Reklama

"Maria z przedmieścia": Thalía pamięta o korzeniach

Chociaż Thalía rzuciła telenowele 15 lat temu, w świadomości wielu widzów nadal jest ich królową. Sama również z sentymentem wspomina swoją karierę aktorską.


Reklama


Po sukcesie tzw. trylogii Marii ("Maria Mercedes", "Marimar", "Maria z przedmieścia") oraz "Rosalindy" dobiegająca 30-tki Thalía była u szczytu sławy. Wydawało się wtedy, że przed nią jeszcze wiele głównych ról w telenowelach. Jednak Meksykanka zdecydowała się na nagły zwrot w karierze. Po ślubie ze starszym od niej o 22 lata Tomym Mottolą, ówczesnym właścicielem Sony Music i byłym mężem Mariah Carrey, gwiazda zrezygnowała z kariery aktorskiej.

Muzyczny żywioł

W błędzie byli jednak ci, którzy sądzili, że Thalíi wystarczy rola luksusowej utrzymanki. Artystka postanowiła bowiem skupić się na muzyce, a wpływowy mąż ułatwił jej podbój rynku amerykańskiego. Co 2-3 lata Meksykanka nagrywa nowe krążki, które cieszą się dużą popularnością wśród fanów i zbierają pozytywne recenzje krytyków.

Thalía stara się trafić w gust różnych słuchaczy, dlatego sięga po gatunki takie jak rock, house czy R&B. Jednak nigdy nie zapomina o latynoskiej muzyce, dlatego na jej płytach usłyszymy cumbię, bossa novę czy salsę. Dwa lata temu współpracowała z Robbiem Williamsem i Michaelem Buble. W listopadzie 2014 r. wydała najnowszy krążek "Amore Mío", który okazał się sukcesem i szybko zyskał status złotej płyty w Meksyku. Krążą plotki, że artystka planuje wyruszyć w trasę koncertową z okazji 25-lecia rozpoczęcia swojej kariery muzycznej. 

Pod znakiem zapytania

Mimo że Thalía konsekwentnie odmawia powrotu do telenowel, producenci wciąż liczą na to, że w końcu zmieni zdanie. Dlatego widzowie nadal żyją nadzieją, że zobaczą "Królową Telenowel" na szklanym ekranie. Było to najbardziej prawdopodobne w 2012 roku, gdy Roberto Gomez Fernandez zaoferował jej rolę w serialu, którego scenariusz miał być napisany specjalnie dla niej, jednak nie doszło do realizacji tego projektu. Potem Salvador Mejía marzył, że jego aktorka z "Rosalindy" wcieli się w żeńską odpowiedniczkę hrabiego Montecristo. Znowu nic z tego nie wyszło.

Przez jakiś czas krążyły plotki, że Thalía zagra jedynie u boku Williama Levy’ego. Jednak ona stwierdziła, że mimo całej sympatii, jaką darzy seksownego Kubańczyka, szanse na jej powrót do telenowel są raczej mizerne.

- Lubię robić rzeczy po swojemu, mam cygański styl życia. Uwielbiam przebywać z moimi dziećmi. Robię tysiąc rzeczy jednocześnie, a kiedy pracujesz na planie, masz związane ręce. Gdybym miała wrócić, musiałaby to być telenowela w starym stylu, ale takich seriali już się prawie nie kręci - tłumaczyła w jednym z wywiadów. 

Niektórzy złośliwcy twierdzą, że Thalía boi się konfrontacji ze swoją legendą, bo tak naprawdę nie jest zbyt dobrą aktorką, a fenomen telenowel z lat 90-tych tkwił w jej młodości i świeżości. Teraz, gdy przekroczyła już czterdziestkę, brak talentu byłby bardziej zauważalny. Gwiazda podkreśla zawsze jednak, jak ważną rolę odegrały w jej życiu seriale. Bardzo chętnie wrzuca na swój profil na Instagramie memy z "Marią z przedmieścia" lub "Marimar". W ubiegłym roku wzięła udział w jubileuszowym koncercie zorganizowanym przez Televisę, podczas którego wykonała największe przeboje z "Rosalindy", "Marimar" i "Marii z przedmieścia".

Kobieta renesansu

Patrząc na napięty grafik Thalíi, nie ma co się dziwić, że trudno jej wygospodarować czas na granie w telenoweli. Żona Mottoli wciąż sprawdza się bowiem w nowych dziedzinach. Ostatnio wypuściła własną linię damskiej odzieży, których cechą charakterystyczną są zwierzęce printy - cętki, łaty, paski. Koszt sukienki zaprojektowanej przez Thalíę to 300-500 złotych. Jej kolekcja oprawek do okularów sprzedała się na pniu. Od 2007 roku Meksykanka ma własny program radiowy. Wydała już 4 książki, w tym jedną dla dzieci. Trzy lata temu otworzyła w Nowym Jorku własne centrum jogi, której zawdzięcza swoją szczupłą i młodzieńczą sylwetkę. Razem z Rickym Martinem nagrała dubbing do hiszpańskiej wersji najnowszej części przygód Minionków. 

Zapisane w scenariuszu

Mimo dużej różnicy wieku, małżeństwo Thalíi jest nad wyraz trwałe i udane. Oboje stronią od romansów, poświęcając się pracy i wychowywaniu 7-letniej Sabriny oraz 3-letniego Matthew. Chociaż gwiazda jest bardzo aktywna na Instagramie, nie wstawia tam zdjęć swoich pociech, chcąc im zapewnić prywatność. Lubi natomiast fotografować się z mężem i opowiadać o nim w wywiadach. Niedawno wyjawiła, że podczas pierwszej randki praktycznie nie znała angielskiego. Dlatego próbowała odczytać mowę ciała Tommy’ego i podczas rozmowy posługiwała się kwestiami ze scenariusza amerykańskiego filmu, w którym grała. To wystarczyło, żeby zdobyć jego serce.

Wojna sióstr

Dalsza rodzina serialowej Rosalindy potrafi przyprawić ją o ból głowy. Jej spór z przyrodnią siostrą, Laurą Zapatą, ciągnie się od 2002 roku. Aktorka oskarżyła wtedy żonę Mottoli o to, że ze skąpstwa nie chciała zapłacić okupu, gdy ona i Ernestina Sodi zostały porwane. Kobiety musiały odzyskać wolność na własną rękę. Potem rozpoczęła się wojna o opiekę nad babcią. Laura chciała, żeby Thalía opłacała część kosztów utrzymania sędziwej Evy Mange. Za pośrednictwem mediów zwracała się do młodszej i bogatszej siostry, odwołując się do jej sumienia.

W końcu w kwietniu ubiegłego roku doszło do pojednania i spotkania obu kobiet z babcią. Później pojawiła się plotka, że siostry doszły do porozumienia i umieściły Evę Mange w luksusowym domu spokojnej starości. Aktorki sprostowały, że starsza pani nie zmieniła miejsca zamieszkania, uczęszcza tylko dodatkowo na zajęcia dla osób w jej wieku. W lutym Laura i jej babcia zachorowały na ostre zapalenie płuc. Wtedy Thalía nie stanęła na wysokości zadania i nie zadzwoniła, żeby spytać o ich stan zdrowia. Tak przynajmniej twierdzi Zapata. Czy między siostrami zapanuje kiedyś trwały pokój?

akw

Dowiedz się więcej na temat: Thalia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje