M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 184011
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Mroczek opiekunką do dzieci

Popularny aktor, znany przede wszystkim dzięki serialowi "M jak miłość" spróbował ostatnio swoich sił jako... opiekunka do dzieci w programie "Dzień kangura". O tym jak ocenia swoje zmagania z gromadką rozbrykanych dzieciaków, opowiada w rozmowie z Emilią Chmielińską.

Wziąłeś udział w nowym programie telewizji POLSAT - "Dzień Kangura", w którym wcieliłeś się w rolę niani. Opowiedz nam coś więcej o swoim niecodziennym zadaniu..

Reklama

Rafał Mroczek: Rzeczywiście rola niani to dla mnie niecodziennie zadanie. Przez jeden dzień miałem pod opieką trojaczki, trzech budrysów nie do rozpoznania - Pawła, Kubę i Damiana. Opieka nad nimi to było bardzo duże wyzwanie, potrójne wyzwanie. Miałem problem z rozróżnianiem chłopaków, więc wspomagałem się karteczkami z ich imionami. Natomiast Paweł Golec, który opiekował się nimi drugiego dnia, nieco sobie ułatwił i ciągle używał zbiorowego określenia - bracia, chłopcy, bo miał podobny problem do mojego.

Ty również masz brata bliźniaka, zatem czy wspomagałeś się własnymi doświadczeniami z dzieciństwa?

Rafał Mroczek: Zgadza się, ale w tym akurat przypadku na niewiele zdały się moje doświadczenia. Na co najlepszym przykładem jest fakt, że podczas nagrania już w studiu po raz kolejny miałem problem z rozróżnieniem i przyporządkowaniem imion do ich właścicieli. Teraz na własnej skórze poczułem, jak zakłopotane czuły się osoby, które nie rozróżniały mnie i Marcina.(śmiech). A tak naprawdę sprawy przybrały tak szybki obrót, tak dużo się działo, że nie miałem czasu przypomnieć sobie swoich doświadczeń.

Szybki obrót, tzn. że musiałeś okiełznać trójkę bystrych braci? Czy nie było żadnych sprzeczek lub innych "problemów wychowawczych"?

Rafał Mroczek: O, tak! Chłopcy mają w sobie mnóstwo, może nie do końca spożytkowanej energii, ale nie prowadziło to do żadnych większych bójek czy drak. Mnie przynajmniej udało się opanować ich żywiołowość. I obeszło się bez większych problemów wychowawczych.

W jaki sposób spędziłeś czas z energicznymi trojaczkami, czym ich zająłeś i czy rzeczywiście zadania ich interesowały?

Rafał Mroczek: Do mnie należało zagospodarowanie czasu w trakcie pierwszego dnia i na szczęście mieliśmy bardzo dużo zajęć. Dzięki temu chłopcy byli ciągle w coś zaangażowani i nie za bardzo mieli czas na własne "nieprzewidziane" pomysły. Wspólnie naprawialiśmy rowery, zapisałem ich na piłkę, kąpaliśmy się w basenie, więc właściwie cały czas coś się działo i na szczęście te zadanie ich pochłaniały. Gdybym miał siedzieć z nimi w domu i pełnić rolę takiej tradycyjnej niani, to pewnie byłaby pomiędzy chłopcami jakaś bójkę, podbite oko, bądź inne nieszczęście. A mogłoby tak być dlatego, że tak jak już mówiłem wcześniej, oni mają w sobie tyle energii, że ciężko byłoby mi to ogarnąć.

Po tym, co mówisz, wnioskuję, że lekko zestresowało Cię to zajęcie. Jak dziś oceniasz siebie w roli "niani"?

Rafał Mroczek: To, że byłem "opiekunką" trzech wulkanów energii przyniosło mi wiele radości, ale przede wszystkim było nie lada wyzwaniem i ciekawym doświadczeniem. Doświadczeniem, o tyle ważnym, że kiedyś na pewno będę ojcem i również mogę mieć bardzo bystre dzieci (śmiech).

Co w takim razie było najtrudniejsze do opanowania, co zaskakiwało najbardziej i przed czym miałeś największe obawy?

Rafał Mroczek: Dla mnie najtrudniejsze było opanowanie ich niekonwencjonalnych pomysłów i rozgadania. To może rzeczywiście sprawiało odrobinę problemów i wprowadzało lekki strach. Obawa przed tym, że może się wydarzyć coś nieprzewidzianego. Natomiast, jeśli chodzi o jakieś nadzwyczajne trudności, to nic takiego absolutnie się nie wydarzyło, nic, co byłoby nie do opanowania.

Czy to oznacza, że opiekowałeś się, wprawdzie energicznymi, ale bardzo grzecznymi trojaczkami?

Rafał Mroczek: Myślę, że to jednak za dużo powiedziane (śmiech). Natomiast, w sytuacjach, kiedy ich zachowanie zaczęło wymykać się spod kontroli i zacząłem zwracać im uwagę, to rzeczywiście przyjmowali ją z pokorą i umieli przeprosić. Także wszystko było w granicach normy.

Czy czułeś się zmęczony po wypełnieniu obowiązków opiekunki? I czy możesz powiedzieć o sobie, że masz dobre podejście do dzieci?

Rafał Mroczek: Muszę przyznać, że byłem zmęczony. Opanowanie trojaczków, sześciolatków i zaangażowanie ich w jakieś zajęcie wymagało dużo energii. Tym bardziej, że oni mieli jej aż nadto. Trzeba było mieć oczy dookoła głowy, by nic nie umknęło uwadze, nie stała się krzywda - bo mimo tego, że to miała być zabawa - to jednak odpowiadałem za nich. Rzeczywiście, kiedy wróciłem do domu i usiadłem w fotelu to pomyślałem sobie - uff, przeżyłem... (śmiech). Ale było to bardzo miłe i zajmujące przeżycie. Mam nadzieję, że sprawdziłem się jako niania. (śmiech)

Dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w programie "Dzień Kangura" i czy nie żałujesz swojej decyzji?

Rafał Mroczek: Przede wszystkim jest to bardzo fajna zabawa, zajmująca przygoda i niesamowite doświadczenie. Ten program, według mnie, ma bardzo ciekawą ideę, gdyż stwarza dzieciom możliwość poznania ludzi, których znają z ekranu telewizora. Sądzę, że jest to dla nich z pewnością coś niesamowitego, może w niektórych przypadkach takie spotkanie i udział w programie będzie spełnieniem marzenia jakiegoś dziecka. Natomiast jeśli chodzi o nas - "wynajmowanych opiekunów" - to ten program daje nam możliwość poznania ciekawych dzieciaków i przyczynienia się do tego, żeby zapamiętały tę przygodę na długo. Ja w ogóle miałem okazję po raz pierwszy spotkać na żywo trojaczki, także tym bardziej się cieszę (śmiech). Myślę, że po jednej, jak i po drugiej stronie pozostaje wiele radości i miłe wspomnienie. I absolutnie nie żałuję tej decyzji, co więcej podjąłbym ją jeszcze raz.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Emilia Chmielińska, INTERIA.PL

swiatseriali.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje