"Derek": Fajnie być miłym

Niskobudżetowy brytyjski serial "Derek", którego twórcą jest kontrowersyjny komik Ricky Gervais, w ciągu 20 minut sprawia, że widz śmieje się i płacze - bynajmniej nie ze śmiechu. 12 września produkcja wypływa na szerokie wody: na ten dzień zaplanowano bowiem jego amerykańską premierę. Czy Amerykanie, a wraz z nimi cały świat, pokochają Dereka Noakesa?


Reklama

"Derek" to historia trzech przyjaciół pracujących w domu opieki społecznej. Derek (Ricky Gervais) jest 50-letnim, autystycznym facetem, który sam o sobie mówi tak: "Nie jestem przystojny, nie jestem zbyt mądry, ale staram się być miły".

Dougie (Karl Pilkington) to złota rączka. Naprawi ekspres do kawy, stół, pralkę. Jako jedyny w tym towarzystwie ma głowę na karku. Kev (David Earl) to z kolei obibok, zboczeniec, darmozjad, który w serialu odpowiada za elementy humoru ordynarnego.

"Dereka" wymyślił Ricky Gervais, autor takich seriali jak "Biuro" czy "Extras", ale przede wszystkim komik znany ze swojego ateizmu, a także tego, że podczas ceremonii rozdania Złotych Globów obraził pół Hollywood. Gervais nie oszczędza nikogo, włącznie z sobą: w "Extras" jego bohater został nazwany - przez Davida Bowiego! - "małym grubym nieudacznikiem".

Ricky Gervais uważany jest przez wielu za geniusza satyry - łamiącej granice, tabu, jadącej po bandzie. Teraz, po raz pierwszy, ujawnił swój talent dramatyczny. Cynik okazał się wrażliwcem.

Najnowsza produkcja Gervaisa zadebiutuje w USA w internetowej telewizji Netflix. Pojawi się tam od razu cała pierwsza seria, dostępna na żądanie. Idzie więc Gervais w ślady Davida Finchera i Kevina Spacey, którzy właśnie w ten sposób pokazali Amerykanom "House of Cards". Telewizja, jaką znaliśmy, telewizja, która wymaga od widza punktualności, już za chwilę zostanie przykryta kurzem historii.

Choć "House of Cards" i "Derek" to produkcje z dwóch zupełnie różnych bajek, obie są dziełami sztuki.

Ricky Gervais pokazuje widzom rzeczy niewygodne, osładzając je świetnie dawkowanym humorem.

Mamy tu zimnych urzędasów, dla których dom spokojnej starości to jedynie tabelka z kosztami, mamy wolontariuszy, którzy poświęcają swoje życie prywatne dla zapomnianych przez swoje rodziny staruszków, mamy wreszcie intrygujący przekrój najniższej klasy społecznej w osobach Dereka, Dougie i Keva. Gervais co jakiś czas przypomina, że rezydenci ośrodka to nie tylko niekontaktujący babcie i dziadkowie, będący jedną nogą w grobie, ale przede wszystkim ludzie, którzy byli kiedyś młodzi, którzy przeżyli wiele pięknych i wiele trudnych chwil.

To wszystko wydaje się koszmarnym pomysłem na serial. No bo co to za rozrywka - oglądanie starych ludzi i problemów społecznych? A jednak udało się Ricky’emu stworzyć serial lekki, dowcipny i wzruszający. "Znów przez ciebie płakałam, ty draniu" - napisała na Twitterze do Gervaisa jedna z fanek "Dereka".

Stworzony przez niego ośrodek jawi się jako niezależna od świata enklawa, z zupełnie innym systemem wartości niż ten obowiązujący poza murami ośrodka. To tu nastolatka, która klnie, pali i marzy o byciu celebrytką, nagle zdaje sobie sprawę, że bycie dobrym, w najczystszym tego słowa znaczeniu, też jest spoko.


Michał Michalak

Dowiedz się więcej na temat: Derek | Ricky Gervais | seriale | Biuro (serial)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje