M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 294886
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Olga i Janek spróbują zbudować normalną relację - rozmowa z Martą Ścisłowicz

Podczas zeszłorocznego urlopu tańczyła sambę na ulicach Rio de Janeiro, w tym roku być może poleci do Indii lub Meksyku. Odpocznie w grudniu, bo całe lato spędzi na planie, m.in. "M jak miłość". W nowych odcinkach serialu jej bohaterka umówi się na randkę z Jankiem!


Reklama

Musisz mieć w domu dużo półek, żeby pomieścić nagrody, które ostatnio dostałaś za rolę w spektaklu "Caryca Katarzyna"...

- Oddałam wszystkie Teatrowi w Kielcach (im. Stefana Żeromskiego - przyp. aut.), gdzie powstał spektakl; stoją w foyer. Sporo się tych nagród nazbierało. Indywidualne otrzymałam w Krakowie na Festiwalu Boska Komedia, Kaliszu na Festiwalu Sztuki Aktorskiej i Łodzi na Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, a przedstawienie zostało nagrodzone w Gdyni, Cieszynie i Szczecinie. "Caryca Katarzyna" okazała się strzałem w dziesiątkę. Spektakl jest dobrze odbierany i doceniany, gram główną rolę, zmierzyłam się z ikoną. Jest się z czego cieszyć.

Czy, nie licząc festiwali, pokazujecie "Carycę Katarzynę" poza Kielcami?

- Byliśmy na wielu przeglądach teatralnych, występowaliśmy między innymi w Krakowie, Łodzi, Rzeszowie, Częstochowie i Warszawie. Przez miesiąc żyłam na walizkach. To bywa męczące, czasami człowiek chce wrócić do domu, ugotować zupę, posiedzieć w ogródku, ale i intrygujące. Każdy spektakl jest w pewnym sensie walką z samym sobą, wyzwaniem - trzeba pojechać i dać z siebie wszystko. Tak do tego podchodzę. Cały urok polega na tym, że zawsze konfrontuję się z różną publicznością, spotykam ciekawych ludzi. To poszerza horyzonty i otwiera nowe przestrzenie myślowe, co jest wyjątkowo ważne dla aktorów. Bez takiego rozwoju nic się nie zmienia, nie ma postępu.

Masz jakieś rytuały związane z takimi wyjazdami?

- W ciągu paru ostatnich lat nabrałam doświadczenia. Kiedyś przed każdym wyjazdem robiłam listę rzeczy, które mam zabrać, a potem byłam zestresowana, czy wszystko wzięłam. Teraz w ogóle się nie denerwuję, wypracowałam schematy działania. Jeśli jadę samochodem, biorę walizkę, a jeżeli pociągiem - torbę. Mam dyżurną kosmetyczkę, do której wszystko pakuję, mieści się do niej cały zestaw podróżny: toniki, kremy, małe szampony. Potrafię się spakować w piętnaście minut.

- Co do rytuałów, mam jeden - przed każdym spektaklem staram się biegać. Zawsze zabieram ze sobą odpowiednie buty i cały dzień organizuję tak, żeby przebiec chociaż kilka kilometrów.

Skoro rozmawiamy o podróżach, kiedy jedziesz na urlop?

- Jeśli wszystko dobrze się ułoży, drugi rok z rzędu przepracuję całe lato, a na urlop pojadę w grudniu. Mam teraz zdjęcia na planie "M jak miłość", "Lekarzy" i "Blondynki", a w zanadrzu dwie ciekawe propozycje serialowe. Mogę tak funkcjonować cały czas, bardzo mi to odpowiada. W wakacje jestem w Polsce, korzystam ze słońca, cieszę się pogodą, zimą uciekam gdzieś, gdzie jest cieplej.

Gdzie byłaś w zeszłym roku?

- Poleciałam z narzeczonym na miesiąc do Brazylii. Byliśmy między innymi w Salvadorze, Rio de Janeiro i na Ilha Grande - wyspie, gdzie mieszka dziesięć osób na krzyż. Popłynęliśmy też statkiem Amazonką, co było jednym z moich marzeń. Rejs trwał trzydzieści sześć godzin bez przerwy, spaliśmy w hamaku, oprócz nas na pokładzie był tylko jeden turysta - chłopak z Kanady. Gdy próbowałam pytać o coś po angielsku innych pasażerów, wszyscy się ze mnie śmiali, nikt nic nie rozumiał.


A jak było w Rio de Janeiro?

- Na początku byłam sceptyczna. Doskwierał mi upał, przytłaczała wielkość tego miasta, tłum i hałas. W dodatku prawie wszystkie sklepy były pozamykane, bo przyjechaliśmy w Sylwestra. Po dwóch dniach aklimatyzacji tańczyłam sambę na ulicy i świetnie się bawiłam. Nowy rok przywitaliśmy na Copacabanie wśród dwóch i pół miliona ludzi ubranych na biało. Ten kolor dominuje, ponieważ według Brazylijczyków przynosi szczęście i pokój. Miejscowi wrzucają tego dnia do morza kwiaty, oczywiście białe, a po północy idą się kąpać. Są wielkie fale i bardzo długa kolejka do wody. Na każdym kroku ludzie składają sobie życzenia, przytulają się, są mili, przychylni i wyluzowani. Pewnie ma na to wpływ pogoda - w Brazylii cały czas świeci słońce, co dobrze nastraja.

Gdzie wybierasz się w tym roku?

- Chciałabym zobaczyć Maroko, Afrykę środkową i południową, Indie, Meksyk, Stany Zjednoczone. To wyprawy, które wymagają dużo wolnego czasu i pieniędzy, więc zobaczymy, co wyniknie z tych marzeń. Na razie niczego nie zaplanowałam, bo nie lubię projektować skrupulatnie życia. Do wyjazdu do Brazylii musieliśmy się przygotować, ale często działamy pod wpływem impulsu. Tak było w kwietniu tego roku, gdy polecieliśmy do Izraela. W piątek kupiliśmy bilety, a w poniedziałek byliśmy w Tel Avivie. Świetny urlop - objadłam się ulicznego jedzenia, bo jestem miłośniczką turystyki gastronomicznej, i biegałam po targach. Mój facet śmieje się, że ogarnia mnie tam szał. Biegam między straganami, szukam, kupuję świeże owoce i warzywa. Uwielbiam to!

- Podczas jednego ze spacerów ulicami Tel Avivu usłyszałam za plecami: Maartaaa! Odwróciłam się, a tam Olga Frycz! Spędziliśmy razem dwa-trzy fajne wieczory, poznałyśmy się lepiej; na planie "M jak miłość" nie ma na to czasu. 



Zaaklimatyzowałaś się już na planie "M jak miłość", jeździsz tam jak do siebie?

- Na początku bywałam na planie bardzo nieregularnie, miałam mało zdjęć. Teraz, gdy mój wątek się rozwija, jeżdżę tam zdecydowanie częściej. Poznałam się lepiej z Olgą i innymi aktorami, przyzwyczailiśmy się do siebie. To stały zestaw ludzi, bo moja bohaterka najwięcej czasu spędza w bistro Za Rogiem. Dobrze czuję się na planie "M jak miłość", zazwyczaj mam zdjęcia w Falenicy, gdzie jest spokój i cisza. Latem mogę wyjść do parku i nacieszyć się słońcem. Dojeżdżam tam z domu w piętnaście minut, co jest niezwykle komfortowe.

Podobno Olga, którą grasz, zacznie spotykać się z Jankiem. To prawda?

- W pewnym momencie zbliżą się do siebie, spróbują zbudować normalną, ludzką relację - będą randki, próby pocałunków. Schowają temperamenty do kieszeni, ale nastąpi wiele zwrotów akcji. Jak to się skończy, nie wiem. Mam nadzieję, że nadal będą się ścierać i sprzeczać, bo to po prostu ciekawe. Im dłużej moja bohaterka i Janek (Jacek Lenartowicz - przyp. aut.) będą w niepewności, tym lepiej.

Nie wiem, czy Olga byłaby w stanie funkcjonować w spokojnym, poukładanym związku...

- Ona jest charakterystyczna, inna niż postaci, które grałam do tej pory. Nie warto z tego rezygnować, bo przestanie się wyróżniać. Dobrze, żeby miała koloryt, nadal była niekonwencjonalna. Gdy włoży się ją w jakiś schemat, straci urok. Jacek Lenartowicz się ze mną zgadza, że stabilizacja mogłaby ten wątek odrzeć z wyjątkowości. Wszyscy mówią, że połączenie temperamentów naszych postaci jest ciekawe, i niech tak pozostanie. Niech jak najdłużej robią dwa kroki do przodu i jeden w tył.
 

Rozmawiał: Kuba Zajkowski


www.mjakmilosc.tvp.pl/
Dowiedz się więcej na temat: M jak miłość | Marta Ścisłowicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje