Reklama

Czasem nie lubi swojej roli

Znaną widzom Universal Channel z roli uroczej mediatorki w serialu "Paragraf Kate", Sarah Shahi już niedługo będzie można zobaczyć w nowym serialu "Chicago Fire". Uznana za jedną z najpiękniejszych kobiet w telewizji, Sarah opowiada o tym.. jak podrywał ją Jean Dujardin i o swojej najlepszej przyjaciółce Zoe Deschanel.


Fajnie było wcielić się w postać Kate w "Paragrafie Kate"?

Reklama

- Tak, nawet bardzo. Fajnie jest grać kogoś, kto ma tak wiele drobnych niedoskonałości w sobie. To duże wyzwanie, ale też ciekawe doświadczenie.

Postać Kate to dziewczyna z charakterem? Jesteś do niej podobna?

- Tak. Mamy kilka cech wspólnych. Podobnie jak Kate jestem zadziorna i podchodzę do wszystkiego bardzo emocjonalnie. Jestem uparta. Czasami to aż nawet za bardzo. Zapytaj mojego męża! Jednak zasadniczo różnimy się bardzo w sposobie zachowania. Poza tym, ja kiedy schodzę z planu, to jestem pełnoetatową żoną i matką, która ma pełno zobowiązań na głowie. Kate jest to obce, ona żyje całkowicie z dnia na dzień. Kate to osoba, którą mam czasami ochotę zdzielić po głowie. Wiesz dlaczego? Bo to straszna egoistka, bywa strasznie samolubna. Bardzo tego nie lubię, dla mnie to strasznie dziecinne zachowanie.

Zawsze byłem ciekawy jak aktor postrzega swoja pracę. Jesteś aktorką, jak ty to widzisz?

- Zrobiłam cztery czy pięć filmów przed przerwą na macierzyństwo. W jednym z nich grał Sylvestr Stallone, a ja grałam główną rolę żeńską. Wcieliłam się w córkę Stallone'a, która robiła tatuaże. Co więcej, ja sama, cała byłam pokryta tatuażami, dosłownie cała, od głowy aż po mały palec u stopy! Byłam nawet na kursie tatuażu w Luisianie. Tam też kręciliśmy film przez kilka tygodni. To było dla mnie duże doświadczenie. Coś niepowtarzalnego, nigdy tego nie zapomnę. Ale chce się ciągle rozwijać, robić nowe rzeczy, grać w kolejnych produkcjach. Po każdym sukcesie stawiam sobie poprzeczkę jeszcze wyżej.

To prawda, że podrywał cię Jean Dujardin?

- Siedział przy stole naprzeciwko mnie i cały czas się na mnie gapił. On i jakiś  drugi facet cały czas na mnie spoglądali. Może to dlatego że byliśmy we Francji, a ja bardzo głośno mówiłam po angielsku. Siedziałyśmy z moją mamą przy stoliku z dyrektorem francuskiego oddziału Universal Networks International. Nagle Jean podniósł się i podszedł do niego. Zaczął wypytywać o mnie, między innymi o to, czy jestem wolna. Potem okazało się, że ten ktoś to taki francuski George Clooney.

Jean dostał Oskara za role w filmie "Artysta".

- Naprawdę? To on?! Ten, który tak się o mnie pytał?! O masz! Śmieszna sytuacja.

Jest duża konkurencja wśród kobiet, aktorek na rynku seriali telewizyjnych?

- Jest, ale powiem ci szczerze, że do końca nie jestem w temacie, bo od września zeszłego roku nie włączyłam nawet telewizora. Jedna z moich przyjaciółek jest gwiazdą show "Nie zadzieraj z zołzą spod 23" i jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Przyjaźnię się też z Zoe Deschanel, która gra w serialu "Jess i chłopaki" , ona jest fantastyczna. Jestem jedną z tych osób, które wierzą, że na szczycie jest miejsce dla każdej z nas. Ale jako kobieta, chcę też powiedzieć, że musimy trzymać się razem i wspólnie wspierać aby być jeszcze silniejsze, a nasza pozycja na rynku pracy jeszcze bardziej stabilna.

Dowiedz się więcej na temat: Paragraf Kate | seriale

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje