Reklama

Niepokonany Karino

Na forum niemieckiego portalu internetowego fernsehserien.de, odpowiedniku naszego swiatseriali.pl, można przeczytać dziesiątki nostalgicznych i pełnych zachwytu komentarzy na temat serialu "Karino". Autorami wpisów są osoby w wieku od 10 do 50 lat.

W Polsce serial "Karino" ma miliony fanów, którzy są w tym szczęśliwym położeniu, że mogą go często oglądać w telewizji lub kupić na DVD. Niemieccy internauci z rozpaczą piszą, że u nich jest on nie do zdobycia, a jego ostatnia telewizyjna emisja była w 1991 roku.

Reklama

U nas film kinowy i serial nazywa się po prostu "Karino", w Niemczech film kinowy to "Karino - historia pewnego konia", a serial "Źrebak Karino". Niemcy polubili tę produkcję nie tylko ze względu na ciekawą fabułę i miłość do koni, ale także za sprawą odtwórczyni głównej roli. Młodą lekarkę weterynarii, Grażynę Barską, która przybywa na praktykę do stadniny koni, gra Niemka Claudia Rieschel.

Aktorka ma na koncie niewiele ról w filmach kinowych, natomiast zagrała - i gra do dziś - w kilkudziesięciu produkcjach telewizyjnych, m.in. w serialu kryminalnym "Tatort". W związku z tym wciąż jest w Niemczech popularna. Nadal chętnie jeździ konno i angażuje się w akcje związane z ochroną zwierząt.

W polskiej wersji filmu głosu Claudii Rieschel użyczyła łódzka aktorka Janina Borońska-Łągwa (prywatnie mama Jacka Łągwy z grupy Ich Troje), która znakomicie wywiązywała się z tego typu zadań.

- Claudia znakomicie jeździła konno, najwyraźniej zdobywała umiejętności w dobrej szkole jeździeckiej - wspomina Wojciech Helak, który w czasach zdjęć do "Karino" był jeźdźcem klubu przy stadninie w Iwnie koło Poznania, gdzie kręcono film.

Wojciech Helak należał do grupy statystów, których jeździeckie umiejętności wykorzystywano przed kamerą. Ocenia, że w porównaniu z umiejętnościami Claudii Rieschel nasi aktorzy znacznie gorzej trzymali się w siodle. - Trochę jeżdżący był Karol Strasburger - wspomina.

- Zaznaczam, że oceniam umiejętności w kategoriach wyczynu sportowego - dodaje. - Natomiast Krzysztof Wakuliński grał początkującego jeźdźca i w rzeczywistości też był początkujący. Za to w czasie zdjęć zakochał się w koniach i sportach jeździeckich. Do dziś spotykamy się z panem Krzysztofem na różnych zawodach i wyścigach - mówi Wojciech Helak.

Burzliwe dzieje sieroty

Karino przyszedł na świat pewnej nocy, kiedy do stadniny przyjechała na staż świeżo upieczona absolwentka weterynarii Grażyna Barska. Ona przyjęła poród, którego klacz nie przeżyła.

Z filmu wiemy, że źrebak urodził się 26 stycznia 1974 roku. Ponieważ jego matka miała na imię Klara, a zgodnie ze zwyczajem jej potomek miał mieć imię na "K", Grażyna nazwała go Karino - tak miał na imię koń, na którym przed wojną jeździł rotmistrz Pawłowicz, dziadek Grażyny.

Barska zaopiekowała się źrebakiem i bardzo się do niego przywiązała. Konik, gdy podrósł, okazał się bardzo utalentowany i zaczął wygrywać wyścigi. Niestety, po jednej ze zwycięskich gonitw okulał. Po takich wypadkach konie przestają być przydatne i są uśmiercane. Barska wywalczyła jednak zgodę na kosztowne leczenie konia. Sama zajęła się jego rehabilitacją. Po ciężkiej pracy osiągnęła sukces.

Karino pobiegł w słynnej gonitwie Wielka Pardubicka i wygrał tę prestiżową, bardzo trudną gonitwę. Pewien Amerykanin zaoferował za konia 300 tysięcy dolarów, co w tamtych czasach było oszałamiającą kwotą, szczególnie dla państwa, które tak potrzebowało dewiz. Grażyna Barska z wielką determinacją walczy, by konia nie sprzedawano. Po raz kolejny odnosi sukces. Karino pozostaje w stadninie.

Czyim głosem mówi Gajos?

Film i serial "Karino" powstał w 1974 roku. Okazuje się, że obecnie łatwiej ustalić szczegóły bitwy pod Wiedniem niż pewne fakty związane z produkcją tego serialu. W tamtych czasach prasa, nawet branżowa, niechętnie zajmowała się serialami. Zatem poza fotoreportażami z planu nie ma sensownych materiałów prasowych. Ludzie, którzy byli zaangażowani przy tamtych projektach, albo już odeszli, albo niewiele pamiętają. W związku z tym ten ważny obszar naszej kultury popularnej ma coraz więcej białych plam.

Reżyserem "Karino" był Jan Batory, który miał w dorobku kilka komercyjnych sukcesów, m.in. "O dwóch takich, co ukradli księżyc", "Lekarstwo na miłość", "Jezioro osobliwości"czy "Con amore". Był to prawdopodobnie najlepiej poinformowany człowiek w kwestiach dotyczących produkcji "Karino". Możemy się tylko domyślać, dlaczego główną rolę zagrała niemiecka aktorka. Prawdopodobnie zależało nam na wejściu z filmem na tamtejszy rynek. Istnieje również wersja, że to Niemcy zamówili u Polaków film o dzielnym koniu.

Po licznych rozmowach telefonicznych i dziennikarskim śledztwie udało nam się uzyskać informację, której nie ma w żadnych dostępnych archiwach ani opisach serialu "Karino". Wiemy, kto dubbingował Janusza Gajosa! Głosu użyczył mu aktor z Łodzi, Andrzej Łągwa, który jest mężem Janiny Borońskiej-Łągwy, dubbingującej w serialu Claudię Rieschel.

Reżyser z koniem nie pogada

Współpracowniczką reżysera "Karino" była Monika Skowrońska, która uczestniczyła prawie we wszystkich zdjęciach do serialu. Nie pojechała tylko do Pardubic, gdzie udała się - ze względu na oszczędności - bardzo wąska ekipa.

- Tego rodzaju produkcja, czyli serial o zwierzęciu i z dużą liczbą zwierząt, to jest szczególne doświadczenie - opowiada Monika Skowrońska. - Z prostego powodu: z koniem nie da się pogadać, że ma zrobić to i to. Trzeba nauczyć się, co to zwierze może, a czego nie; co z nim można zrobić, a czego nie można. Tak samo jak z dzieckiem. Nie można spodziewać się, że dziecko wygłosi monolog Hamleta, bo nie wygłosi. Już pisząc scenariusz trzeba wziąć to wszystko pod uwagę. W "Karino" historia konia prześledzona jest od momentu urodzenia. Bardzo długo czekaliśmy na poród źrebaka - wspomina.

Z serialu, z ust dyrektora stadniny Klimczaka (Tadeusz Schmidt) dowiadujemy się, że klacze źrebią się w nocy. Ponoć to atawizm z czasów, gdy konie żyły na stepach, a w nocy klacze znajdowały się w bezpiecznym kręgu stada.

Ekipa filmowa wiele nocy wyczekiwała na rodziny źrebaka.

- Nam się wydawało to szalenie proste: stajenni czuwali, my rozstawiliśmy kamerę oraz oświetlenie, i czekaliśmy na poród - wspomina Monika Skowrońska. - Gdzieś tam z boku siedzieliśmy drzemiąc i czekaliśmy na sygnał. Już nie pamiętam, która to była noc dyżuru, gdy padło hasło, że klacz rodzi. Wszyscy ruszyli na swoje stanowiska. A klacz, jak się zapaliły światła i zaczął się cały ten rozgardiasz, wstrzymała poród.

Tę sytuację pamięta też Wojciech Helak.

- W stajni był za duży chaos - mówi. - Kilkudziesięcioosobowa ekipa robiła mnóstwo hałasu i zamieszania. Namówiliśmy ich, żeby ten tłum zredukowali do minimum: tylko reżyser, oświetleniowiec, operator i aktorzy. W końcu się udało, chyba ze dwie klacze zaczęły się źrebić.

Ale jak to w filmie bywa, żeby coś wyglądało prawdziwie, trzeba "oszukać". Nowo narodzony konik tylko przez krótki czas mógł czuć się gwiazdą filmową. W kolejnych scenach jego rolę przejął już inny źrebak.

- Źrebak, który grał małego Karino, był sierotą - opowiada Jerzy Weber, który w tamtym czasie był młodym zootechnikiem w stadninie w Iwnie (w latach 90. został dyrektorem) i statystował w serialu w scenach, w których potrzebna była grupa jeźdźców na koniach. - Został kupiony na potrzeby filmu w nieistniejącej dziś stadninie w Posadowie. Normalnego źrebaka, który wychowywał się przy swojej matce, nie dałoby się tak ustawić, żeby był przywiązany do ludzi jak piesek. A ten od urodzenia był bardziej przyzwyczajony do ludzi niż do koni. Claudia rzeczywiście dużo czasu poświęcała temu źrebakowi, dlatego ich relacje tak przekonująco wypadły w filmie. Ona przyjeżdżała do tego źrebaczka jeszcze parę razy po zakończeniu zdjęć do filmu.

Koni, które "grały" Karino starszego, w różnym wieku, było kilka. Z wielu powodów. Jeden lepiej pokonywał przeszkody, drugi dobrze wypadał w wyścigu po płaskim terenie itp. Ponieważ nie ma i nie było tylu zwierząt, które tak samo wyglądają, konie do poszczególnych scen były charakteryzowane. To trudne zadanie przypadło charakteryzatorowi Romanowi Kęsikowskiemu, który oczywiście nie uczył się swojego zawodu z myślą o koniach. Każdy wierzchowiec, który przed kamerą występował jako Karino, musiał mieć na czole białą gwiazdkę i strzałkę na nosie. Charakteryzator wchodził na stołek i przy pomocy białej farbki, mamrocząc pod nosem niezbyt cenzuralne słowa, malował te charakterystyczne znamiona. Ale konie nie przepadały za charakteryzacją. I gdy tylko charakteryzator zszedł ze stołka, a koń nie został dopilnowany, wycierał pysk o kurtkę najbliżej stojącej osoby. Całą zabawę z charakteryzacją trzeba było powtarzać.


Jesteś fanem klasycznych polskich seriali? Powspominaj je z nami na forum Świataseriali.pl!

Dowiedz się więcej na temat: Karino | Seriale sprzed lat | Kultowe seriale

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje