wycięta ani nie wpłynęła na wstrzymanie emisji serialu.

Cygan, zagraj to jeszcze raz

Henryk Gołębiewski ("Cegiełka") i Filip Łobodziński (Julek), jako już doświadczeni dziecięcy aktorzy, stanowili filary obsady "Stawiam na Tolka Banana". Odtwórców pozostałych ról trzeba było znaleźć.

- Ktoś mi powiedział, że pan Sieciński, wybitny scenograf teatralny, ma córkę w odpowiednim wieku do roli Karioki - wspomina reżyser.


- Poprosiłem o spotkanie. Spodobała mi się. Agata Siecińska dobrze wypadła na zdjęciach próbnych. Uznałem, że to dobra kandydatura. Miałem poważny problem ze znalezieniem odtwórcy roli "Cygana".

Oprócz tego, że miał to być chłopak o urodzie cygańskiej, musiał jeszcze umieć grać na skrzypcach.

Dlatego szukałem w szkołach muzycznych. Andrzeja Kowalewicza znalazłem w szkole na Żoliborzu. Idealnie pasował do postaci "Cygana" - mówi Stanisław Jędryka.

Ale Andrzej Kowalewicz nie był za bardzo zainteresowany grą w filmie. W końcu jednak ciekawość wzięła górę i chłopiec zgodził się wziąć udział w serialu. Później nie żałował, bo... dzięki roli w filmie jako jedyny chłopak w szkole mógł nosić długie włosy. A za honorarium kupił sobie kilkanaście płyt jazzowych.

Po prasowym ogłoszeniu na zdjęciach próbnych pojawił się Sergiusz Lach.

- Wśród kilkudziesięciu dziecięcych aktorów, którzy zagrali w moich filmach, to był jedyny przypadek, że po próbnych zdjęciach nie miałem najmniejszych wątpliwości - mówi reżyser. - Wiedziałem, że tylko on może być Filipkiem. Lepszego nie mogłem znaleźć.

Jacek Zejdler (Szymek vel Tolek Banan), kiedy znalazł się w obsadzie serialu, był już na pierwszym roku szkoły aktorskiej w Łodzi.

W 1995 roku Stanisław Jędryka powrócił do swojego ostatniego bahdajowskiego serialu. Powstał telewizyjny film dokumentalny "Tolek Banan i inni". Julek, już jako redaktor Filip Łobodziński, znowu spotyka się z "Cegiełką". Na trybunie stadionu X-lecia wspominają swoje filmowe doświadczenia. Do Filipka reżyser musiał wybrać się aż do Sztokholmu. Tam Sergiusz Lach wyemigrował w latach 80., założył rodzinę i pracuje w sklepie ze sprzętem fotograficznym. Był zdolnym fotoreporterem. Chciał zostać operatorem filmowym. Nie wyszło.

Karioka, czyli Agata Siecińska, mieszka w Paryżu. Jest utalentowaną malarką i znawcy wróżą jej wielką karierę.

"Cygan" zarzucił muzykę. Jak mówi Andrzej Kowalewicz, skrzypce pokryły się kurzem. Ma jeszcze płyty jazzowe, które kupił za aktorskie honorarium.

Jacek Zejdler zmarł, zanim jego dobrze zapowiadająca się kariera aktorska nabrała rozmachu. W filmie "Tolek Banan i inni" Julek, "Cegiełka" i "Cygan" spotykają się nad jego grobem. "Cygan" jeszcze raz sięga po skrzypce i gra balladę z serialu "Stawiam na Tolka Banana": "Stare miał dżinsy, starą koszulę..."

(Happy) End

- "Do przerwy 0:1" miał być moim reżyserskim debiutem - mówi Stanisław Jędryka.

- Tak się złożyło, że scenariusz przeleżał kilka lat i może dzięki temu zamiast jednego filmu mogłem później zrobić cztery seriale pod rząd. A zadebiutowałem "dorosłym" "Domem bez okien". Może moje reżyserskie losy potoczyłyby się inaczej, gdybym później zrobił film według powieści Stanisława Dygata "Disneyland".

Scenariusz pod tytułem "Kopiec Kościuszki" miałem już skierowany do produkcji. Były jednak pewne problemy i filmu nie zrobiłem. Ale dziś mogę powiedzieć, że szczęśliwie moje zawodowe losy związałem na pewien czas z Adamem Bahdajem, innym znakomitym autorem. Po latach słyszę komplementy, często od bardzo znanych artystów, polityków, że wychowywali się na moich serialach. To miłe, choć dla mnie trochę dziwnie brzmi. Nie chciałem nikogo wychowywać, zależało mi tylko na robieniu dobrych filmów.




Czytaj także inne teksty poświęcone kultowym polskim serialom:

Roman Kłosowski w życiu nie jest Maliniakiem

"Do przerwy 0:1": Prawdziwa historia kultowego serialu

"Podróż za jeden uśmiech" - będzie kontynuacja?

"Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta", czyli kiełbasa w polskim kinie

Rączki, rączki Kloss!

Przypadek Wojciecha Pokory


Dziel się też swoimi wspomnieniami na forum "Seriale naszej młodości"

Dowiedz się więcej na temat: Seriale sprzed lat | Kultowe seriale

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje