Reklama

"Malanowski i Partnerzy": Bronisław Cieślak jak James Bond

Paradokumentalny Serial "Malanowski i Partnerzy" obchodzi właśnie 5. urodziny, a jego główny bohater, wciąż jest niekonwencjonalny, nieustraszony i kochany przez kobiety. Tylko nam Bronisław Cieślak wyznaje, że teraz czuje się bardziej emerytem niż aktorem.


Malanowski rozwiązuje zagadki już 5 lat!

Reklama

Piątka prywatnych detektywów wspólnie rozwiązuje różnorodne sprawy kryminalne, zgłaszane przez klientów tytułowego biura. Po raz kolejny tam, gdzie policja jest bezradna, do akcji wkraczają detektywi. Poszukują zaginionych, śledzą niewiernych małżonków, rozwiązują często błahe na pozór, a w rzeczywistości trudne ludzkie problemy.

Malanowski i jego młodzi współpracownicy już od 5 lat pomagają rozwikłać rodzinne dramaty, poszukują zaginionych dzieci i dorosłych, śledzą zdradzających się małżonków, trafiają też na trop o wiele poważniejszych spraw i wyjątkowo groźnych przestępców.

Detektywi wkraczają do akcji, gdy policja nie podejmuje działań, bo ich zlecenia mogą dotyczyć czynów, które zgodnie z prawem nie są karalne, lecz wyrządzają osobom zainteresowanym wielką szkodę emocjonalną. Bohaterowie tego serialu podejmują się bardzo różnych zadań, a rozwiązywane przez nich zagadki kryminalne potrafią w finale zaskoczyć nawet wytrawnych stróżów prawa. Detektywi i ich szef, Malanowski za wszelką cenę dążą do ukarania winnych.

W rolę szefa biura wcielił się Bronisław Cieślak, znany z brawurowej roli porucznika Borewicza w serialu "07 zgłoś się". Towarzyszą mu Marek Krupski, Anna Wilk (w tej roli Anna Lucińska), Magdalena Dębska (Magdalena Rębacz) i Tomasz Orlik (Tomasz Mandes).

Bronisław Cieślak: Będzie, co będzie!

Czy do któregoś z odcinków "07 zgłoś się" jest Pan jakoś szczególnie przywiązany?

- Wielokrotnie pytano mnie, który z odcinków najbardziej lubię - tak w klasycznej formie brzmi to pytanie. Nie umiem na nie odpowiedzieć. Dlatego, że dla mnie wspomnienia związane z tym serialem nie dzielą się na rozdziały pt.: odcinek. Zawsze kręciliśmy pięć jednocześnie - rano zdjęcia do jednego, a dwie godziny potem scenę do kolejnego. A więc dla mnie to nie odcinki, a mikroelementy całości. Patrzę na nie bardzo analitycznie i krytycznie. Niektóre rzeczy chętnie bym zrobił jeszcze raz. Oglądam to inaczej niż normalny widz. Uruchamiam w głowie specjalną taśmę wspomnień.

Wspaniała kultowa kurtka wojskowa, w której Pan grał, była Pana własnością czy kostiumem?

- W filmach nosi się bardzo mało prywatnych ciuchów. Może kożuch był mój. Rzecz w tym, że to kłopotliwe i zobowiązujące, bo sceny kręcone są w różnych terminach i potem trzeba pilnować, by zabrać dany ciuch ze sobą, a właściwie najlepiej byłoby zostawić go w garderobie. Nie mogę w jednym ujęciu być np. w czarnej marynarce, a za chwilę w zielonej. 

Znaki czasów: porucznik Borewicz jeździł służbowym polonezem, Malanowski czarnym bmw. A czym jeździ Bronisław Cieślak?

- Nigdy nie miałem prywatnie poloneza. Za czasów serialu "07 zgłoś się" jeździłem fiatem125p. Wcześniej przez 8 lat dwoma maluchami. A teraz toyotą RAV czwórką.

Z wykształcenia jest Pan etnografem, pracował Pan jako dziennikarz, poseł, aktor. Gdyby miał Pan siebie określić, to powiedziałby Pan...

- Nie da się. Kiedyś na pytanie, kim jestem bardziej: dziennikarzem czy aktorem, odpowiadałem - jestem dziennikarzem, aktorem bywam. Przez lata było to niezmienne. Teraz się zmieniło. Mogę powiedzieć, że jestem emerytem, aktorem bywam. 

Od 40 lat z hakiem jest Pan sławny. Po jakim czasie przychodzi zobojętnienie na popularność? A może nigdy?

- To zależy. Zresztą broniłbym się przed tym określeniem. "Sławny człowiek" to mógłby być Einstein. Ja jestem tylko rozpoznawalny. I powiem tak: to jest dziwne. Dorosły człowiek zaczyna zauważać znaczące spojrzenia i właściwie to jest nieprzyjemne. Nawet mnie to krępowało. Zacząłem się wręcz nienaturalnie zachowywać! Były jednak i pozytywne skutki tej rozpoznawalności. W PRL-u mogło to po prostu być opłacalne. Np. w sklepie mięsnym zdarzało się, że mimo pustych haków dostawałem odrobinę szynki za sam wygląd (śmiech). Wszyscy znani z tamtych czasów to potwierdzą. 

- Teraz to nie działa. Trzeba mieć pieniądze, a nie stać w kolejce. Dziś jest inaczej, ale popularność też nie jest za fajna. No chyba że ktoś lubi, gdy podbiega do niego stadko dwunastolatek i go prosi o autograf na bilecie tramwajowym, nie bardzo wiedząc, z kim ma się do czynienia. To nie może sprawiać przyjemności. Zaoszczędzę pani fatygi zadania kolejnego dyżurnego pytania: Z kobietami było panu łatwiej?... Odpowiadam stanowczo, że nie jest przyjemnie leżeć z dziewczyną na wystawie sklepowej. A w filmie tak to przecież jest. Więc zdecydowanie łatwiej zagrać złość niż miłość. A prywatnie, dzięki pracy w serialu też nie miałem łatwiej z dziewczynami. Przecież nigdy nie miałem pewności, czy panienka ma apetyt na mnie, czy na Borewicza. 

Czytuje Pan kryminały?

- Nie. Oczywiście coś tam przeczytałem. Ale jak pani sądzi: czy "Zbrodnia i kara" to kryminał? A "Makbet"? Bo "literatura pociągowa" mnie nudzi. Jeśli już, wolę rozwiązywać sudoku. Jest tak samo odmóżdżające. Zresztą moja żona już na początku wie, kto zabił, a ja nigdy. To mnie zniechęca. Do tego w kryminałach skandynawskich pojawiają się nazwiska trudne do wymówienia i zapamiętania. Nie mam do tego talentu.

Zna Pan prywatnie jakiegoś detektywa?

- Na szczęście nie miałem potrzeby. Ma Pan inne, oprócz "Malanowskiego i partnerów", plany zawodowe? Nie mam. W gruncie rzeczy nigdy nie miałem. Co ma być, to będzie. Obudzę się jutro i zobaczę, co się wydarzy.

Ogląda Pan jakieś seriale?

- Od czasu do czasu. Np. lubię "Krew z krwi", bo gra tam Agata Kulesza, która mnie zaintrygowała w dwóch innych produkcjach. Ta aktorka idzie w górę pionowo jak bombowiec.

Rozmawiała: Katarzyna Sobkowicz

Telemax

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Malanowski i Partnerzy | Bronisław Cieślak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje