Ranczo

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 19503
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Ranczo": Senator i Czerepach oprowadzają po Wilkowyjach!

Cezary Żak i Artur Barciś, czyli senator Kozioł i sekretarz Czerepach z "Rancza", zapraszają na wędrówkę po serialowych Wilkowyjach, zdradzają, czy na planie naprawdę pije się Mamrota oraz co się stanie z Jeruzalem, kiedy zakończą się zdjęcia do serialu!

Co koniecznie należy zobaczyć w serialowych Wilkowyjach, czyli w miejscowości Jeruzal?

Cezary Żak: Należy pójść przede wszystkim na ławeczkę, usiąść i wypić Mamrota, nie koniecznie oczywiście jeśli ktoś dba o zdrowie. Wejść do sklepu, gdzie pracuje pani Więcławska, pójść obok do kościoła, który jest rzeczywiście zabytkowym bardzo pięknym kościółkiem.

Reklama

Artur Barciś: Dom wójta koniecznie!

C.Ż.: Dom wójta, który jest nie daleko i ma piękne krużganki niczym Wawel. Na plebanię, na której mieszka bardzo miły ksiądz Leszek, który chętnie oprowadzi po okolicach. No i uliczki, które tam prowadzą...

A.B.: Apteka tam jest, gdzie aptekarz przyjmuje wójtową znaczy senatorową.

C.Ż.: Senatorową przyjmuje na kolanie!

Panowie wiele się w serialowych Wilkowyjach zmieniło od kiedy kręcicie Ranczo?     

C.Ż.:  Ja pamiętam, że jak przyjechaliśmy pierwszy raz na plan to nie było nigdzie bruku, nie było chodników w Jeruzalu, było klepisko. Czasami, ku utrapieniu scenografa, który nagle przyjechał kręcić nową serię i zastał brukowane ulice i chodniki, trzeba było to umieszczać w scenariuszu, że się zmieniło w Wilkowyjach wiele rzeczy. To dobrze, Polska się zmieniała właściwie można powiedzieć, że dziesięć lat kręcimy "Ranczo", tak jak dziesięć lat jesteśmy w Unii. Akurat Wilkowyje są bardzo dobrym przykładem tego, co się zmieniło w naszym kraju, ta wioska bardzo wypiękniała i ci mieszkańcy to widzą i mówią nam o tym.   

Wiem, że otrzymujesz wiele dowodów sympatii, a nawet prawdziwej miłości?  

Ilona Ostrowska: Trochę tego jest i ja sobie z tym nie radzę, to znaczy ja sobie radzę oni sobie bardziej nie radzą. Oni się zakochują bardzo często w postaci, a ja jestem kimś innym. Jestem aktorką, która wykonuje, pokazuje rolę i oni zakochują się właśnie w tej roli. I to jest najtrudniejsze, że nie mają dystansu, że ona jest taka wspaniałomyślna dobra, a ja jestem zła (śmiech) żartuje. Chodzi o to, że to jest postać i oni się zakochują kończąc w postaci i to jest nie zrozumiałe. Ja dostaje listy, pendrive z całymi wywodami, nagrania jakieś, Przyjeżdżają na plan po kilka razy te same osoby, ja im tłumaczę, że to jest nie możliwe i to nie dociera. Jednak nie dociera, jest cały czas to samo. Nawet już się zapisują do bycia statystami i uczestniczą w zbiorowych scenach.  

Panowie jak reagują na was mieszkańcy tego miasteczka.

C.Ż.: Przychodzą do mnie panie i panowie i chcą się spowiadać. Ja bardzo chętnie wysłuchuje niektórych grzechów.

A.B.: Najczęściej po prostu robią sobie z nami zdjęcia. Teraz to już się przyzwyczaili, głównie to turyści.

Kobiety miejscowe pewnie szaleją za wami?

C.Ż.: No tak, szaleją. Ja raz widziałem Artura, z resztą nie będę mówić. Nie, nie wolno mówić o takich rzeczach, ale tam się działo!

Panie Arturze, pamięta pan coś ciekawego?

A.B.: To była ostatnia scena ostatniego odcinka, chyba poprzedniej serii. Założyliśmy z senatorem Polską Partię Uczciwości i była taka wieńcząca sezon scena w knajpie, wszyscy pili, bawili się. I ja miałem scenę, w której już podpity Czerepach, Lodzi mówił kim teraz będzie, że się udało to wszystko zrobić. Tak się udało wymanewrować tego senatora i wszystko zrobił tak, jak chciał i teraz będzie na szczycie władzy. I wymyśliłem sobie, że Czerepach w trakcie tego monologu zacznie płakać i popłyną prawdziwe łzy. Potrafiłem to, więc zrobiłem na ogólnym palnie, potem zrobiłem to na szerszym palnie, potem na bliższym planie dokładnie w tym samym momencie kwestii leciały mi łzy. I byłem z siebie bardzo dumny, że potrafiłem to zrobić, a potem ta scena nie weszła do filmu.

Panowie jak to jest z tym alkoholem na planie, naprawdę go próbujecie?

A.B.: Skąd, nie możliwe, nigdy w życiu! Nie bylibyśmy w stanie zagrać dokładnie tak samo piętnaście razy z rzędu. Pamiętam, że kręciłem taką scenę, gdzie Czerepach na ławeczce się upijał, to było w drugiej serii chyba. Ta ławeczka się zawalała i ja wypiłem chyba z hektolitry jakiegoś soku z colą. Okropne, wszystko we mnie pływało, a trzeba było całą butelkę wypić.

C.Ż.:. Jak to miałem z Violką Arlak, czyli moją serialową żoną, wójtową, scenę gdzie wymyśliłem sobie, że jem kiełbasę, urywam z takiego pęta i jem. Violka nie miała dnia do zapamiętania tekstu i zagraliśmy właśnie jeden dubel, drugi, trzeci, a ja ciągle jem tę kiełbasę. I zjadłem dwa i pół kilograma kiełbasy. Myślałem, że ją zabiję. Viola mnie bardzo przepraszała, ale już obiadu nie jadłem tego dnia.             

Panie Arturze, jak pan wymyślił sobie tego Czerepacha, ktoś pana zainspirował?

A.B.: Zainspirowało mnie paru urzędników, których spotkałem w życiu kiedy budowałem dom. Jeżeli ktoś budował dom to wie, co to znaczy urzędnik w gminie. Więc z nich wziąłem bardzo dużo, ale też bardzo zależało mi na tym, żeby wyglądać inaczej niż do tej pory. Dlatego wymyśliłem Czerepachowi tę peruczkę, bo uznałem, że taki facet, który ma tego rodzaju ambicje na pewno musi być zakompleksiony i wstydzi się łysiny. Dodałem mu lekki seplen, troszeczkę inaczej chodzę. To są wszystkie elementy, które bardzo lubię żeby zmieniać się, żeby nie być sobą, żeby być kimś innym.

Panowie niektóre dialogi z tego serialu stały się już kultowe, pamiętacie jakiś szczególny dialog?

A.B.: Pamiętam taką rozmowę, którą miałem z Dudą, czyli tym drugim sekretarzem i pamiętam, że wójt miał jakąś depresję, czy coś takiego i ten Duda tak się przejmował i ja miałem taką kwestię: "Ty się Duda psychiką wójta nie przejmuj! To jest prosta maszyna, tam się nie ma co zepsuć!".

No, panie senatorze, proszę się tu sprzeciwić, to niemożliwe.

C.Ż: Mój sprzeciw zawsze wyglądał tak samo - ja wyciągałem z biurka siekierę.

O!

C.Ż.: I Czerepach wiedział, że już wtedy trzeba spierniczać po prostu jak najdalej, bo żadne argumenty do wójta nie dotrą. Pamiętam, że ileś tam było tych scen, zarówno na Czerepacha leciałem z siekierą, jak i na Dudę i jeszcze na kilku bohaterów tego serialu, więc mój wójt sięgał po swój koronny argument, czyli siekierę, którą trzymał zresztą w biurku.

Panie Czarku gdyby faktycznie byłby pan proboszczem, chciałby mieć pan taką gosposię jak Michałowa?

C.Ż.: No tak, bo byłoby bardzo śmiesznie.

Ale słuchałby się jej pan tak? Bo ona tam rządzi właściwie...

C.Ż.: No nie wiem. No rządzi, rządzi. Ale ja myślę, że jako ksiądz jestem zadowolony, że ktoś mną rządzi i potrafi podjąć jakieś dobre decyzje.

A.B..:  Jak w dobrym małżeństwie.

C.Ż.: Tak, tak. Jak w dobrym małżeństwie. Tak samo można powiedzieć wójtowa rządzi senatorem. To są bracia, którzy gdzieś tam są podobni do siebie.

A te obiadki Michałowej? Wy faktycznie tam dostajecie coś dobrego do jedzenia?

C.Ż.: O nie daj Boże.

Nie?

C.Ż.: Nie daj Boże, żeby to jeść, chociaż nasz Krzysio rekwizytor naprawdę się bardzo stara. Ale wie pan, po iluś godzinach kręcenia jednej sceny, ta kaczka, jakby ona nie była najpyszniej upieczona, nie jest smaczna. I te ziemniaczki parujące... Ta para jest sztuczna.

Dowiedz się więcej na temat: Ranczo | Artur Barciś | Cezary Żak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje