Reklama

Gwiazdy na stresie

"Stres zmienia wszystko" - powiada aktor Al Pacino. "Jednych mobilizuje, a innych wykańcza". Czy gwiazdy polskich seriali mają stresy? A jeśli tak, to jak sobie z nimi radzą?

Ewa Kasprzyk: "Może nas uratować obcowanie z przyrodą, las, woda"

Reklama

"Po tym, jak mnie napadnięto i okradziono moje mieszkanie, staram się odsuwać od siebie złe myśli" - mówi Ewa Kasprzyk ("Na dobre i na złe"). "Pomaga mi w tym natura, przyroda. Niemniej jednak cały czas żyję w stanie pewnego zagrożenia. To zatrważające, że w podróży cały czas trzeba uważać. Gdy jadę samochodem, pamiętam o tym, żeby nie kłaść torebki na przednim siedzeniu, zamykam okna. Z każdym dniem ludzie coraz bardziej zaczynają się bać siebie nawzajem. Od tego stresu może nas uratować obcowanie z przyrodą, las, woda.

Jeśli chodzi o utratę pracy, na razie nie mam stresu, ale bardzo dużo się o tym słyszy. W związku z tym panuje ogromne zagrożenie poczucia bycia sobą. Człowiek boi się mówić to, co myśli. Narażamy swoją wolność za cenę tego, żeby mieć pracę. Wiem, co stało się z aktorami, którzy mówili to, co myślą. Mimo tych wszystkich zagrożeń, nie należy jednak poddawać się temu i cały czas o tym myśleć, bo inaczej oszalejemy".

Magdalena Zawadzka: "Uciekam do filharmonii"

"Mój największy stres jest związany z pośpiechem, któremu wszyscy ulegamy" - mówi aktorka Magdalena Zawadzka ("39 i pół"). "Drażni mnie też i stresuje współczesny hałas i ta hałaśliwa, nieznośna muzyka. Stresuje mnie też agresja, brutalność i prostactwo ludzi - nie generalizuję, bo różni są ludzie, ale w masie - właśnie tacy. O sprawach zawodowych nie mówię. Nie da się przejść bez stresu, zwłaszcza w zawodach artystycznych, kiedy nieustannie jest się ocenianym. To wszystko ma wpływ na nasze samopoczucie. Stres działa na mnie mobilizująco, jeśli związany jest z twórczością. Wszystko, co temu przeszkadza, działa przeciwnie. Ma się wtedy poczucie, że marnuje się czas. Od stresu uciekam do filharmonii. Tam słucham takiej muzyki, jaka mi odpowiada i odreagowuję. Uciekam też w przyrodę, tam, gdzie szumią drzewa, śpiewają ptaki, gdzie są piękne widoki".

Emilia Krakowska: "W przyrodzie nabieram dystansu do życia"

"Od początku życia towarzyszy mi stres, więc wydaje mi się, że do niego przywykłam" - twierdzi aktorka Emilia Krakowska ("Pierwsza miłość"). "Tak mnie rzucił los, umiejscowił w takich warunkach, że cały czas żyję w pewnym stresie. W obliczu wszystkich zawirowań historii, która ma wpływ na to, co się wokół dzieje, na nasze myśli, serca, działania, wszyscy żyjemy w stresie. Nasze pokolenie jest zahartowane. Ja chyba nie zastanawiam się nad tym, czy się stresuję, czy nie. Stres to codzienność. Czy działa mobilizująco? Do pewnego stopnia, o ile nie jest zbyt dokuczliwy. Myślę jednak, że bez stresu żyłoby się lepiej. Problem w tym, że to chyba niemożliwe.

W krytycznych chwilach przypominam sobie, że jestem dzieckiem natury i na ważne życiowe pytania szukam odpowiedzi właśnie w przyrodzie. Tam nabieram dystansu do życia".

Roman Kłosowski: "Codzienne stresy pomaga mi znieść rodzina"

"Stresuje mnie współczesna rzeczywistość" - mówi aktor Roman Kłosowski, czyli niezapomniany Maliniak z serialu "Czterdziestolatek". "Zaszły niespodziewane zmiany. Towarzyszy mi niepewność zawodowa. Odczuwam też brak artystycznego spełniania się. Zauważam niedosyt współczesnej literatury, służącej za podstawę zarówno do realizacji filmów, jak i spektakli teatralnych. Poza tym już nie jestem młodym człowiekiem i otrzymuję coraz mniej satysfakcjonujących mnie propozycji. Te wszystkie codzienne stresy pomaga mi znieść moja rodzina, w której czuję się naprawdę dobrze".

Stanisława Celińska: "Kłopoty odreagowuję w ogródku"

"Dziś czuję się mniej bezpiecznie niż kiedyś" - powiada aktorka Stanisława Celińska ("Samo życie"). "Pensje w teatrze są żałosne. Człowiek bierze wszystko, bo nie zna dnia ani godziny. Cały czas trzeba biegać za tym, żeby zarobić. Z drugiej strony z teatru trudno zrezygnować, bo to stała pensja, emerytura i oczywiście spełnienie zawodowe oraz satysfakcja, czyli to wszystko, co popchnęło nas do wykonywania tego zawodu. Muszę dużo pracować, ponieważ mam na utrzymaniu cały dom. To powoduje stresy. Niby wiem, że wiele zależy ode mnie i jeśli się dużo pracuje, można więcej zarobić, ale nie czuje się opieki socjalnej państwa. Nie ma wczasów pracowniczych. Na podwyżkę w teatrze nie ma co czekać, bo nie ma na to pieniędzy. Stawki za udział w filmach też są różne. Panuje ogromna niesprawiedliwość. Kiedyś o tym, ile zarobię, decydowała komisja. Teraz każdy zarabia inaczej. Często doświadczony aktor, który spędził na scenie kilkanaście lat, otrzymuje niższą stawkę niż ktoś początkujący w tym zawodzie. Dawniej nie było menedżerów. Teraz to oni negocjują stawki. Z jednej strony to dobrze, bo każdy ma los w swoich rękach, ale o wszystko trzeba zabiegać. Dawniej było inaczej. Ludzie mieli więcej czasu, częściej chodzili do teatru. Nawet z taksówkarzami rozmawiało się o przedstawieniach teatralnych. Teraz niewiele osób ma czas na teatr. Widzowie gdzieś się rozpierzchli. Dawniej inaczej się z ludźmi rozmawiało, było inne samopoczucie, wszyscy czuli się bezpieczniejsi. Praca leżała niemal na ulicy. Teraz bardzo stresujące jest to, że młodzi nie mają pracy. W sklepach jest ogromny wybór towarów, można to wszystko mieć, ale trzeba na to zarobić.

Ja, na szczęście, nie narzekam na brak pracy. Ciągle dostaję propozycje, ale nie mam czasu na nic innego. Czasami udaje mi się popracować w ogródku i przy tym odpocząć lub pójść na spacer. Staram się być szczęśliwa, bo kiedy będę szczęśliwa, jeśli nie teraz? Cieszę się daną chwilą, tym, co mam. Jestem silną osobą i chyba w każdych warunkach poradziłabym sobie, jednak kosztuje mnie to naprawdę dużo wysiłku. Psychicznie z pewnością nie czuję się bezpiecznie. Czasami przypominam sobie słowa pewnej scenografki, która mówiła, że najbardziej cieszy się z tego, że nie ma wojen".

Beata Tyszkiewicz: "Nie uciekam - działam"!

"Jestem zestresowana i rozczarowana brakiem powagi oraz przyzwoitości polityków" - mówi gwiazda polskiego kina Beata Tyszkiewicz ("Teraz albo nigdy!"). "To, co się dzieje, przypomina mi sytuację z literatury Mrożka - "o, udało się". Stresuje mnie ogromny prowincjonalizm i zaniżenie wartości. My, Polacy jesteśmy lepsi na gorsze czasy niż na lepsze. Jednym z wielu przykładów absurdów jest wykrycie krowy chorej na BSE, gdy w końcu ktoś zbadał kilka krów. Podobnie było z osteoporozą. Oświadczono, że około 100 dzieci choruje na nią. A ile dzieci w ogóle przebadano?

Ja nie uciekam od stresu. Staram się uruchamiać różne działania, które mogą ludziom pomóc".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje