"Maria z przedmieścia": Serial nadal wzbudza emocje

Choć od premiery telenoweli minęły 23 lata, nadal wzbudza emocje u widzów. Równie wielkie towarzyszyły aktorom na planie.

Na pomysł nakręcenia remake’u swojego telenowelowego hitu lat 80. "Los Ricos También Lloran" wpadł w 1995 r. Valentín Pimstein, producent i ojciec chrzestny ekranowej kariery Thalíi.

Reklama

- Chciałem zamknąć pierwszą w historii telenowelową trylogię Maríi (wcześniejsze: "María Mercedes" i "MariMar") mocnym tytułem. Pomyślałem, że ta historia jest idealna - wyznał po latach król telenowel, dla którego była to ostatnia produkcja.

I to też niepełna, bo po kilku tygodniach przekazał ją w ręce koleżanki, Angelli Nesmy, sam obejmując stanowisko wiceprezesa Televisy.

Recepta na...

Od początku było wiadomo, że główną rolę zagra Thalía.

- Nie było w tym nic dziwnego. Zaczęłam trylogię Maríi, więc musiałam ją też zakończyć - przyznała po latach aktorka. Na jej partnera wybrano dotychczasowego mistrza drugiego planu, Fernanda Colungę.

- Z tego, co wiem, nie byłem jedynym kandydatem, ale postarałem się, żeby być ostatnim. I opłaciło się! Od "Maríi..." wszystko się dla mnie zaczęło - przyznał aktor. Dopełnieniem ich duetu zostali Itatí Cantoral oraz Hector Soberón. Aktor potraktował pracę na planie jako terapię po zakończonym związku.

- Pracując, mogłem robić to, na co sobie nie pozwalałem w życiu - kopać, krzyczeć, płakać - wyznał Soberón. Lecz to Thalía i Fernando Colunga stali się tematem plotek. Media donosiły, że para z planu uwielbia swoje towarzystwo również poza nim.

- Często się wygłupiamy, żartujemy, ale traktujemy się jak rodzeństwo - bronił się Colunga. Nic dziwnego, oficjalnie oboje byli zajęci. Ona spotykała się z tajemniczym Alfredem, on miał narzeczoną, Giovannę.

- Media  podkręcały informacje o Alfredzie, miłości mojego życia, a ja spotykałam się już z Fernandem - wyznała już po rozstaniu z Fernandem. - Ukrywaliśmy się do końca, żeby w spokoju cieszyć się rodzącym się uczuciem. Byliśmy razem rok i siedem miesięcy - dodała.

Z kolei po latach, z perspektywy czasu, oznajmiła: - To była serialowa miłość, zaczęła się na planie i skończyła zaraz po zejściu z niego. Pozostała przyjaźń i wspomnienia na całe życie - mówiła, dodając, że nie chciałaby się spotkać ponownie przed kamerą z byłym chłopakiem.

Oficjalny powód? Thalía chciała skupić się na karierze. Za kulisami mówiło się jednak, że ekranowy amant miał dość czekania na kobietę, co publicznie głosiła, że "należy do tych, które do ołtarza pójdą czyste, w bieli, jako dziewica".

Szpitalne przypadki

O ekipie "Maríi..." głośno było także za sprawą urlopów na planie. Jako pierwsza z wycieńczenia "padła" Thalía, która na 15-dni trafiła do szpitala, co wywołało spekulację mediów na temat jej ciąży oraz... wirusa HIV!

Z powodu zawału Meche Barba (Lupe) pożegnała się na trzy tygodnie z ekipą, podobnie jak Irán Eory (Victoria), która po nieudanym leczeniu kanałowym zęba musiała walczyć z zapaleniem ropnym.

Pech nie opuścił też młodych gwiazd - Ludwika Paleta ("Tita") nabawiła się infekcji oddechowej, a Osvaldo Benavides (Nandito) uciął sobie koniuszek palca!

MG


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje