Prosto w serce

Ocena
serialu
7,5
Dobry
Ocen: 1227
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Mogą na siebie liczyć

Starsza córka Marii Winiarskiej i Wiktora Zborowskiego - Hania - od wielu lat mieszka w Brazylii. Zosia, która poszła w ślady rodziców i została aktorką, jest częstym gościem w ich domu. Dzień Matki i Dzień Dziecka stały się okazją, by mama i młodsza córka opowiedziały nam o łączących je relacjach.

Czym ostatnio zaskoczyła panią młodsza córka?

Reklama

Maria Winiarska: - Zosia zaskakuje mnie niemal codziennie. Kilka miesięcy temu ze schroniska w podwarszawskim Celestynowie wzięła dwumiesięcznego szczeniaka. I nawet nie zapytała mnie o zgodę (śmiech).

Zosia Zborowska: - Pomyślałam, że nie tylko zrobię dobry uczynek, ale nauczę się większej odpowiedzialności. Mieszkam sama i nikt oprócz mnie nie zadba o moją kochaną Kluskę.

Do szkoły aktorskiej Zosia też zdawała w tajemnicy?

MW: - Nie musiała. Doskonale z mężem wiedzieliśmy, że żadna siła nie sprawi, by zmieniła zdanie. Od małego śpiewała, tańczyła, stepowała. Do egzaminów na Akademię Teatralną przygotowywała ją Nina Girycz, ta sama aktorka i świetny pedagog, która 30 lat wcześniej pracowała ze mną przed egzaminami do szkoły aktorskiej. Historia zatoczyła zatem koło. Jestem dumna z Zosi, lecz ciągle staram się ją motywować, zachęcam do inwestowania w siebie. Aktor nie może bezczynnie czekać na rolę.

Córka słucha mamy?

ZZ: - Ponieważ pochodzę z aktorskiej rodziny, pewne sprawy wyniosłam z domu. Z obserwacji i doświadczenia rodziców wiem, że w tym zawodzie nie zawsze jest różowo. Raz jest praca, innym razem jej nie ma. Mama i tata nauczyli mnie, że nie wolno tracić czasu.

- Kiedy nie gram w Teatrze Polonia, chodzę na lekcje śpiewu, uczę się języków obcych, dubbinguję filmy, użyczam głosu do gier komputerowych. Ostatnio z wielką przyjemnością nagrałam audiobook z wydanej dziewięć lat temu książki mojej babci Hanny Zborowskiej-Kobuszewskiej "Humor w genach". Inwestuję też w swój wygląd, schudłam ponad osiem kilo. Ciało jest narzędziem naszej pracy i trzeba o nie dbać.

MW: - Zosia wraz ze starszą córką Hanią sporo zainwestowała również we mnie. Z okazji Dnia Matki dzieci zrobiły mi ogromną niespodziankę - zafundowały prywatne lekcje u znanego trenera fitness Piotra Łukasiaka. Mam bardzo intensywny, indywidualny program ćwiczeń, dzięki czemu zaczęłam prowadzić zdrowy styl życia, poprawiła mi się kondycja i figura. Czuję się fantastycznie! I pomyśleć, że po pierwszym treningu z nadmiaru wydzielonych endorfin byłam wręcz oszołomiona i niewiele do mnie docierało!

Samej trudno było się zmobilizować?

MW: - Oczywiście, najtrudniej przecież zrobić pierwszy krok! Córki jednak nie odpuściły i dopięły swego, za co jestem im bardzo wdzięczna. Dziś na samą myśl, że jutro mam trening, chce mi się mniej jeść (śmiech).

ZZ: Hania i ja miałyśmy dość, że mama prawie ciągle narzeka na swój wygląd i sylwetkę. A teraz wie, że nie ma już żadnej wymówki, by nie dbać o siebie. Pieniądze swoich dzieci trzeba przecież szanować.

Czy relacje między wami zawsze były tak ciepłe i dobre?

ZZ: - Nie pamiętam, aby dochodziło do większych spięć czy konfliktów. Po mamie odziedziczyłam dystans do świata i do siebie. I co równie ważne - zachowałam w sobie nieco dziecka, nie zatraciłam się w "dorosłości".

MW: - Moja mama, która nie była obłożona psychologicznymi poradnikami, nauczyła mnie przede wszystkim miłości do ludzi. Robiła po prostu to, co dyktowało jej serce, a ja jej mądrość starałam się przekazać córkom.

Rozmawiała A.K.

Dowiedz się więcej na temat: Maria Winiarska | Zosia Zborowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje