Największe wyzwanie

"Mildred Pierce" to pięcioodcinkowa produkcja przedstawia losy silnej i niezależnej kobiety, która w czasach Wielkiego Kryzysu stara się za wszelką cenę zapewnić godne życie sobie i swoim córkom. Evan Rachel Wood gra córkę tytułowej bohaterki, w postać której wciela się Kate Winslet.



 

Akcja mini-serialu rozpoczyna się w Kalifornii w 1931 roku. Mildred Pierce (Kate Winslet), matka dwóch córek, po rozstaniu z mężem (Brian F. O'Byrne) jest zmuszona sama utrzymywać rodzinę. Gdy nie udaje jej się znaleźć pracy w charakterze gospodyni domowej, pełna niespożytej energii i obdarzona talentem do gotowania kobieta zatrudnia się w niewielkiej restauracji. Wkrótce zaczyna sama sprzedawać swoje wypieki i otwiera własną restaurację.

Mimo szalejącego kryzysu interes się rozwija. Za sukcesami zawodowymi nie idzie jednak szczęście w życiu prywatnym. Mildred szuka prawdziwej miłości, wiąże się z nieporadnymi życiowo mężczyznami i jednocześnie próbuje być dobrą matką. Nie potrafi się jednak porozumieć się z Vedą (Evan Rachel Wood), swoją utalentowaną, lecz samolubną córką.

"Mildred Pierce" wyreżyserował Todd Haynes, zdobywca nominacji do Oscara i laureat Złotej Palmy ("Daleko od nieba", "I'm Not There. Gdzie indziej jestem"). W tytułowej roli wystąpiła zdobywczyni Oscara za pierwszoplanową kreację w filmie Lektor, Kate Winslet ("Titanic", "Małe dzieci"). Partnerują jej Guy Pearce ("Tajemnice Los Angeles", "Królestwo zwierząt"), nominowana do Złotego Globu Evan Rachel Wood ("Co nas kręci, co nas podnieca", serial HBO "Czysta krew") oraz nagrodzona Oscarem Melissa Leo ("Rzeka ocalenia", "Fighter").



Powiedziałaś, że rola w serialu "Mildred Pierce" była dla ciebie jednym z największych wyzwań jako aktorki. Dlaczego?

Evan Rachel Wood: Postać, którą gram jest mi tak daleka, że nie potrafiłam się do niej w żaden sposób odnieść. Nie mogłam sięgnąć do osobistych doświadczeń i nigdy wcześniej nie byłam w takim nastroju.

 

Czy to cię zniechęcało, czy było ekscytujące?

- Byłam podekscytowana, bo lubię stawiać sobie wyzwania. Wiedziałam, że będzie to niezwykle trudne, ale to, między innymi, pociągało mnie w tej roli.   

 

Jakie było twoje podejście?

- Pracowaliśmy z Toddem bardzo szczegółowo nad tą postacią. Zagranie tak zuchwałej i złej osoby byłoby proste, ale prawdziwym wyzwaniem było pokazanie jej ludzkiej twarzy. Rozłożyliśmy ją więc na czynniki pierwsze i stworzyliśmy psychologiczne tło, które miało wpływ na ukształtowanie tego, kim jest. To pomogło i poczułam do niej sympatię. Ale to nie było łatwe.

 

Czy miałaś wrażenie, że ona urodziła się w niewłaściwej rodzinie?

- Tak. To prawie tak, jakby Veda urodziła się w nieodpowiedniej rodzinie. Dlatego, że ona desperacko pragnie innego życia i jest dosyć bezwzględna w dążeniu, by to osiągnąć.  

 

 Czy znalezienie w sobie sympatii dla tej postaci było dla ciebie ważne?

 - Tak. I uważam, że ludzie nie rodzą się źli z natury. Zawsze fascynowało mnie i zawsze próbuje dociec co powoduje, że zachowują się w taki sposób. Myślę, że Veda urodziła się w czasach, gdy świat miał obsesję na punkcie podziału klasowego, pieniędzy i statusu społecznego. Ona ulega tej obsesji i to staje się dla niej najważniejsze.
Właśnie to wszystko widzi w Monty’m - on reprezentuje dla niej klasę i osobą, jaką chciałaby być. Wydaje mi się, że jej matka próbuje stłumić to w niej do tego stopnia, że jedynym sposobem, by się wyzwolić  jest zrobienie czegoś drastycznego. 
 

Po śmierci młodszej siostry, matka koncentruje się na niej. Tak, jak powiedziałaś, tłamsi ją. Czy to stanowiło jeszcze jeden klucz do poznania osobowości Vedy?

- Myślę, że to był dla niej kolejny policzek, to jak jej mama przeżywa śmierć siostry. Wydaje mi się, że nigdy jej tego nie wybaczy.

 

 Biorąc pod uwagę to, co mówisz, to była trudna rola. Jak wyglądało wcielenie się w nią?  

 - To było intensywne, bardzo intensywne. Każdy z nas bardzo ciężko pracował i miał mnóstwo do zrobienia. A jeśli pytasz mnie o różnicę pomiędzy pracą przy serialu a pracą przy filmie, to wydaje mi się, że przede wszystkim dysponowaliśmy aż pięcioma godzinami na opowiedzenie tej historii. Oznacza to, że mieliśmy dużo czasu i mogliśmy wejść naprawdę głęboko w nasze postaci, a im bardziej się zagłębialiśmy, tym było trudniej i intensywniej. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w takim projekcie

 

 

Dużo pracowałaś zarówno przy produkcjach telewizyjnych, jak i filmowych. Czy uważasz, że żyjemy w złotych czasach telewizji?

 - Oczywiście. I wydaje mi się, że ma to związek z trudną sytuacją ekonomiczną. Ludzie boją sie inwestować pieniądze w kręcenie filmów, więc najlepsi filmowcy i aktorzy związują się z telewizją. W efekcie powstają tak niesamowite inicjatywy.  

 

 Jesteś bardzo zajętą osobą. Jak połączyłaś pracę nad "Mildred Pierce" z innymi zobowiązaniami?

 - Właściwie poruszałam się pomiędzy Mildred i Czystą Krwią, co było dosyć dziwne (śmiech). To był system zmianowy. Idy Marcowe kręciłam dużo później.

 

Skoro "Mildred" była tak intensywna, to znaczy, że praca przy "Czystej Krwi" była bardziej zabawna?

- O tak. Czysta Krew to przebój. Moja postać jest niegrzeczna, komiczna, przesadzona, niedwuznaczna i zniewalająca, a granie jej to wielka frajda. Czysta Krew to serial bardzo świadomy swojej wartości - jest w nim zdumiewający ładunek dramatyczny, a także momenty zadziwiająco przerysowane i komediowe. To był duży kontrast w porównaniu z Mildred Pierce, to pewne. 

 
"Mildred Pierce" i "Idy Marcowe" były wyświetlane na Festiwalu w Wenecji, jakie to uczucie?

- To mój ulubiony festiwal. Myślę, że dokonuje się tu naprawdę dobrych wyborów - wyselekcjonowane filmy są zawsze bardzo ciekawe i zupełnie inne, a sam festiwal jest stonowany, a jednocześnie bardzo elegancki. Możesz się wystroić, ale możesz też zdjąć obcasy i zacząć tańczyć na stole, więc wydaje mi się, że jest przykładem idealnej równowagi (śmiech). Bardzo dobrze się bawiłam. To był mój trzeci pobyt na festiwalu w Wenecji i uwielbiam to.  

Lubisz stroić się na czerwony dywan? 

- Tak. Kiedyś tego nienawidziłam. Byłam taką chłopczycą, ale im byłam starsza, tym lepiej rozumiałam, że może to być dobra zabawa i można tym grać. To jak kreatywne wyrażanie siebie.

 

Wychowałaś się w artystycznej rodzinie i zaczęłaś grać, gdy byłaś bardzo młoda, ale czy kiedykolwiek brałaś pod uwagę inną drogę kariery, poza aktorstwem?

- Właściwie był taki moment, kiedy musiałam na chwilę zrezygnować, żeby zastanowić się i zadać sobie pytanie ‘Ok, czy to jest na pewno to, co chcę robić w życiu?’, bo aktorstwo było jedyną rzeczą jaką znam. To było rok temu. Gram już od 20 lat i chciałam się upewnić, że to na pewno to, czego chcę. Ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła robić cokolwiek innego. I czuję się szczęściarą. 


Więc to było jak poszukiwanie duszy?

- Tak, dokładnie i każdy powinien coś takiego zrobić. Grałam od dziecka i musiałam mieć trochę czasu, żeby zrobić krok do tyłu i spojrzeć na siebie spoza ram tego zawodu.

 

Co w tym czasie robiłaś? Podróżowałaś?

- Tak, Podróżowałam po Stanach i innych miejscach. Dużo czasu spędziłam sama ze sobą i myślę, że dobrze jest czasem pobyć samemu. Trzeba czasami posiedzieć w samotności i zadać sobie pewne pytania. Nawet, jeśli to brzmi przerażająco, to trzeba tak zrobić. Uważam, że to dobre dla własnego samopoczucia, a ja w tym czasie upewniłam się, że robię to, co powinnam.  

 

Jakie jest twoje najwcześniejsze wspomnienie z planu?

- Wychowywałam się w teatrze, więc moje najwcześniejsze wspomnienia związane są z byciem niańczoną za kulisami, oglądaniem moich rodziców na scenie i przebierankami w garderobie.

 

Ile miałaś lat?

- W tym okresie miałam jakieś cztery lata. To wspaniałe wspomnienie, bo teraz potrafię je docenić i zobaczyć, jak było ważne. Wtedy wydawało mi się to normalne, ale tak naprawdę teraz wiem, że miałam wyjątkowe dzieciństwo.   

 

 A teraz, gdy jesteś starsza, co ci się podoba w aktorstwie?

 - Zawsze powtarzałam, że to dar i szczerze mówiąc nadal myślę. Jeśli uważasz się za artystę i masz możliwość wyrażenia siebie i możesz skorzystać ze sceny, żeby dać się usłyszeć i dotrzeć do ludzi, dać się zapamiętać i powiedzieć o tym, w co wierzysz, to jest to wielki dar i nie uważam tego za oczywistość.

 

Rozmawialiśmy o tym jak trudno było wcielić się w postać Vedy. Czy w czasie zdjęć dawało Ci to radość, czy może satysfakcja przyszła dopiero później?

- Cieszyłam się z tego dopiero później. To postać, która robi tak okropne rzeczy, że trudno to pojąć. Ale mimo, że zdjęcia były trudne, i stanowiły duże wyzwanie, było warto, bo to wspaniały serial. Poza tym udało nam się pokazać go w Wenecji i złapaliśmy kontakt z ludźmi i rozmawiamy z nimi o tym i to jest w tym wszystkim najlepsze.

 

Jak współpracowało się z Kate Winslet?

- Kate nie można nie polubić. Zdziwiłabym się, gdyby ktoś się z nią nie dogadywał, bo ona jest naprawdę niesamowita. To najsilniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek spotkałam. Mieliśmy rewelacyjna obsadę - Guy Pearce jest fantastyczny jako Monty. Czuje się zaszczycona, że miałam okazję pracować z tymi ludźmi.

 

Czy Todd Haynes był na twojej liście reżyserów, z którymi chciałaś pracować?  

- Absolutnie. Jest świetnym partnerem do pracy. Nasza współpraca była zachwycająca, co było dość istotne, bo Veda to postać, którą naprawdę bardzo, bardzo trudno rozgryźć. A Todd mnie zadziwił, bo jednocześnie reżyserował pięć filmów i strasznie ciężko pracował, ale nigdy nie pokazywał zmęczenia. Nigdy się nie złamał, nie rozkleił i był zawsze oazą spokoju, zawsze słodki i opiekuńczy i naprawdę nie wiem jak to robił.    

 
Pamiętam, że czytałem artykuł o tobie, jako aktorce, gdzie opisano cię jako ‘bystrą ponad wiek’. Czujesz się mądra ponad swój wiek?

- Tak. Zawsze tak było i myślę, że to dlatego, że pracuję już tak długo i zawsze obracałam się bardziej w kręgu dorosłych, niż rówieśników i wśród nich czuję się komfortowo. Zawsze czułam się starsza niż faktycznie byłam. Im jestem starsza, tym jestem tego bardziej świadoma, co jest naprawdę miłe.

 

Co lubisz robić, gdy nie pracujesz?

-  Lubię spędzać czas w domu. Ta praca oznacza, że nigdy nie gościsz zbyt długo w tym samym miejscu, więc przebywanie w domu z moim kotem i relaks to dla mnie prawdziwe szczęście. Mam kota rasy Devon Rex - pamiętasz kota Dr Zło z filmu Austin Powers? Mają duże szpiczaste uszy, podłużne pyszczki i wspaniałą osobowość. Nazywa się Nicodemus...

 

 

A o jakim miejscu myślisz, jak mówisz "dom"?

- O Kalifornii. Kocham podróżować. Myślę, że w ten sposób nauczyłam się więcej niż w szkole - podróżując i doświadczając rzeczy, zdobyłam największą wiedzę.  

 

Wiesz już co dalej?

- W kwietniu skończyliśmy zdjęcia do "Id Marcowych" i to był duży zwrot i myślę, że jestem w to nadal mocno zaangażowana. Poza tym nadal zajmujemy się promocją "Mildred".


Spotykasz się z innymi aktorami poza planem?

- Tak, czasami. Ale mam też wielu przyjaciół spoza branży i uważam, że to ważne. To ludzie, których znam od lat. Dzięki mojej pracy zawarłam jednak wiele wspaniałych przyjaźni i uważam, że miło jest mieć ludzi z którymi nadajesz na tych samych falach, bo dorastając nie miałam zbyt wielu znajomych, którzy robiliby to co ja.  

 

 

Uczyłaś się w domu?

- Do siódmej klasy chodziłam do szkoły publicznej a potem brałam lekcje w domu, co właściwie bardziej mi pasowało, bo podczas takich lekcji twarzą w twarz uwaga skupiała się na mnie.  

 

Uważasz, że film "Trzynastka" miał wpływ na Twoją karierę?

- Oczywiście, on zmienił moje życie. Myślę, że Catherine Hardwicke (reżyserka) jest moim aniołem stróżem (śmiech). Tak, ten film zmienił moje życie.

 

 

To świetny film, ale to musiała być trudna rola?

- Miałam 14 lat, gdy go kręciliśmy i to był pierwszy raz, gdy ktoś dorosły spojrzał na mnie i powiedział ‘Chcę wysłuchać, co masz do powiedzenia i chcę, żebyś powiedziała mi co się dzieje. Chcę, żebyś odkryła swoją duszę...’ I po raz pierwszy podzieliłam sie ze światem dużą częścią samej siebie, a świat odpowiedział w cudowny sposób.

 

 

Myślisz, że na jakimś etapie będziesz chciała zająć się reżyserowaniem?

- Coraz więcej ludzi mówi mi, że właśnie to powinnam robić. Więc może, któregoś dnia...  

 

Nie ma zbyt wielu kobiet reżyserów, a ty masz dużo doświadczenia... 

- Masz rację, nie ma wystarczająco dużo kobiet reżyserów, a ja zdecydowanie skorzystałam na pracy z reżyserami i obserwowałam ich i uczyłam się od nich. I wydaję mi się, że pracowałam z najlepszymi. Todd jest z całą pewnością jednym z najlepszych, podobnie jak George. W pewien sposób oni są jak bracia.    

W jaki sposób wybierasz role?

- Decyduje o tym scenariusz i reżyser. Zwykle robię w ten sposób, że otwieram scenariusz gdzieś po środku i zaczynam czytać. Jeśli natychmiast przykuje moją uwagę, wracam na początek i czytam całość.  

 

Czy tak też było w przypadku Mildred?

- Nie, historię Mildred znałam wcześniej z książki i oryginalnego filmu. Poza tym znałam Todda i Kate, więc tutaj było trochę inaczej (śmiech). Ale zwykle ufam instynktowi i gdy wybór jest właściwy, czuję w brzuchu motylki. W przypadku Mildred miałam w brzuchu tyle motylków, że to było wręcz absurdalne (śmiech). A potem, gdy okazuje się reżyseruje Todd Haynes, a w obsadzie jest Kate Winslet i Guy Pearce, to już wiesz, że to będzie coś wyjątkowego. I było.

Wywiad udostępniony dzięki uprzejmości firmy Galapagos. 

Premiera serialu na DVD już 17 lutego. Światseriali.pl jest patronem wydania.


Dowiedz się więcej na temat: Mildred Pierce | Evan Rachel Wood | HBO | seriale | Winslet Kate | Todd Haynes

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje