"Na dobre i na złe": Sikorka namiesza w Leśnej Górze

Pół roku temu po raz pierwszy została mamą. Nie śpieszyła się z powrotem do pracy, bo na pierwszym miejscu stawia rodzinę. Od niedawna gra przebojową doktor Hannę Sikorkę w serialu „Na dobre i na złe”. Ta rola to spełnienie jednego z jej marzeń.

Twoja bohaterka w „Na dobre i na złe” jest bardzo aktywna i wszędobylska...
- Taki jest na nią pomysł. Zapowiada się, że doktor Hanna Sikorka będzie wyrazistą postacią, co mnie cieszy. Czerpię olbrzymią radość z jej odkrywania. Wątki z udziałem Hani są bardzo ciekawie pisane, jest trochę konfliktów. Ma zatarg z Falkowiczem (Michał Żebrowski – przyp. aut.), który na początku nie będzie fanem jej talentu i poczynań. Gdy przyjęłam tę propozycję, poczytałam trochę informacji w internecie o bohaterach serialu i obejrzałam kilka odcinków. Przekonałam się, że Michał gra kultową postać; widzowie przepadają za osobowością Falkowicza i jego żartami. To nasze pierwsze zawodowe spotkanie; cieszę się, że razem pracujemy.

Czy spotkałaś już na planie swojego małżonka – Kamila Kulę, który w „Na dobre i na złe” gra Szczepana?
- Nie, jeszcze nie, ale to chyba dobrze. Gramy razem w teatrze. Musimy wymieniać się energią z innymi ludźmi.

Czy czujesz się już na planie „Na dobre i na złe” jak u siebie w domu?
- To moje drugie podejście do serialu. Pierwszy raz zagrałam w nim gościnnie trzynaście lat temu. Zdjęcia powstawały w innym miejscu, ale część ekipy jest ta sama. Zrobiło mi się miło, bo kilka osób pamiętało mój epizod sprzed lat. Byłam wtedy studentką drugiego roku szkoły teatralnej, zagrałam w jednym odcinku, miałam trzy-cztery dni zdjęciowe. Z niektórymi ludźmi z ekipy spotykałam się przy okazji pracy na planie różnych filmów; środowisko filmowe nie jest takie duże. Nie miałam żadnego problemu z aklimatyzacją. Ta rola to w pewnym sensie spełnienie moich marzeń, bo zawsze chciałam zagrać lekarza.
www.nadobre.tvp.pl/

Reklama

Najlepsze tematy